`
Mała ojczyzna Białogard
Mała ojczyzna Białogard
fot: Pawel Wodzynski /East News. Facebook: Piotr Pakuszto
TYLKO U NAS

Mała ojczyzna Białogard. Plotki, układziki, zdrady i pieniądze od PiS dla starosty z PSL [CZĘŚĆ 1]

21.01.2024 13:07

W wyborach z 15 października 2023 r., po 8 latach rządów PiS, Polacy odsunęli od władzy przyspawaną do stołków Zjednoczoną Prawicę. Rekord frekwencji zaskoczył PiS i odebrał partii spodziewane zwycięstwo. Nie pomogło wsparcie części samorządowców, a teraz „kolaboracja” z oddającymi władzę może im mocno zaszkodzić. Póki co jednak przejmowanie władzy przez koalicję rządzącą idzie dość opornie, ponieważ prawica zrobiła wszystko, aby zawłaszczyć państwo. Tymczasem już za nieco ponad sto dni Polaków czeka kolejny wyborczy sprawdzian.

Choć kampania w wyborach samorządach teoretycznie ruszy dopiero za dwa miesiące, w niektórych miejscach tzw. prekampania trwa już w najlepsze. Kiedy latem 2023 w „Podejrzanych Politykach” zwracaliśmy uwagę na próby obchodzenia przepisów wyborczych przez kandydatów PiS, masowo rozstawiających billboardy, reklamujące ich rzekome osiągnięcia, nasze skrzynki mailowe zostały zasypane przez internautów zdjęciami setek kolejnych analogicznych przykładów.

Gdy zaczęliśmy je pokazywać, niektóre billboardy po cichu zdjęto. Wyraźnie zmniejszyło się także tempo stawiania nowych. W kampanii wyborczej do samorządów przykładów obchodzenia prawa jest znacznie więcej, co znakomicie opisał Andrzej Andrysiak, dziennikarz i wydawca „Gazety Radomszczańskiej”. Jego podcastowy cykl „Mała Władza” przygotowany dla radia TOKFM pokazywał reguły, jakimi rządzi się polityka samorządowa z wszystkimi jej wypaczeniami.

Freak fighty w Białogradzie

W odcinku „Limity” Andrysiak dokładnie wypunktował powody, dla których nikt realnie myślący o wygraniu wyborów nie ma szans zmieścić się w limitach wydatków wynoszących około kilkadziesiąt tysięcy złotych na komitet wyborczy. Pokazał także, w jaki sposób samorządowcy próbują te limity obchodzić i skąd biorą się pieniądze na wsparcie kandydatów. Schemat opisany przez Andrysiaka sprawdziłem w miasteczku Białogard w woj. zachodniopomorskim. Mieście, które w ogólnopolskiej prasie jest przedmiotem zainteresowania przy wyjątkowych okazjach.

Jakich? Poza pożarem z końca roku o istnieniu miasteczka można było przypomnieć sobie dzięki celebrytce Mariannie Schreiber, żonie byłego ministra Łukasza Schreibera. Skąd pomysł, by właśnie 500 km od Warszawy udać się na obóz przygotowawczy do kolejnych walk z cyklu freak fightów, czyli bijatyki w klatce, których królową ogłosiła się Marianna? Nie wiadomo, choć walki MMA gościły już w mieście, a patronem jednego z walczących był… powiat białogardzki, bo to z ich napisem występował zawodnik.

Ale poza tak niezwykłymi wydarzeniami, życie pozornie toczy się powoli i tak zwyczajnie, jak w wielu innych samorządach. Gdy przyjrzeliśmy się Białogardowi, okazało się jednak, że wszystkie patologiczne mechanizmy opisane w „Małej Władzy” pasują jak ulał do tego miasteczka, z którym związana była rodzina Czesława Niemena, a jej członkowie spoczęli na okolicznym cmentarzu. Jest jeden specyficzny czynnik, który w „Małej władzy” nie wybrzmiał, a to właśnie on może mieć rozstrzygające znaczenie w nadchodzących wyborach.

Pierwsza przegrana PiS z Tuskiem?

PiS właśnie wchłania swoją satelicką Partię Republikanów i szykuje się do najbliższych wyborów. Pierwsza walka będzie się toczyła o samorządy. Trudno zapomnieć, jak po przegranych wyborach parlamentarnych sam prezes Jarosław Kaczyński rozgoryczony mówił, że Polacy nie są wdzięczni za wielką pomoc otrzymaną od partii rządzącej. W wyborach samorządowych ta „niewdzięczność” może się okazać jeszcze bardziej namacalna i dotkliwa dla partii, która niedoszłych posłów i posłanki upychała w zaprzyjaźnionych samorządach, nawet w miejscach, z których działalnością nie mieli wcześniej nic wspólnego.

Oglądaj

Na starcie roku wyborczego, szanse na utrzymanie lokalnych układów wielkich partii z PiS i PO na czele są bardzo wyrównane. Szala zwycięstwa może się przechylić na każdą ze stron. Nie brak też niespodzianek, jak choćby ta, że poparcia PO nie uzyska prawdopodobnie dawny kandydat, zgodnej wtedy opozycji, obecny prezydent Rzeszowa - Konrad Fijołek. Jak to może wyglądać w praktyce, pokazuje sytuacja w niewielkim Białogardzie, który niczym w soczewce pokazuje pole walki i możliwe scenariusze. Polska lokalna niewiele się różni od fikcyjnej wsi Wilkowyje z kultowego „Rancza”, a im bliżej się przyglądamy, tym bardziej widać, że brutalizacja życia publicznego na poziomie centralnym, nie ominęła także samorządu.

Plotka w socialach lepsza niż medium

Spójrzmy na miasto, w którym w zaledwie 6 lat wywrócono stary układ władzy wokół starostwa i rozbudzono apetyty lokalnych baronów, by w walce o władzę sięgnąć po kolejne stanowisko. W obecnych wyborach, przy niedyskretnym wsparciu posłów PiS i podlizywaniu się politykom rządzącego PSL, obecny starosta Piotr Pakuszto chce sięgnąć dodatkowo po ratusz i funkcję burmistrza. Sięgnąć, należy dodać, za wszelką cenę a czasem także po trupach.

Białograd

Jak do tego doszło? Okazja do stworzenia nowego układu nadeszła razem z początkiem PiS. Po śmierci wieloletniego burmistrza i później posła PiS Stefana Strzałkowskiego, miasto został bez "namiestnika". Mimo wielu różnic między polityką krajową a samorządową patologiczne mechanizmy działania władzy są wręcz modelowe, powtarzalne.

W małych społecznościach do specyfiki pola walki dochodzi też fakt, że tam praktycznie wszyscy się znają. Trudno rozmaite prywatne, rodzinne, czy finansowe problemy i sprawy ukryć przed sąsiadami. Siła plotki niezależnie jak bardzo nieprawdziwej, a czasem absurdalnej, potrafi być miażdżąca dużo bardziej niż w krajowej polityce. Nawet bez hegemona w postaci TVP, która swego czasu wspierała nagonkami przeciwko działaczom samorządowym walczącym z nominatami PiS. Dyskusje toczone wcześniej za pośrednictwem tradycyjnych mediów, rozgłośni czy lokalnych dodatków do tytułów ogólnopolskich, przeniosły się na dobre do internetu i mediów społecznościowych.

Na Facebooku, w serwisie X, a ostatnio nawet na Instagramie trwają regularne lokalne wojny. Samorządowcy, najczęściej z pomocą zależnych od siebie obserwatorów, nierzadko pozwalają sobie na niewybredne bluzgi i chamskie wpisy. Czasem nawet bez wulgaryzmów, przytyki i nieprawdziwe informacje robią ludziom większe krzywdy niż wyzwiska. Częste jest też hejtowanie za pomocą fejkowych kont, których prawdziwym właścicielom, nawet jeśli każdemu są znani, trudno udowodnić ich powiązania z konkretną osobą od starosty czy burmistrza. Ale po kolei.

Białogard

Układy lokalne kwitną wszędzie tam, gdzie nie przeszkadzają im lokalni funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości, nie ma silnej i ugruntowanej reprezentacji największych partii, które patrzą sobie wzajemnie na ręce, a przede wszystkim nie działają niezależne lokalne media. W małych społecznościach także elity są niewielkie.

Przykładów jest multum. Siostra burmistrza jest lekarką rodzinną miejscowego prokuratora, którego żona jest z kolei sędzią sądu rejonowego. Starosta jest spokrewniony z komendantem policji, który z kolei trzymał do chrztu dziecko dyrektora wodociągów i kanalizacji, a jego żona jest dyrektorką miejscowej szkoły. Możemy zmieniać kolejność i miejsce poszczególnych elementów tej układanki, ale jedno zawsze pozostanie niezmienne – istnienie mniej lub bardziej formalnego układu.

Taka jest specyfika większości małych, szczególnie zamkniętych społeczności. Jeśli nie ma mechanizmów prawnych, które zabezpieczałyby interesy publiczne, wcześniej czy później jakiś układ zawsze się tworzy i zaczyna rozrastać niczym pleśń. Tym bardziej że przez ostatnie lata nawet prokuratury rejonowe, do których trafia niemal 80 proc. wszystkich spraw, podobnie jak Prokuratura Krajowa, często ścigały przede wszystkim rywali samorządowców Zjednoczonej Prawicy.

Kto stoi za samorządowcem?

Receptą na władzę niemal absolutną jest oparcie się na mocnej i zdeterminowanej grupie wspierającej nominata. W Białogardzie taką rolę przejęły miejscowe „młode wilki”, które wycięły w pień poprzednią generację i szykują się do sięgnięcia po fotel burmistrza, wykorzystując do tego zasoby urzędu powiatu. Chrapkę na to stanowisko ma nowa gwiazda samorządu, Piotr Pakuszto.

Jego główną i do niedawna jedyną oficjalną kontrkandydatką jest obecna pani burmistrz – Emilia Bury. W pierwszych dniach nowego roku chęć ubiegania się o fotel wyraził również Paweł Szyszlak - radny komitetu wyborczego Aktywny Samorząd – Białogard.

Pakuszto to ciekawy przykład polityka „obrotowego”, czyli takiego, który mimo oficjalnej przynależności partyjnej do obecnej koalicji, wcześniej bez żenady wspierał PiS i jej posłów. Oficjalnie nie ma związku z żadną z największych partii, ale od 3 lat pełni funkcję starosty jako członek PSL, w oparciu o polityków prawicy.

Wybrali go radni powiatowi tworzący egzotyczną koalicję, mimo że w większości samorządów PSL z PiS nie chciał współrządzić. Przez lata starosta poobsadzał swoimi ludźmi jednostki mu podległe, nie dbając nawet o pozory, że w zatrudnieniu chodzi o jakiekolwiek kompetencje merytoryczne.

W jego dyspozycji są m.in. lokalny szpital powiatowy, ale też wiele urzędów i instytucji publicznych. Od wielu miesięcy Pakuszto otacza się grupą ludzi, których praca, finansowana oczywiście z publicznych pieniędzy, widoczna jest głównie na polu prowadzenia mu „prekampanii” i to takiej, w której wszystkie chwyty są dozwolone.

Staroście sprzyjały lokalne oddziały mediów kontrolowanych przez rząd, jak Polskie Radio Koszalin. Jedyne krytyczne publikacje można znaleźć w internecie. O to, by tak było, zadbali ludzie związani ze starostą od samego początku rozrastania się tego układu. Rządzący powiatem wytoczyli z sukcesem proces jednemu z mieszkańców, który miał czelność ich skrytykować.

- To miejscowy pieniacz, ale jest jasne, że teraz każdy, kto zechce skrytykować starostę, może się obawiać kłopotów – mówi nam jedna z mieszkanek. Człowiek został skazany, a efekt mrożący zaczął działać.

Decyzję o wytoczeniu procesu tłumaczono sprzeciwem wobec brutalnego hejtu. Jednak zarzuty o działania hejterskie dotyczą także samych ludzi Pakuszty. Mimo że zarzuty stawiono od wielu miesięcy, dopiero ostatnio konsekwentnie nagłaśnia je rywalka starosty Emilia Bury z PO, wspierana przez starostów z pobliskich powiatów krytycznych wobec Pakuszty.

Raj na ziemi

Śledząc białogardzkie profile w serwisach społecznościowych - zarówno częstotliwość umieszczanych w nich postów, liczbę spektakularnych wydarzeń z zakresu kultury i sztuki, jak i wielkość odnoszonych przez rządzących sukcesów - przeciętny śmiertelnik odnosi wrażenie, że znalazł krainę mlekiem i miodem płynącą. Możliwe, że tylko pojawiające się pod postami komentarze mieszkańców, powstrzymują jeszcze niektórych Polaków przed natychmiastową przeprowadzką do Białogardu.

Nic dziwnego zatem, że wszystkie możliwe instytucje, dysponujące finansami na poziomie centralnym, chcą mieć jakiś swój udział w kreowaniu tego raju na ziemi. W każdych innych okolicznościach, zaangażowanie tak ogromnych środków państwowych w ten wybrany powiat, wydałoby się nieco dziwne.

Na tle 95 proc. ogromnie zadłużonych szpitali powiatowych, spektakularny rozwój Regionalnego Centrum Medycznego w Białogardzie cieszy zapewne mieszkańców. Do tej radości przyczyniają się jednak niebagatelne środki pozyskane z Rządowego Programu Inwestycji Strategicznych, Funduszu Sprawiedliwości, czy Ministerstwa Zdrowia.

Nic więc dziwnego, że podczas kampanii wyborczej Powiat Białogardzki News 24 umieszczał na swoim profilu jedynie spoty wyborcze dzielnie inwestującej w starostwo partii PiS. Cała kampania przypomina wirtualny spacer po sukcesach starosty, osiągniętych dzięki wsparciu finansowemu rządu. Towarzyszą nam w tym spacerze zasłużeni radni, trzymający niczym trofea liczne, tekturowe czeki.

Nic dziwnego, że walka o władzę w Białogardzie jest tak zacięta. Pozostaje jednak pytanie, czy te ogromne inwestycje w powiat białogardzki kiedyś się nie skończą? Czy instytucje państwowe nadal z równym zaangażowaniem będą wspierać rozwój tego konkretnego lokalnego szpitala? Czy władze miasta i powiatu będą mogły kontynuować swoją rywalizację o większe, lepsze i bliższe mieszkańcom wydarzenia kulturalno - oświatowe? Czy nadal do Białogardu będzie chciał przyjeżdżać każdy: najlepsi polscy zapaśnicy, zawodnicy MMA? A może w Białogardzie odkryto złoża ropy naftowej?

Jak żyć bez tekturek?

Jak skrupulatnie wyliczyła Fundacja Stefana Batorego, w czasie 8 lat rządów Zjednoczonej Prawicy partia rządząca co do zasady wspierała głównie te samorządy, którymi rządzili politycy PiS lub Suwerennej Polski. Albo tacy, którzy w imię swojej politycznej przyszłości zdradzali swoje macierzyste ugrupowania i wchodzili w układ.

W zamian za poparcie i mniej lub bardziej dyskretne wspieranie w kampanii centralnej lokalni notable liczyli na to, że władza zrewanżuje się w trakcie kampanii samorządowej, przywożąc wielkoformatowe czeki, którymi można się będzie wspólnie pochwalić przed wyborcami. W małej gminie nawet stary wóz strażacki podarowany przez polityka z Warszawy może się okazać prawdziwym gamechangerem.

Plan się jednak nie powiódł, bo wielu samorządowców postawiło na złego konia. Teraz ich los zależy od tego, czy relacja z PiS nie będzie dla nich obciążeniem, albo czy lokalne prokuratury wciąż będą patrzeć przez palce na wiele niejasnych interesów.

Po latach rozsypywania pieniędzy, niczym z helikoptera dla swoich, teraz układ sił zmieni się radykalnie, ale wcale nie jest pewne, czy obecna ekipa nie postara się ułożyć. O tym, że takie próby podejmuje starosta, świadczy jego ostatnie zabieganie o kontakty z ludźmi PSL. Na ile skutecznie, pokażą kwietniowe wybory.    

Szczepan Obserwator

Przez ostatnie lata kością w gardle Pakuszty staje jeden z radnych miasta Białogard. Nagrywa swoje komentarze o lokalnej społeczności, czasem transmituje najciekawsze zdarzenia z posiedzeń Rady Miasta, bez ceregieli obnaża lokalne absurdy. W przeszłości działał nawet w jednej partii, ale od kilku lat koncentruje się na działalności w Białogardzie.

Jeszcze niedawno było o nim głośno, kiedy wspierał kampanię Szymona Hołowni. Założył nawet pierwszy w kraju klub radnych Polska 2050, ale potem w geście sprzeciwu wobec przyjmowania tzw. spadów z innych partii oraz twardym rządom Michała Koboski, został radnym niezależnym.

Szczepan zaczął nadawać kilka lat temu i jest bodaj jedyną namiastką lokalnej telewizji. Radny, emerytowany kolejarz, od kilku lat prowadzi na swoim profilu Facebooku działalność publicystyczną. Jego cotygodniowe przeglądy wydarzeń na YouTube ogląda średnio po kilkaset osób. Ma tylko jedną konkurencję w postaci telewizji kablowej, należącej do spółdzielni mieszkaniowej, ale jak wiadomo tradycyjne media z telewizją i prasą na czele, z roku na rok coraz bardziej ustępują mediom w internecie.

Kluczowe media lokalne

Podporządkowane własnej narracji media stanowią niebezpieczne i skuteczne narzędzie w rękach każdego układu i propagandy. Osoby, które doprowadziły do przewrotu w Białogardzie, właśnie od przejęcia telewizji rozpoczęły podbijanie kolejnych samorządowych przyczółków.

Pierwszym krokiem było utrącenie wieloletniego i powszechnie szanowanego prezesa spółdzielni Andrzeja Świrko. Prezes rządził spółdzielnią przez kilkanaście lat, a gdy zmierzał już do końca swojej pracy, zaczął rozglądać się za następcą. W międzyczasie uknuto spisek i niespodziewanie obsadzono radcę prawnego Krzysztofa Bednarza.

- Potraktowano go jak śmiecia – opowiadali nam mieszkańcy Białogardu, zbulwersowani zastąpieniem ówczesnego prezesa przez radcę prawnego bez żadnego doświadczenia w zarządzaniu spółdzielnią, ale za to zdeterminowanego do zastosowania wszelkich kruczków prawnych koniecznych do przejęcia stanowiska. Wątpliwą podstawę prawną wykreował inny białogardzki radca – Piotr Kajszczak, wraz ze swoim wspólnikiem prowadzący kancelarię prawną w Białogardzie.

Zysk był niebagatelny dla „młodych wilków”, bo zmiana władzy oznaczała przejęcie praktycznie jedynego medium lokalnego w okolicy. Wśród ponad tysiąca mieszkańców Spółdzielni popularna była audycja w lokalnej kablówce. Jej redakcja to raptem trzy osoby, a przez wiele lat rozmowy o tematach regionalnych prowadził tam osobiście właśnie Andrzej Świrko. Obecnie nie chce mieć już z białogardzką sitwą nic wspólnego i mieszka kilkanaście kilometrów dalej, prowadząc małe gospodarstwo agroturystyczne.

„Młode wilki” i odwieczna walka o władzę

Białogard na pierwszy rzut oka wydaje się miejscem idyllicznym. Średniowieczne miasteczko, o którym wspominał już Gall Anonim, z pięknym gotyckim kościołem, piwnicami zamkowymi i urokliwym Ratuszem. Ale za tą elegancką fasadą kryje się prawdziwe "kłębowisko żmij", w którym główne role odgrywają młodzi, bezwzględni prawnicy, związani z miejscowym układem politycznym.

Romanse, zdrady, pieniądze, nałogi, czy brutalni lokalni działacze partyjni – tematy interesujące pewnie głównie dla lokalnych mediów, które jednak szczególnie po przejęciu Polska Press, są w atrofii. Ich brak rozzuchwala lokalnych kacyków. Kiedy stawiamy im rutynowe pytania o to, czy mają problem z tym że ich podwładni są dalecy o krystaliczności, nie kryją zdziwienia.

Rozmowy odmówił nam nie tylko sam starosta Pakuszto, ale też jego prawnik Kajszczak, a nasi informatorzy w strachu przed lokalną zemstą zastrzegają anonimowość. Kiedy obdzwanialiśmy pracowników starostwa, po rozmowie z Kajszczakiem dostaliśmy sms, w którym nie tylko zastrzegali autoryzację, ale dodawali też, że „nie wyrażają zgody na przetwarzanie ich danych osobowych w rozmowach na tematy”, o które pytaliśmy. Szybko przestaje nas to dziwić. 

Samorządowcy z powiatu są przyzwyczajeni, że dziennikarz pracuje po to, by władzę wychwalać, albo po to, by pluć na potencjalnych oponentów. Od kilku miesięcy przyglądaliśmy się białogardzkiej scenie samorządowej, bo tam kampania na dobre rozkręciła się już na początku 2023 roku.

Upadek PiS może szczególnie przełożyć się na liczbę propisowskich starostów. Często udawali oni niezależnych lub pochodzili z innych ugrupowań wchodzących w skład obecnej koalicji 15 października. Przykładów jest wiele, ale pod lupę wzięliśmy jeden z najbardziej kuriozalnych samorządów, w którym PiS w teorii jest na marginesie, a w praktyce na współpracy z nim można było zbudować swoją polityczną karierę niemal od zera. Nowe czasy, po pierwszym zwycięstwie PiS, postanowiło wykorzystać młode pokolenie, chcące przejąć władzę od samorządowców. Rzutcy prawnicy, eksperci od PR, informatycy i lokalni działacze stworzyli swoje własne układy, a teraz sięgają po kolejne łupy i okopują się na swoich pozycjach, wysyłając wielu sprawdzonych samorządowców na przymusową emeryturę.

To, jak walczą tam o głosy, pokazuje, czego możemy się spodziewać w nadchodzącej kampanii samorządowej. Nie ma to nic wspólnego z prawem i sprawiedliwością, ale ma wiele wspólnego z PiS, bo to, co od 6 lat dzieje się w Białogardzie, jako żywo przypomina sposób, w jaki PiS mafijno-medialną siecią oplatał Polskę.

KONTYNUACJA TEKSTU W DRUGIEJ CZĘŚCI

Źródło: Radio ZET

Nie przegap
Radosław Gruca
Radosław Gruca

Dziennikarz RadioZET.pl. Podejmuję tematy polityczne i kryminalne. Śledzę patologie w życiu publicznym i układy na styku biznesu i polityki. Wcześniej dziennikarz OKO.press, Dziennika i Faktu. Autor książki "Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje". Masz temat? Napisz:  radoslaw.gruca@radiozet.pl.  

Twitter:  https://twitter.com/gruca_radoslaw

logo Tu się dzieje