Firma w likwidacji. Wzięli zaliczkę, młode małżeństwo straciło ogromne pieniądze
Młode małżeństwo spod Bydgoszczy straciło kilkadziesiąt tysięcy złotych. Podczas budowy domu podpisali umowę na instalację pompy ciepła z firmą, która niedługo potem została postawiona w stan likwidacji. Poszkodowanych, którzy również wpłacili zaliczki, jest znacznie więcej. O sprawie poinformowali dziennikarze "Interwencji" Polsat News.
Małżeństwo spod Bydgoszczy straciło 30 tys. zł. Firma w stanie likwidacji
Patrycja i Krzysztof to młode małżeństwo spod Bydgoszczy, które marzyło o własnym domu. By zrealizować to marzenie, przez kilka lat pracowali za granicą. Gdy mieli już dom w stanie surowym, przyszła kolej na montaż instalacji grzewczej. Wtedy właśnie trafili na firmę z Kwidzyna, która miała zainstalować pompę ciepła. - Firma z polecenia, bo wcześniej rodzice mojego kolegi z pracy kupili u nich pompę ciepła i byli całkiem zadowoleni. Zadzwoniliśmy, umówiliśmy się i poszło - powiedział dziennikarzom "Interwencji" pan Krzysztof.
Małżeństwo wpłaciło zaliczkę. - To było prawie 30 tys. zł do zapłaty, a całość miała kosztować nas 70-75 tys. zł, ale było też zaznaczone, że otrzymamy zwrot z funduszów europejskich na pompę ciepła, którym również zajmuje się pracownik firmy. Zwrot miał wynieść 35 tys. zł - wyjaśniała pani Patrycja. Do realizacji umowy nigdy jednak nie doszło, choć miała zostać wykonana najpóźniej do końca ubiegłego roku. W listopadzie firma złożyła wniosek o upadłość.
- Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ 6 czerwca oddalił wniosek spółki o ogłoszenie upadłości, gdyż stwierdził, że nie posiada ona wystarczającego majątku na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego. Sąd stwierdził, że o ile rzeczywiście spółka zaprzestała regulowania swoich bieżących, wymagalnych wierzytelności, to jednak nie posiada wystarczającego majątku na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, a to jest jeden z warunków koniecznych do tego żeby przeprowadzić postępowanie upadłościowe - powiedział "Interwencji" Łukasz Zioła z Sądu Okręgowego w Gdańsku. Spółka z Kwidzyna została więc postawiona w stan likwidacji.
Poszkodowanych jest więcej. Sprawa trafiła do prokuratury
Okazało się, że poszkodowanych w sprawie jest znacznie więcej. Podobną historię opowiedziała pani Gabriela spod Pasłęka, która straciła w ten sposób 21 tys. zł. - Zamówiłam panele fotowoltaiczne z magazynem energii, całość miała wynosić 53 tys. zł, a zaliczki miałam wpłacić 21 tys. zł. Oni jeszcze potem mieli załatwić dokumenty, co do dotacji, która miała być od państwa. Potem usłyszałam, że firma zaczyna ogłaszać upadłość czy wyprzedawać się i nie będę miała tego założonego - powiedziała kobieta.
Dziennikarze "Interwencji" dotarli do pana Tomasza, mężczyzny, który przez kilka miesięcy działał jako przedstawiciel handlowy firmy. Jak twierdzi, zaliczki, jakie wpłacali klienci, wynosiły około 40 proc. wartości całej inwestycji. - Niektóre były na 16 tys., niektóre na 30 tys. zł - wyjaśnił. O tym, że firma nie zrealizuje swoich zobowiązań, sam miał dowiedzieć się "z dnia na dzień". Sam złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, w imieniu pięciu poszkodowanych klientów.
Sprawa młodego małżeństwa spod Bydgoszczy, a także sprawy kilku innych osób, zostały umorzone. Postępowanie wciąż jednak prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kwidzynie i właśnie tam mogą zgłaszać się poszkodowani. - Przede wszystkim prokurator będzie musiał ustalić, czy taki majątek jest, od tego trzeba zacząć. Ale to też nie jest ten etap postępowania, bo najpierw musimy mieć dowody na to, że doszło do popełnienia przestępstwa i przedstawić zarzut określonej osobie. Dopiero wtedy możemy podejmować inne działania - powiedziała dziennikarzom Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Właściciel firmy z Kwidzyna nie chciał z nimi rozmawiać.
Źródło: Radio ZET / "Interwencja"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET