`
Mała ojczyzna Białograd
Mała ojczyzna Białograd
fot: Pawel Wodzynski/East News (ilustracyjne), Google Maps (screenshot)
TYLKO U NAS

Mała ojczyzna Białogard. Plotki, układziki, zdrady i pieniądze od PiS dla starosty z PSL [CZĘŚĆ 2]

21.01.2024 13:21

W wyborach z 15 października 2023 r., po 8 latach rządów PiS, Polacy odsunęli od władzy przyspawaną do stołków Zjednoczoną Prawicę. Rekord frekwencji zaskoczył PiS i odebrał partii spodziewane zwycięstwo. Nie pomogło wsparcie części samorządowców, a teraz „kolaboracja” z oddającymi władzę może im mocno zaszkodzić. Póki co jednak przejmowanie władzy przez koalicję rządzącą idzie dość opornie, ponieważ prawica zrobiła wszystko, aby zawłaszczyć państwo. Tymczasem już za nieco ponad sto dni Polaków czeka kolejny wyborczy sprawdzian.

KONTYNUACJA CZĘŚCI PIERWSZEJ TEKSTU

Poseł PiS do Sejmu na Trzeciej Drodze

42-letni starosta Piotr Pakuszto, mimo że nosi legitymację PSL, to od lat ściśle współpracuje z PiS. Jak w praktyce działa ta polityczna schizofrenia? W ostatniej kampanii wyborczej cały Białogard obwieszony był plakatami i banerami koszalińskiego barona PiS Czesława Hoca, podczas gdy kandydatów Trzeciej Drogi nie było widać wcale.

Liczne spoty reklamowe PiS publikował również wspierający starostę portal Powiat Białogardzki News 24. Materiał, oznaczony jako płatny spot wyborczy, wspierał więc jednocześnie lokalną tubę propagandową. Co dziwne – żadna inna partia polityczna nie prowadziła kampanii w podobny sposób.

Oglądaj

Potwierdza to tezę Andrzeja Andrysiaka, że samorządowcy nie mają poglądów politycznych, a jeśli mają – to je ukrywają. Samorządowiec niemal zawsze „przytula się” do władzy centralnej, żeby korzystać z takiego układu. Piotr Pakuszto dzięki ścisłej współpracy z władzami Prawa i Sprawiedliwości mógł się pochwalić wsparciem władz centralnych. Wielokrotnie też dawał im dowody wdzięczności.

- Udało nam się pozyskać 5 mln 900 tys. złotych. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia pana ministra Pawła Szefernakera i pana posła Czesława Hoca. (..) Bez ich udziału na pewno by się to nie powiodło – mówił starosta po otrzymaniu pieniędzy z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych w 2021 roku.

Z powodów,  których możemy się tylko domyślać, wiele funduszy i organizacji rządowych postanowiło wesprzeć finansowo działania starosty. W czerwcu 2023 roku starosta chwalił się, że otrzymał 7 mln zł dofinansowania z Rządowego Programu Inwestycji Strategicznych - Polski Ład na budowę tzw. manufaktury spożywczej. Dobrą wiadomość ogłaszał na konferencji prasowej w towarzystwie posła Hoca. Ten sam fundusz wspomoże starostę w rozbudowie i wyposażeniu Zakładu Opiekuńczo Leczniczego kwotą 4,5 mln zł.

Pakuszto w serwisach społecznościowych i lokalnych portalach chwalił się również pozyskaniem 200 tys. zł z Funduszu Medycznego na zakup sprzętu radiologicznego, jak również 1,8 mln zł z Ministerstwa Zdrowia, z których wyposażono oddział rehabilitacyjny w wysokiej klasy roboty. Trudno krytykować dbanie o pozyskiwanie finansów, ale zastanawiać może, dlaczego lokalni radni od miesięcy nie mogą doczekać się kompleksowych informacji o finansach szpitala. Część ma też wątpliwości, czy wybrano najbardziej potrzebny sprzęt, ale do wyobraźni mieszkańców na pewno przemawiają milionowe kwoty podawane na kolejnych konferencjach prasowych.

Nie da się uciec od wrażenia, że dzięki sympatii do PiS skorzystano też z Funduszu Rozwoju Dróg, który pozwolił na duże inwestycje drogowe, czy choćby fundusze skierowane na wsparcie mieszkańców terenów po PGR (pierwotnie pochodzące z Funduszu Covidowego).

Sam starosta chwali się w mediach społecznościowych, że jego liczne inwestycje opierają się niemal wyłącznie na funduszach pozyskanych z zewnętrznych źródeł i nie nadwyrężyły budżetu powiatu. Jednocześnie mimochodem  nadmienia o rosnącym zadłużeniu miasta, oskarżając obecną burmistrz o skrajną niegospodarność.

Teraz zaś, gdy kampania weszła w decydującą fazę, dwoi się i troi, by pokazać, jak skutecznie rządził i ile mają z niego mieszkańcy pożytku. O dobry PR dbają urzędnicy zatrudnieniu w powiecie, łączący pracę zawodową z prowadzeniem kampanii wyborczej, nie bacząc nawet na pozory.

Powiatowy dział PR

W czasie kadencji Pakuszty na pierwszy plan w urzędzie wysunęły się osoby, które wspierają działania promujące starostę, szykującego się do sięgnięcia po funkcję burmistrza. Krzysztof Szyperski, według niektórych najbardziej obrotny urzędnik w powiecie, formalnie pracujący jako informatyk, w tej kadencji udziela się też społecznie. Jest założycielem stowarzyszenia „Białogard ponad podziałami”, ale łączą go też interesy z samym starostą.

Jakie? Według naszych źródeł z Prokuratury Rejonowej w Białogardzie tamtejsi śledczy prowadzą śledztwo w związku z przekroczeniem uprawnień przy sprzedaży lokalu użytkowego i finansowaniu obsługi prawnej. Podejrzenia wzbudziła transakcja, w której brał udział starosta. Miał on kilka lat temu sprzedać swojemu podwładnemu lokal użytkowy za 260 tys. zł, uwagę śledczych zwrócił jednak fakt, że opłata miała być rozłożona na 120 miesięcznych rat.

Lokal, należący już do Szyperskiego, wynajął z kolei mecenas Piotr Kajszczak, który od kilku lat pracuje dla powiatu, inkasując nawet 14,6 tys. zł miesięcznie. Sprawa bulwersuje radnych i mieszkańców śledzących poczynania starosty. Trudno im pogodzić się z tym, że z budżetu powiatu na usługi prawne wydaje się ponad 160 tys. rocznie. Jeśli dodać do tego fakt, że tuż po wyborach Pakuszto zatrudnił swojego poprzednika - Tomasza Hyndę z PiS, jako etatowego członka zarządu powiatu, kosztującego w czasie kadencji ponad 600 tys. zł, to wydatki te są trudne do uzasadnienia. Jest to tym bardziej bulwersujące, że dopiero za kadencji Pakuszty pojawił się pomysł zatrudnienia członka zarządu na etacie.

- To jest bezsprzeczne, że cały urząd pracuje na rzecz Pakuszty jako przyszłego burmistrza – mówi radny miast Szczepan Jonko, który pełni w powiecie nieformalną rolę medium – sygnalisty.

Białogardem nie zajmuje się żadne ogólnopolskie medium, dlatego także kampania wyborcza toczy się głównie w internecie, za pomocą fanpage, fejkowych kont na Facebooku i w serwisie X. Tam właśnie od przeszło roku aktywnie działa wirtualna grupa wzajemnej adoracji i walki z burmistrz Burą, mająca wynieść do władzy Piotra Pakusztę.

W czym problem? Za promowanie starosty płacą mieszkańcy - nie tylko swoimi pieniędzmi, ale też koniecznością życia w lokalnej szczujni, gdzie nawet kawałek błota, którym cię obrzucą, jest trudny do zmycia. Nie da się nie zauważyć, że poza promocją Pakuszty jako świetnego gospodarza, równie silnym dążeniem jest zdyskredytowanie obecnej pani burmistrz.

Burmistrzyni wygra na Platformie?

Obecnie w mieście Białogard z powodzeniem władzę sprawuje reprezentująca Platformę Obywatelską Emilia Bury, przymierzana nawet do startu do Sejmu. Jako kobieta na tym stanowisku nie ma łatwego życia. Trudno jej załatwiać rozmaite drobne sprawy, które zwyczajowo panowie załatwiają przy tzw. męskich wódeczkach. Dodatkowo musi mierzyć się z grupą hejterów, jak sama o nich mówi, którzy bezwzględnie wytykają jej każde prawdziwe lub wymyślone potknięcie i z każdej jej aktywności próbują zrobić skandal.

Jej zastępczynią jest Karolina Siwek, której wujkiem jest z kolei radny powiatu Andrzej Siwek. Ludzie Pakuszty wykorzystuję ten fakt i kiedy radny domaga się odpowiedzi na pytania o kondycję finansową powiatu lub nietransparentną politykę kadrową, zarzucają mu, że działa na polityczne zlecenie. Tezy tej jednak trudno bronić, więc zwolennicy Pakuszty szerzą plotki na temat Bury i starają się stawiać ją w niekorzystnym świetle. Pomaga im w tym serwis białogard24.pl.

W ostatnim czasie Emilia Bury otwarcie wystąpiła w mediach społecznościowych, sprzeciwiając się prowadzeniu brudnej i hejterskiej polityki w internecie. Wskazała, że wybrane profile, sprzyjające staroście, podają nieprawdziwe informacje, pełne manipulacji, mowy nienawiści, szczucia i burzenia jedności społecznej. By się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na grudniowe wpisy portalu. Imprezy organizowane przez Pakusztę są opisywane jako wielkie sukcesy, pani burmistrz występuje natomiast wyłącznie w negatywnym świetle.

Atakowano ją przed głosowaniem nad budżetem, zarzucając jej m.in. wzrost zadłużenia miasta. Dostało się jej też za wycinkę drzew, czy imprezy w mieście, które w mediach społecznościowych pokazywane są jako świecące pustkami, a do brudnej walki politycznej wciągnięto nawet dzieci i młodzież z lokalnego zespołu tanecznego.

Emilia Bury oficjalnie przedstawia się jako członkini Platformy Obywatelskiej, zatem zarówno ona, jak i jej otoczenie przez lokalny PiS traktowani są jako wrogowie. Latem zorganizowała spektakularne obchody urodzin miasta, lokalna policja nie wydelegowała specjalnych patroli, a pani burmistrz osobiście musiała wzywać funkcjonariuszy, gdy jeden z podpitych uczestników wydarzenia sprowokował bójkę.

Niezwykle drobiazgowy był za to sanepid, jednak pomimo zdwojonych wysiłków nic nie wykryto, a dwudniowe koncerty i atrakcje przyciągnęły pół Białogardu. Tort kroili i rozdawali miejscy radni i goście specjalni m.in. Bartosz Arłukowicz, ówczesny europoseł oraz senator PO. Obaj politycy z grupą swoich współpracowników paradowali w tłumie przez kilka godzin, rozdając ulotki i pozując do zdjęć z Białogardzianami. Zwolennicy Emilii Bury mają nadzieję, że po przejęciu władzy przez zwalczającą PiS koalicję, teraz to ona może liczyć na specjalne względy władz centralnych.

Starosta Alvaro śmieje się z billboardów

Kampania wyborcza trwa od momentu ogłoszenia, że starosta będzie się ubiegał o fotel burmistrza. Latem w mieście pojawiły się już pierwsze billboardy. Z plakatów uśmiecha się starosta i jednocześnie kandydat Piotr Pakuszto, ale oficjalnie, razem z dyrektorem, reklamują jedynie Zespół Szkół w Białogardzie. Jeden z billboardów znajdował się nawet na płocie szkoły, której dyrektorem był oczywiście nominat starosty.

Ciekawym pomysłem była również akcja propagandowa w dniu wyborów parlamentarnych, kiedy wolontariusze-ankieterzy pytali, m.in. na kogo mieszkańcy oddadzą głos w najbliższych wyborach samorządowych. Jeśli ktoś mało interesuje się lokalną polityką, miał okazję dowiedzieć się, że kandydować będzie nie kto inny, jak właśnie Piotr Pakuszto.

- Nie podoba mi się to zasypywanie miasta – mówi nam jeden z mieszkańców. Twierdzi, że Pakuszto jest w swojej promocji groteskowy. Ludzie pamiętają go jako korpulentnego chłopaka, który przez lata niczym szczególnym się nie wyróżniał. Teraz podśmiewują się z jego metamorfozy. Pakuszto miał schudnąć przeszło dwadzieścia kilo, ubiera się w ubrania znanych marek, a na każdej imprezie towarzyszą mu zwolennicy, by sfotografować go w najlepszym możliwym ujęciu.  

- Wcześniej mówili o nim protekcjonalnie „Piotruś Pan”, ale ostatnio, kiedy zaczął szykować się do kampanii, jakoś mu ściemniały włosy, a na twarzy pojawił się latynoski zarost, który mieszkańcy nagrodzili nowym pseudonimem Alvaro – dodaje mężczyzna handlujący owocami pod jednym z marketów.

O Pakuszcie mówi źle, ale i o burmistrz ma nienajlepsze zdanie, zarzucając jej, że nie potrafiła skorzystać z potencjału ludzi pracujących dla poprzedniego burmistrza. Przyznaje jednak, że przez zabiegi Pakuszty grającego na swoją pozycję tracą wszyscy. Według mieszkańców coraz częściej miasto i powiat organizują imprezy, które różni jedynie nazwa.

- Trudno nie zauważyć, że starosta w swoich działaniach kopiuje przedsięwzięcia robione przez panią burmistrz. Jak Bury robi potańcówkę dla seniorów, to starosta tydzień później stara się przebić rozmachem jej imprezę, organizując bal przyjaciół. Jak sukcesy w organizacji imprez kulturalnych odnosiło Centrum Spotkań Europejskich, to zatrudnił byłego dyrektora tej placówki na naczelnika w powiecie i rozbudowuje Dom Kultury – mówi nam miejscowy emeryt. Przykładów jest dużo więcej i nawet jeśli bywają przedmiotem żartów mieszkańców powiatu, to generują także poważne koszty.

Do władzy ponad podziałami

W proteście przeciwko takiej polityce powołano nowe stowarzyszenie, które krytycznie ocenia obecne władze lokalne i stara się kreować wizję przyszłości miasta i powiatu. Brzmi górnolotnie, ale taki też zdaje się być nastrój starszych mieszkańców, z których wielu działało w samorządzie po upadku PRL i dopiero po latach PiS postanowiło na nowo włączyć się w dyskusję nad kierunkiem rozwoju regionu.

Nie podoba im się złe traktowanie zasłużonych lokalnych samorządowców, hejt w internecie i nieprzejrzystość finansów. Dokładnie potrafią też wskazać chronologię zdarzeń.

Spółdzielnia Pracy „Samorząd”

Samorządy były przez lata wyłączone z kontroli mediów, do jakiej musieli przyzwyczaić się politycy z władzy centralnej. Tymczasem lokalnie dysponują budżetami, na których wielu ich współpracowników może się obłowić. To w gruncie rzeczy proste i powtarzalne mechanizmy, opierające się na „ręcznym sterowaniu” – jak nazywa to Andrysiak, który opisał dziesiątki takich przykładów.

Głównym narzędziem władzy samorządowca jest dystrybucja pracy i przywilejów pomiędzy swoich. CV zanosi się w dyskretnej teczce do starosty, czy burmistrza, bo to samorząd jest często największym pracodawcą w danym regionie. Nawet zmiana władzy nie poprawi zasadniczo tej patologicznej sytuacji. Bez reformy systemowej każda władza, niezależnie od politycznego szyldu, będzie miała pokusę, żeby wykorzystywać istniejące mechanizmy.

W przypadku powiatu białogardzkiego skala układu i ostentacyjność jego działania jest widoczna gołym okiem. Urzędnicy, których celem powinno być dbanie o mieszkańców i rozwój powiatu, faktycznie skupiają się na wsparciu starosty Piotra Pakuszty, a urząd zamienili w jeden wielki sztab wyborczy.

Szef kampanii i szara eminencja

Jednym z najbliższych współpracowników starosty jest wspomniany już prawnik Piotr Kajszczak, przez lata współpracujący z adwokatem Wojciechem Jankowskim, do niedawna mężem sędzi z Koszalina. Ten młody radca prawny, syn policjanta, który w lokalnej komendzie pracował do emerytury, przez ostatnie lata zapewniał sobie stały dopływ pieniędzy z kasy powiatu, choć radni powiatu nie dostali nigdy odpowiedzi, dlaczego jego usługi są niezbędne i czemu są tak drogie.

Oprócz Kajszczaka w białogardzkim starostwie znalazła również pracę jego „bardzo bliska znajoma” Aleksandra Zimoch, radczyni prawna, zatrudniona poprzednio w konkurencyjnej kancelarii Artura Nowickiego. Zimoch, na pół etatu, zarabia 3 i pół tysiąca złotych, Kajszczak nawet kilkanaście tysięcy miesięcznie. Starosta nie chciał się spotkać, ale przez telefon przekonywał RadioZET.pl, że wspomniane osoby „wygrały konkurs” na swoje stanowiska. Radni powiatu mieli jednak wątpliwości, a radny Andrzej Siwek złożył nawet w tej sprawie doniesienie do prokuratury w lutym 2023 roku.

Co ciekawe, w sprawie niewiele się działo aż do października, tuż przed wyborami parlamentarnymi. Nasze źródła w prokuraturze przekonują, że śledczy prowadzący sprawę, przewidując, że PiS może przegrać, postanowili zabezpieczyć sobie tyły.

Kajszczak jako prawnik nie ma wielkich osiągnięć na koncie. Kiedyś pojawił się w mediach jako pełnomocnik rodziny, której 5-letni synek zginął po tym, jak wpadł do niezabezpieczonej studzienki. Kajszczak, w imieniu rodziców chłopca, oskarżał miejscową urzędniczkę, ale poległ - po trwającym 5 lat procesie Sąd Okręgowy w Koszalinie uniewinnił kobietę. Być może występowanie przeciwko urzędniczce miasta nie pomogło mu w zdobyciu zleceń z Ratusza, ale udało mu się za to zabezpieczyć pewną kwotę w budżecie podlegającego miastu Centrum Spotkań Europejskich.

Jak? Dzięki relacjom z byłym szefem Centrum, Pawłem Wiśniewskim. Ten dobrze oceniany urzędnik kilka lat temu postanowił wykorzystać znajomości w szeregach PiS i został urzędnikiem w kontrolowanych przez partię rządzącą instytucjach kultury.

W marcu 2022 roku odszedł jednak ze stanowiska i starał się zaczepić w Koszalinie. W prywatnych rozmowach bardzo chwalił PiS i nie ukrywał, że zamierza skorzystać z szansy na karierę... ale się przeliczył. Wrócił więc na lokalne podwórko i dołączył do drużyny Pakuszty. I to w dwóch rolach. Na swoim Linked In chwali się, że od czerwca 2005 r. do maja 2020 r., czyli niemal piętnaście lat pracował w TVP Szczecin, a od kwietnia 2022 roku do dziś jest pracownikiem Radia Koszalin.

Ta ostatnia funkcja na pewno cieszy kolegów z powiatu. Dzięki pracy w radiu Wiśniewski może wystawić laurki dla starosty np. przy okazji otwarcia nowego budynku Domu Kultury. Materiał o tym wydarzeniu otwiera długa wypowiedź starosty chwalącego się swoim osiągnięciem, a autorem jest nie kto inny jak Wiśniewski. Słowem nikt nie zająknął się, że Wiśniewski, co wynika ze strony urzędu powiatu, jest też naczelnikiem wydziału organizacji u tegoż właśnie Pakuszty. Dodatkowo prowadzi lokalne stowarzyszenie, które półoficjalnie służy Pakuszcie do organizacji imprez, na których starosta może się chwalić swoją działalnością.

- Widać wyraźnie na kogo postawił Wiśniewski i że jest przeciwko pani burmistrz – mówi nam nasz informator i wskazuje, że zanim Wiśniewski przeszedł na stronę Pakuszty, zawarł znajomość właśnie z Piotrem Kajszczakiem. Panowie współpracowali przy sprawie rozwodowej, którą miał prowadzić Wiśniewskiemu właśnie... mecenas Kajszczak. Zapewne tylko przypadek sprawił, że jednocześnie Kajszczak zaczął świadczyć usługi prawne na rzecz Centrum Kultury i Spotkań Europejskich.

- Byłam wtedy księgową, a Wiśniewski przyszedł z umową i kazał opłacać Kajszczakowi miesięczną kwotę ryczałtu. W sumie było to kilkanaście tysięcy, ale za co płaciliśmy te pieniądze, naprawdę trudno zgadnąć – mówi nam nowa szefowa CKiSE Anna Suszyńska. Czy ta kwota wystarczyła na opłacenie usług mecenasa prowadzącego rozwód? Na to pytanie Kajszczak nie chce odpowiadać.

- Rezygnacja Wiśniewskiego była zaskoczeniem, bo był uznawany za sprawnego dyrektora. Niektórzy mieli wrażenie, że ciężko mu było współpracować z nową burmistrz, bo była kobietą - mówi nam nasze źródło w Ratuszu i podkreśla, że w Białogardzie to mężczyźni sprawowali przez lata kierownicze funkcje, a kobieta na stanowisku była czymś niezwykłym. Czymś, czego grupa samców alfa nie mogła znieść. Ile w tym prawdy? Trudno wyczuć, ale widać wyraźnie, że Pakuszto na kobiety nie stawia. Może z jednym wyjątkiem.

Powiatowa "Mata Hari"

Do grupy wsparcia projektu „burmistrz Pakuszto” należy też wspomniana już radczyni prawna Aleksandra Zimoch. Kobieta jest związana z grupą starosty, odkąd wprowadził ją do niej właśnie Kajszczak. Poznali się podobno, kiedy Zimoch podjęła pracę u jednego z lokalnych prawników - Artura Nowickiego. Długo miejsca nie zagrzała, bo jeszcze w trakcie współpracy z Nowickim dostała fuchę w powiatowym szpitalu w Białogardzie.

- Jej przyjęcie zadekretował wręcz Piotr Kajszczak i mocno zabiegał o to, by świadczyła usługi, kiedy zmarłego nagle dyrektora zastąpił na stanowisku były wicestarosta Sebastian Balcerzak – mówi nam nasze źródło w szpitalu.

Czy Zimoch ma ponadstandardowe kwalifikacje? Nie. Ma za to sympatię ze strony Kajszczaka, z którym współpracuje niezwykle blisko. Taka sytuacja to rażące złamanie etyki zawodowej. Oficjalnie zajmuje się rejestracją lokalnych stowarzyszeń i pracuje na pół etatu. Przyznawał to sam starosta, ale potem jego rzecznik stwierdził, „że Zimoch nie odpowiada za prawną obsługę urzędu”.

Balcerzak to radykalnie prawicowy były koszykarz, który działał w powiecie, także jako wicestarosta, ale teraz w samorządzie nie pełni ważnych funkcji. Nasi informatorzy mówią, że Pakuszto zobaczył w Balcerzaku konkurenta w wyborach do władz Białogardu, a miał liczyć przynajmniej na to, że PiS nie wystawi kandydata, a może przy odrobinie szczęścia oficjalnie poprze jego kandydaturę.

W 2020 roku Balcerzak zostaje nagle odwołany bez słowa wyjaśnienia, znienacka. Dlaczego? Bo były sportowiec, do tego aktywny w mediach społecznościowych, stał się zbyt popularny w mieście i starosta postanowił go zneutralizować.

- Nie miał skrupułów nawet pomimo tego, że Balcerzak był w trudnej sytuacji rodzinnej. Nikogo to nie obchodziło, a może nawet było to dodatkową motywacją, by w niego uderzyć – mówi nam jeden z radnych. Powszechnie mówi się o tym, że Balcerzaka wsadzono na minę, a on sam mocno to odchorował.

Małe władze czerpią z góry

Brutalna walka o władzę z poziomu centralnego rozlała się na poziom lokalny. Podzielone społeczności może czekać w kolejnych miesiącach wiele wstrząsów. W podcaście „Mała Władza” Andrzej Andrusiak pokazał niezdrowe mechanizmy sprawowania władzy w samorządach.

Niby wszyscy o nich wiedzą, niby patologie biją po oczach, niby każdy widzi, że rozmaite działania są sprzeczne z prawem, ale nikt nie jest w stanie nic na to poradzić. W małych społecznościach, gdzie każdy każdego zna, większość ważnych decyzji zależy od władzy lokalnej. Samorządy mogą dać pracę, współpracować z lokalnymi firmami, a nawet zwyczajnie wspierać kogoś lub wręcz przeciwnie, uprzykrzyć mu życie lub uniemożliwić prowadzenie firmy. Andrusiak nazywa to ironicznie Spółdzielnią Pracy „Samorząd”, ja nieco prościej – sitwą.

W nadchodzących wyborach w wielu samorządach rządzący będą walczyć o utrzymanie władzy, a pretendenci o jej przejęcie lub czasem, po latach, odzyskanie. Ci drudzy będą borykać się z przeciwnikami mającymi miażdżącą przewagę - pieniędzy, służb, ale też wyjątkowej bezczelności, łamania zasad i korzystania ze swoistych parasoli ochronnych. Stawką jest kolejnych 5 lat w ratuszu lub starostwie, co nie tylko daje przywileje i sprzyja tworzeniu nowych i umacnianiu starych sitw, ale także – co równie ważne – gwarantuje dalszą bezkarność.

Wielki wyścig wyborczy właśnie się zaczyna. Poza dużymi miastami, w których w większości dominowała opozycja, do zdobycia jest władza w 16 województwach, 66 miastach na prawach powiatu i przeszło 66 tys. gmin. Jak udowodnił Andrysiak, każda kampania kosztuje przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy, czyli przekracza założone limity. Zmiany w instytucjach centralnych od wymiaru sprawiedliwości, po Straż Pożarną, czy fundusze ochrony środowiska, mogą wywrócić wiele układów na kolejne lata. W ilu tak się stanie, zobaczymy.

- Reforma samorządowa była od zawsze uznawana za wzorcową, ale po latach czas zastanowić się jak zreformować je tak, by wyeliminować narosłe latami patologie – mówi Andrysiak i przyznaje, że mimo wielu apeli do dziś nikt nie był zainteresowany reformą. Czy wymusi je wyższa frekwencja, jeśli powtórzy się po wyborach do parlamentu? Wszystko zależy od zainteresowania mieszkańców. Przez najbliższe tygodnie przypomnimy kilka najgłośniejszych samorządowych historii, a w naszych programach „Podejrzani Politycy” będziemy omawiać najciekawsze układy, o jakich nas poinformujecie. Bo, jakby nie patrzeć, władza będzie taka, jaką ją sobie wybierzemy. Czekamy na wasze maile.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap
Radosław Gruca
Radosław Gruca

Dziennikarz RadioZET.pl. Podejmuję tematy polityczne i kryminalne. Śledzę patologie w życiu publicznym i układy na styku biznesu i polityki. Wcześniej dziennikarz OKO.press, Dziennika i Faktu. Autor książki "Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje". Masz temat? Napisz:  radoslaw.gruca@radiozet.pl.  

Twitter:  https://twitter.com/gruca_radoslaw

logo Tu się dzieje