Mafia śmieciowa z Pakości. Kulisy przestępczej działalności pod Inowrocławiem
Podziemne tunele, wieża, z której przestępcy obserwowali okolicę, wpływy w polityce i biznesie, a do tego ponad milion ton śmieci. W ostatnim tygodniu poinformowano o zatrzymaniu kolejnych osób związanych z mafią śmieciową z Pakości. Autorzy podcastu "W związku ze śledztwem" Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z "Newsweeka" opowiadają o kulisach przestępczej działalności pod Inowrocławiem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były powiązania Zygmunta G. z mafią śmieciową.
- Jak bracia P. wpływali na politykę lokalną i centralną.
- Co ujawniły kontrole na wysypisku w Pakości.
Zatrzymania członków mafii śmieciowej. Akcja CBŚP
Zamiejscowy Departament Prokuratury Krajowej w Łodzi wydał pod koniec lutego komunikat o kolejnych zatrzymaniach w związku z aferą śmieciową. Doszło do nich co prawda miesiąc temu, ale sprawa jest tak rozwojowa i obejmuje tyle wątków, że zarówno prokuratura, jak i Centralne Biuro Śledcze Policji starają się utrzymywać swoje kolejne ruchy w tajemnicy. Tym razem zatrzymano 10 osób, w tym byłego burmistrza Pakości Zygmunta G. i szefów spółek komunalnych.
Zygmunt G. został burmistrzem w wyborach samorządowych w 2018 roku. Do tego momentu był kierownikiem złomowiska, którym zarządzali bracia P. Jego nagłe zainteresowanie lokalną polityką było dość zaskakujące, bo do tej pory nie wykazywał takich zainteresowań. Lokalnie był raczej znany jako osoba bez wielkich ambicji, chociaż w niektórych gazetach jeszcze przed kampanią samorządową w 2018 roku pojawiły się artykuły o jego podróżniczych pasjach. Sam opowiadał, że w latach 80. odwiedził Bułgarię aż 12 razy i to obudziło jego apetyt na więcej. Takich artykułów nie brakowało i w dość oczywisty sposób można uznać je za "materiały sponsorowane".
Lokalni politycy z woj. kujawsko-pomorskiego tłumaczą, że bracia P. od początku rozumieli, że żeby móc działać na wielką skalę, muszą zapewnić sobie polityczne wpływy. W opowieściach z Pakości słyszymy na przykład o tym, że bracia P. wystawiali "swoich" kandydatów tak, żeby doprowadzić do drugiej tury i zwiększyć szanse kandydata, z którym porozumieć będzie się można lepiej niż z innymi. W tych opowieściach bracia P. doskonale rozumieją, że muszą dywersyfikować swoje polityczne układy. Najstarszy Bartosz P. (w ostatnich wyborach kandydat na burmistrza) nawiązywał współpracę z prawicą, PiS-em i Suwerenną Polską, a z kolei najmłodszy Filip P. z Platformą Obywatelską i Koalicją Obywatelską. W internecie można znaleźć zdjęcia braci P. zarówno z liderami kujawsko-pomorskiego PiS-u jak i lokalnej PO.
W artykule Michała Kokota sprzed dwóch lat Tomasz Lenz, baron kujawsko-pomorskiej PO, o zdjęciach z Mateuszem P. mówi: "poznałem Mateusza P. podczas meczu żużlowego w Toruniu, na który zostałem zaproszony. O jego kłopotach z prawem nic nie wiedziałem". W tamtym czasie bracia P. wynajmowali najbardziej reprezentacyjną lożę na stadionie Apator Toruń. Zaproszenie do takiej loży dla każdego polityka powinno być sygnałem ostrzegawczym.
Podobnie o znajomości, a raczej jej braku, z P. mówił Łukasz Schreiber z PiS, także kujawsko-pomorski baron. - Kojarzę nazwisko P., ale nigdy nie powiązałbym go z tym mężczyzną, który był na spotkaniu. Widziałem go po raz pierwszy na oczy i nigdy nie miałem z nim żadnych kontaktów wcześniej - powiedział. To było spotkanie przed wyborami 2023 roku, na którym Schreiber występował obok Zygmunta G., a Mateusz P. od ponad roku powinien przebywać w więzieniu.
Osiedle z podziemnymi tunelami
Rodzina P. jest bardzo liczna: 9 synów, 4 córki, do tego żony, mężowie, dzieci. Nikt nie jest nawet w stanie policzyć, ile mieli spółek, bo i tu wykazywali się wyjątkowym sprytem. Chociaż faktycznie nadzorowali je wszystkie, to przeważnie zakładane były na słupy, bo tę metodę wykorzystywali nie tylko w polityce, ale także w biznesie. Sami bracia P. mieli w spółkach poniżej 10 proc. udziałów, co oznacza, że nie muszą znajdować się w Krajowym Rejestrze Sądowym.
Informatorzy mówią o ich metodzie tak: "jeśli coś wymagało zezwolenia, to bracia to po prostu ignorowali. Większość ich działalności jest po prostu nielegalna i nie mówimy tutaj wyłącznie o biznesie tylko na przykład o budowach". Bracia P. i ich rodziny mieszkają w Pakości i mają domy zbudowane w jednym miejscu. To osiedle jest za sobą połączone za pomocą podziemnych tuneli, które zdaniem śledczych miały ułatwiać nie tylko komunikację, ale także ukrywanie się przed służbami.
Bracia zainwestowali także w wieżę obserwacyjną, z której mieli obserwować, kto zbliża się do ich włości. W komunikacie prokuratury czytamy: "Z materiału dowodowego wynika, że podejrzani podejmowali działania mające na celu utrudnianie czynności organów ścigania, w tym monitorowanie aktywności Policji oraz organów ochrony środowiska. W sprawie badany jest również wątek nieuprawnionego wykorzystania danych z systemu CEPiK". To oznacza, że z P. współpracował ktoś mający dostęp do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców.
Śmieciowy biznes braci P.
Liderem był Mateusz P. W 2022 roku został skazany prawomocnie na trzy lata za pranie brudnych pieniędzy i fałszowanie faktur. W sumie na kilkanaście milionów złotych. P. nie stawił się jednak w więzieniu, a jego adwokat trzy tygodnie później wysłał wniosek o zawieszenie wykonania kary. W sądzie sprawa toczyła się przez kolejny rok, bo Mateusz P. nie przychodził, przedstawiał zwolnienia, albo chciał ponawiania badań, aż w końcu sąd uznał, że jednak może iść siedzieć. Tylko że mimo jego regularnego uczestnictwa w lokalnych imprezach, wiecach partyjnych, czy spotkaniach policja nie mogła go znaleźć. Zatrzymano go dopiero w grudniu 2024 roku, na ulicy w Białce Tatrzańskiej, do której pojechał na narty z Pakości, z której - jak się okazało - nigdy nie wyjechał na dłużej. Jego adwokaci ubiegają się teraz o wcześniejsze zwolnienie a to może oznaczać, że jeśli prokuratura nie powiąże go ze sprawą wysypiska w Pakości i nie przedstawi mu kolejnych zarzutów pojawi się na wolności w połowie roku.
Do prowadzenia biznesu śmieciowego braciom P. niezbędny był burmistrz Pakości, bo miejscowość wybudowała całkiem pokaźne wysypisko śmieci. Miało wystarczyć na 65 lat, a w ciągu 6 zostało zapełnione w nadmiarze. Gmina miejsko-wiejska Pakość produkuje rocznie około 3 tysięcy ton śmieci, natomiast w okresie od 2018 roku do 2024 na wysypisko trafiło 1,250 mln ton odpadów. Z tego przynajmniej 300 ton odpadów niebezpiecznych. To jest 50 tysięcy tirów, które wjechały na wysypisko w ciągu tych 5,5 roku. To 25 tirów dziennie.
Z zeznań świadków wynika, że bracia P. wjechali na miejskie wysypisko zaraz po objęciu władzy w gminie przez Zygmunta G. Wjechali ze swoim sprzętem, a nawet z "biurem", które mieściło się w przyczepie, a w którym urzędował "ich księgowy" notujący wszystkie "ich tiry". Chociaż w Pakości wysypisko rosło w oczach, to Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie widział problemu. Z raportów wynika, że jedyne uchybienia to była na przykład niezbyt dokładna segregacja, bo "kalosz leżał razem ze śmieciami bio".
Jak wykazują prowadzone obecnie kontrole, na wysypisku wyłączone były kamery, ciężarówek nie ważono, nie prowadzono ich ewidencji i nie pobierano próbek. Tego wszystkiego urzędnicy nie widzieli. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Toruniu w zeszłym roku został rozwiązany, ale to nie rozwiązuje problemu, bo teraz śmieci z Pakości jakoś trzeba będzie się pozbyć. Koszt utylizacji ponad miliona ton odpadów to kilka miliardów złotych. A jak mówią obecne władze gminy, nawet gdyby zbudować całą infrastrukturę na miejscu, to i tak zajmie całe lata. Zwłaszcza, że im dalej tym gorzej. Na wysypisku - jak twierdzą nasi informatorzy - znaleziono na przykład beczki z odpadami opisanymi cyrylicą po rosyjsku z adnotacją, że transportować można je jedynie na terenie Federacji Rosyjskiej.
Co na to ministra klimatu?
Bracia P. próbowali wpływać nie tylko na politykę lokalną, ale także na politykę centralną. Przed wyborami 2023 Wirtualna Polska opisała przypadek posłanki PiS Ewy Kozaneckiej, której ogłoszenia w prasie sfinansowała rodzina P. Jest to już była posłanka, ale jeszcze w 2024 roku startowała bezskutecznie z listy PiS do Parlamentu Europejskiego. Z drugiej strony przez lata próbowano umieścić na listach PO/KO Tomasza Kujawę, który zna się towarzysko z braćmi P. od dziecka.
W woj. kujawsko-pomorskim jest przynajmniej kilku polityków, którzy opowiadają, że dostali albo propozycję finansową, albo swoistej wymiany w kampanii - cały region zostanie oplakatowany w zamian za współpracę. Ale poza mało finezyjnymi metodami politycznymi w arsenale braci P. były równie mało finezyjne metody perswazji bezpośredniej. W gminie zdarzały się pobicia, ofiarą jednego z nich miał być Zygmunt G., któremu nieznani sprawcy mieli nawet połamać kolana młotkiem. Były groźby pod adresem rodzin osób, które próbowały sprawę śmieci poruszyć. Było zniszczenie samochodu ojca obecnego burmistrza, a wówczas radnego Michała Siembaba. Policja nie znalazła sprawców, a poszkodowanego przesłuchała dopiero po 9 miesiącach od zdarzenia.
W tej historii jest wszystko. Mafia, polityka, śmieci i wielkie pieniądze, ale nie ma jednego. Pomysłu co dalej. Zaledwie 77 kilometrów od Pakości jest Konin, z którego do Sejmu kandyduje ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska. Do Pakości do tej pory nie dotarła. Więcej w podcaście "W związku ze śledztwem" na Youtube Radia ZET i Newsweeka oraz w Onet Audio.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET