Masowe zatrucia po wizycie w popularnym lokalu. "Wymiotuję trzeci dzień, nie polecam"

2 min. czytania
05.02.2024 16:24
Obserwuj nas na Google

Popularne bistro Charlotte przy placu Szczepańskim w Krakowie zostało zamknięte na czas wyjaśnienia zatruć pokarmowych. W sieci wiele osób poskarżyło się, że po wizycie w lokalu cierpiało na dolegliwości żołądkowe. Sprawę ma zbadać sanepid.

Zatrucia w Krakowie
fot. East News/ALBIN MARCINIAK

Bistro Charlotte to sieć restauracji połączonych z piekarnią, które działają na terenie Krakowa, Warszawy i Wrocławia. Wzorem francuskich lokali serwuje śniadania, kawę, wino, konfitury, słodkie wypieki, ale też inne potrawy. Od kilku dni właściciele krakowskiego lokalu mają problem, bo w sieci pojawiło się sporo zgłoszeń o zatruciach.

Zatrucia po wizycie w bistro. Pod postem Charlotte dużo zgłoszeń

Klienci lokalu Charlotte od kilku dni masowo zgłaszają niepokojące objawy. Piszą, że po wizycie w krakowskim bistro poczuli się źle. Na liście ich objawów znalazły się wymioty, biegunka i gorączka. Lokal odniósł się do zarzutów i w mediach społecznościowych poinformował o tymczasowym zamknięciu restauracji.

"Zamknęliśmy tymczasowo nasz krakowski lokal na pl. Szczepańskim z powodu zgłoszeń dotyczących dolegliwości żołądkowych i innych niepokojących objawów wśród naszych gości" - napisali. Dodali też, że są w kontakcie z krakowską Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną i poprosili o informowanie o przypadkach zatruć.

Pod wpisami właścicieli Charlotte na Facebooku i Instagramie wciąż przybywa komentarzy. Wiele z nich to zgłoszenia o złym samopoczuciu. "Wymiotuję trzeci dzień, nie polecam", "To już wiem, czemu w środę się tragicznie czułam po waszym omlecie", "Klasa mojej córki, 13 osób, także się zatruła - wymiotują bardzo. Byli we wtorek. Czy wiadomo, kiedy można spodziewać się wyników od sanepidu?" - piszą klienci lokalu.

Część komentujących porusza temat słoiczków, które miały być podawane do wspólnej konsumpcji, jednak Charlotte tego nie potwierdza. "Czy oni w końcu wycofali się z pomysłu wspólnych słoików? Jeżeli nie, to co się dziwić o zatruciach. Jak można otwarty wspólny słoik z dżemem przez cały dzień przenosić od stolika do stolika, gdzie większość wkłada swój oblizany nóż?", "[…] dostaliśmy słoik z przetworami do śniadania… obok laska też dostała… kulturalnie oblizała nożyk i wsadziła w słój" - opisują internauci.

Lokal dementuje tę informację. "Nie ma u nas wspólnych słoików. Podajemy kremy i czekolady w osobnych, higienicznych miseczkach" - pisze w odpowiedzi do komentarzy.

Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Krakowa" na Facebooku

Źródło: Radio ZET/facebook.com/bistrocharlotte

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET