Dramatyczna akcja ratunkowa. Mercedes wjechał do stawu, załamał się lód
Poważny wypadek w Kroczewie koło Płońska pod Warszawą. Mieszkaniec zauważył wystający znad tafli lodu bagażnik auta. Na miejsce przyjechały służby ratunkowe. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
- 3 zdjęć Zobacz galerię
Chwile grozy przeżył właściciel mercedesa, który wpadł do wody w miejscowości Kroczewo pod Warszawą. Pod autem załamał się lód. To, co udało się ustalić policjantom, poraża.
Kroczewo. Jeździł mercedesem po zamarzniętym stawie. Załamał się lód
Do zdarzenia doszło w powiecie płońskim. Policja otrzymała zgłoszenie około godz. 8.30. Okazało się, że w pokrytym lodem gminnym stawie na terenie parku w Kroczewie (gm. Załuski) znaleziono samochód.
Na miejsce skierowano policjantów oraz straż pożarną i pogotowie. Z wody wystawał tylko fragment osobowego mercedesa typu kombi - kawałek bagażnika i dachu pojazdu. Prawie cały samochód znajdował się pod lodem niedaleko brzegu.
Służby ratunkowe pracujące na miejscu do ostatniej chwili nie wiedziały, czy w zatopionym mercedesie nikt się nie znajduje. "Akcja wydobycia auta była utrudniona z uwagi na lód pokrywający zbiornik. Na szczęście okazało się, że nikogo tam nie było" - przekazała kom. Kinga Drężek-Zmysłowska z KPP w Płońsku.
Szybko służby dowiedziały się, kto jest właścicielem auta. Ten zgłosił się do policjantów. 40-letni mieszkaniec gm. Załuski przyznał się do tego, że to on w nocy kierował samochodem.
"W rozmowie z policjantami zmieniał wersje wydarzeń. Raz twierdził, że chciał sprawdzić, czy lód na stawie jest wystarczająco gruby, by po nim jeździć, a następnie, że na łuku drogi stracił panowanie nad autem, wpadło ono w poślizg i wjechało do stawu" - wyjaśniła policjantka.
Kiedy lód się załamał, mężczyzna nie mógł wyjechać z wody i uciekł z pojazdu. Funkcjonariusze ukarali 40-latka mandatem.
Źródło: Radio ZET/policja
- Potężny pożar niedaleko szkoły pod Warszawą. "Dzieci przenieśli do kościoła"
- Pierwsza taka miesięcznica smoleńska po zmianie władzy. Okrzyki w stronę Kaczyńskiego
- Wszystko trwało 14 minut. Udusił i poszedł spać. Poćwiartowanych zwłok szukano w Wiśle