`

Mieszkańcy poznańskiego osiedla żyją w strachu. "Coś trzaska mi nad głową"

3 min. czytania
04.12.2024 15:49
Obserwuj nas na Google

Mieszkańcy osiedla Wilczy Młyn w Poznaniu żyją w ciągłym strachu w obawie o dach nad głową. Tu, gdzie mieszkają, grunt jest bardzo niestabilny, co powoduje niebezpieczne uszkodzenia w konstrukcji budynków. - Były noce, gdy słyszałem, jak dom po prostu pracuje. Jak coś trzaska mi nad głową. Budzę się, a tu pęknięcie nad łóżkiem - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jeden z mieszkańców. Jednym z powodów takiej sytuacji mają być ciągłe inwestycje i odpływ wód gruntowych.

Osiedle Wilczy Młyn w Poznaniu
fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Na Naramowicach w Poznaniu zapada się grunt

Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku na poznańskich Naramowicach powstało osiedle Wilczy Młyn. Miasto wyraziło zgodę na budowę, wygląd osiedla ustaliła miejska pracownia, a budynki powstawały według przygotowanego wzoru. Niska zabudowa mieszkalna w postaci domków jednorodzinnych i niewielkich kamienic zastąpiła pola uprawne i budynki rolnicze. Obecnie mieszka tutaj około pół tysiąca rodzin, które są związane z tym miejscem niemalże od samego początku. Sielskie życie wśród zieleni i z dala od miejskiego zgiełku dla niektórych rodzin zakończyło się w 2017 roku.

Wówczas w niektórych domach zaczęły pojawiać się pierwsze pęknięcia na ścianach. "Gazeta Wyborcza" informuje, że zbiegło się to w czasie z budową nowych osiedli w okolicy. Sytuacja była tak poważna, że mieszkańcy zwrócili się wówczas do magistratu z prośbą o pomoc. Urzędnicy zlecili badania geotechniczne. Wyniki nie pozostawiały złudzeń. Osiedle powstało na terenach, gdzie w przeszłości znajdowały się cieki, rowy i bezodpływowe zagłębienia, a północny fragment terenu osiedla był stale podmokły. Poziom wody gruntowej był zależny od stanu Warty. Podczas budowy osiedla Wilczy Młyn cały teren wyrównano i podniesiono specjalnymi nasypami.

Redakcja poleca

"Siatka niebieskich niteczek"

Mieszkanka osiedla, która jest związana z tym miejscem od ponad 25 lat, wspomniała w rozmowie z "GW", że jej sąsiad znalazł przedwojenną mapę Naramowic z naniesionymi ciekami wodnymi. - W miejscu, gdzie mieszkamy, była po prostu siatka niebieskich niteczek. Wszędzie były przecinające się mniejsze lub większe cieki wodne. To wszystko później zostało zasypane ziemią, na której dziś stoją nasze domy - podkreśliła. Okazało się, że budynki zostało wzniesione na wrażliwych na zmiany wilgotności gruntach. Iły bez wody są sypkie. Badania i wizje lokalne potwierdziły, że fundamenty budynków znajdują się na gruntach próchniczych i słabonośnych.

Mieszkańcy, którzy chcą zachować anonimowość, podkreślają w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że sprawa jest trudna. - Cały czas remontuję. Na zmianę gipsuję i maluję. Bo inaczej cały dom byłby popękany jak skorupka od jajka - zaznaczyła jedna z osób. Inny mieszkaniec podkreślił, że odsunął mu się taras, który przylegał do domu. Kolejny wskazał na spękania, które pojawiły się nad drzwiami i oknami. U innej osoby problem dotyczy schodów, które odchyliły się od domu.

"Coraz większy nacisk na grunt"

Sytuacja pogorszyły się podczas tegorocznego letniego okresu, kiedy opadów było niewiele. - Problem pogłębiają zmiany klimatu. Grunty, które zawsze były nasiąknięte wodą, wyschły. Gdy jednak pojawiają się mocniejsze deszcze i znów dostają wody, to wszystko zaczyna pracować - wyjaśnił w rozmowie z "GW" radny Adam Szabelski z Polski 2050, który stara się pomóc mieszkańcom osiedla. Kolejnym problemem ma być nowa zabudowa w tym m.in. budowa ul. Lechickiej czy trasy tramwajowej na Naramowice. - Jest coraz większy nacisk na grunt, powoduje ucieczkę, zmianę kierunków kolejnych cieków wodnych w okolicy. Plus postępujące zmiany klimatu i mamy gotowy przepis na katastrofę - zaznaczyła jedna z mieszkanek. Inna dodała: "Wyciśnięto nas jak gąbkę. Zabrano całą wodę z osiedla".

Mieszkańcy na własną rękę wzywają specjalistów i zabezpieczają fundamenty. Według ekspertyz budynki nie rozpadną się w najbliższych latach, ale to nie poprawia nastroju mieszkańców. - Ciągle remontujemy. Ale co będzie, jeśli na skutek zapadania się naszych domów, zniszczona zostanie cała infrastruktura? Elektryka, przyłącza gazowe, woda? - zapytali. Miasto przeprowadziło oględziny terenu w 2022 oraz 2024 roku. "Nie zaobserwowano widocznych śladów masowych ruchów gruntu w postaci osuwania się ziemi mogących powstać w ostatnich latach" - przekazała w odpowiedzi na pytanie Adama Szabelskiego Natalia Waremczuk, zastępczyni prezydenta miasta.

Mieszkańcy osiedla wzywają miasto do reakcji

- To miasto popełniło grzech założycielski, że zaprojektowało tu osiedle i pozwoliło się budować. Założenia urbanistyczne dla tego terenu były od samego początku błędne, a nas i naszych rodzin nikt nie informował - podkreślili. Ich zdaniem już w 2010 roku powstał dokument, który wskazywał, że grunt pod osiedlem Wilczy Młyn jest niestabilny. - Zgodnie z mapą terenów zagrożonych nasze osiedle praktycznie w całości leży na gruntach niestabilnych. Dlaczego miasto nas o tym nie informowało? Dlaczego wydawali kolejne zgody na budowy? - zapytali. Mieszkańcy chcą spotkania z urzędnikami i czekają na propozycje pomocy.

Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Poznania" na Facebook

Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET