Marek wrócił do Polski po 40 latach w Australii. „Polacy mogliby się tego nauczyć"
Marek przez 40 lat mieszkał w Sydney. W wieku 62 lat postanowił wrócić do Polski. – Moja siostra, która cały czas mieszkała w Polsce, śmieje się, że „przyjechałem z innego świata i nie rozumiem, że i tak jest niebo lepiej niż kiedyś" – opowiada mężczyzna w rozmowie z Onetem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co zaskoczyło Marka w Polsce po 40 latach mieszkania za granicą.
- Dlaczego Marek wybrał Wrocław na nowe miejsce do życia.
- Jakie różnice kulturowe zauważył mężczyzna po powrocie do Polski.
Marek wrócił do Polski po 40 latach. Co go zaskoczyło?
Marek zaczynał od naprawiania lodówek, później został partnerem w dużej firmie projektowej i kierował zespołem 140 osób. Mieszkał w Sydney przez 40 lat. Miał dobrą pracę, bliskich przyjaciół i mieszkał niedaleko oceanu. W wieku 62 lat zdecydował się jednak wrócić do Polski, zamieniając słoneczne Sydney na Wrocław. Rozmówca Onetu przyznał, że najpierw wziął roczny bezpłatny urlop, w tym czasie poznał swoją ówczesną partnerkę w Polsce. Ostatecznie zdecydował, że rezygnuje z pracy w Sydney i zostaje tu na stałe. Co najbardziej go zaskoczyło?
Przede wszystkim sporo formularzy w załatwianiu różnych spraw. – Nawet prostą zmianę adresu muszę zrobić na miejscu, wypełniając rubryczki. Przecież to absurdalne, że ja wypełniam formularz, urzędniczka go bierze i przepisuje dane do komputera, bo ostatecznie i tak muszą znaleźć się w systemie – opowiada. Zaskoczyły również płatności – tym razem na plus. W Polsce właściwie wszędzie można zapłacić kartą, inne doświadczenia Marek miał, przykładowo, w Berlinie czy Dreźnie.
Rozmówca Onetu wspomniał również o różnicach kulturowych. Jego zdaniem Australijczycy są „tacy na luzie". – Kiedy idzie się na spacer i mija obcych ludzi, mówią „hello" i się uśmiechają. Tutaj, jak powiesz komuś „dzień dobry", to zaraz patrzy ze zdziwieniem: „Co ty ode mnie chcesz?". Myślę, że Polacy mogliby nauczyć się być dla siebie milsi – ocenił.
„Warszawa jakoś mi nie leżała"
62-latek w rozmowie z Onetem przyznaje, że czuje się dobrze we Wrocławiu. Ceni go m.in. za architekturę i bliskość do innych europejskich państw. Dlaczego wybór padł akurat na stolicę Dolnego Śląska? W grę wchodziły też inne polskie perełki: Gdańsk, Kraków i Warszawa. – Gdańsk mi się podobał, ale był trochę za daleko. Warszawa jakoś mi nie leżała. Zostały Kraków i Wrocław. Ostatecznie wybrałem Wrocław, bo mam stąd blisko do siostry, która mieszka w Opolu – powiedział Marek.
Jak twierdzi, ani przez chwilę nie żałował zamiany Sydney na Wrocław. Są jednak pewne aspekty, za którymi tęskni. – Za pogodą. Zdecydowanie. W Sydney przy plaży, gdzie mieszkałem, zimą w dzień było około 20 stopni, a nocą temperatura spadała do około 10-12 stopni. Najbardziej lubiłem tam wiosnę, jesień i zimę. Nie przepadam za upałami, więc lato było dla mnie trochę za gorące – opowiada mieszkaniec Wrocławia. – Brakuje mi też oceanu. Mieszkałem na Northern Beaches, dwie plaże od Manly. Do plaży miałem dziesięć minut spaceru. To była naprawdę piękna okolica – dodaje.
Źródło: Radio ZET/Onet
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET