Nawet sześć alertów RCB jednego dnia. Mieszkańcy nie kryją irytacji
Nawet kilka alertów RCB dziennie trafia do mieszkańców Lubelszczyzny. Choć ostrzeżenia mają zwiększać bezpieczeństwo w związku z działaniami Rosji przy granicy Polski, wielu mieszkańców przyznaje, że zaczynają odczuwać zmęczenie i frustrację.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zagrożenia powodują częste alerty na Lubelszczyźnie.
- Dlaczego mieszkańcy uważają, że alertów jest zbyt wiele.
- Co mówi rzecznik RCB na temat częstotliwości alertów.
- Jakie są procedury wysyłania alertów RCB.
Alerty RCB na Lubelszczyźnie. Mieszkańcy: Jest ich zbyt wiele
Lubelszczyzna żyje w cieniu alertów RCB. Tylko od piątku mieszkańcy otrzymali tam około 30 wiadomości o możliwym ataku z powietrza. Powód to oczywiście działania Rosji i ataki dronów w pobliżu polskiej granicy. To, że wojna jest blisko, widać również na słupach reklamowych i przystankach, gdzie rozwieszone są informacje dotyczące tego, jak zachować się w sytuacji zagrożenia.
Problem w tym, że wszechobecne alerty i ostrzeżenia sprawiły, że część mieszkańców regionu czuje frustrację. - To robi się już śmieszne. Dla mnie to jest straszenie ludzi. Być może się mylę i kiedyś może się to przydać, ale uważam, że jest tego po prostu za dużo - słyszymy od jednego z napotkanych przechodniów.
- Myślę, że to wprowadza w ludziach taki niepokój. Jedni zwyczajnie boją się tego, co może się wydarzyć, bardzo się przejmują i nie wiedzą, co robić. Zwłaszcza starsi ludzie, którzy bardzo to przeżywają. Inni z kolei traktują to jako głupotę - dodaje inna z mieszkanek Lublina.
Oczywiście nie brakuje też głosów mówiących, że alerty są po prostu potrzebne, bo „lepiej wiedzieć wcześniej, niż później być zaskoczonym". Wiele osób jednak wprost mówi, że jest ich zbyt dużo. - Dzisiaj dostałam już sześć takich powiadomień i na tym się pewnie nie skończy - słyszymy na ulicach miasta.
Rzecznik RCB wyjaśnia
O sprawę zapytaliśmy Piotra Błaszczyka, rzecznika RCB. - My monitorujemy zagrożenie, ale bazujemy na informacjach, które otrzymujemy z zewnątrz, od instytucji specjalistycznych. W kontekście zagrożenia z powietrza jest to współpraca z segmentem wojskowym. Otrzymujemy wniosek o uruchomienie procedury alertowej wraz z uzasadnieniem i na tej podstawie podejmowana jest decyzja o wysłaniu ostrzeżeń - tłumaczy.
Pytany o to, czy liczba wysyłanych ostrzeżeń może być dla niektórych przytłaczająca, rzecznik odpowiada: - To rzeczywiście jest bardzo trudne do pogodzenia. Trudno to jednoznacznie wyważyć, ale prawda jest taka, że my bazujemy na opiniach ekspertów, ludzi, którzy znają się na rzeczy.
- Musimy pamiętać, że te alerty zawsze opierają się o możliwe zagrożenia życia i zdrowia. My chcielibyśmy wysyłać ich jak najmniej, a najlepiej wcale, bo to nie jest główną częścią działalności RCB. Jednak za każdym razem, gdy dociera do nas informacja, że zdrowie i życie ludzi może być zagrożone, taką wysyłkę realizujemy - dodaje.
Tłumaczy też, że za każdym alertem kryje się zagrożenie, które zostało zidentyfikowane i istnieje ryzyko, że może ono sięgnąć terytorium Polski. - To jest wysyłane odpowiednio wcześnie ostrzeżenie, które mówi, że sytuacja może się pogorszyć. Biorąc pod uwagę zasięg i szybkość działania dronów, trzeba mieć świadomość, że każda sekunda może mieć znaczenie - wyjaśnia. Przypomina też, że najwyższym stopniem ostrzegania są syreny alarmowe, które informują, że polska przestrzeń powietrzna została najpewniej naruszona.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET