`

To miał być krótki zabieg, skończył się tragicznie. "Jakby ktoś poderżnął jej gardło"

3 min. czytania
06.08.2024 13:54
Obserwuj nas na Google

Drobny zabieg w szpitalu miał poprawić jakość snu i zapobiec chrapaniu u pani Hanny. Niestety pojawiły się komplikacje i kobieta już nigdy się nie wybudziła. 67-latka zmarła trzy miesiące po operacji. Sprawę bada prokuratura.

Narzędzia chirurgiczne
fot. Jakub Walasek/REPORTER

To miał być krótki zabieg

Hanna i Emil Mikulscy z Poznania od lat prowadzili wspólnie firmę zajmującą się projektowaniem i budową instalacji parowych, grzewczych, gazowych i wentylacyjnych. Biznes bardzo dobrze prosperował. Niestety kobieta zmagała się ze złą jakością snu i chrapaniem, a jedynym rozwiązaniem tych przypadłości był drobny zabieg korekty podniebienia miękkiego metodą koblacji. - Takie rozwiązanie doradzał jej prof. Paweł Golusiński. On też ją operował w prywatnym szpitalu św. Wojciecha w Poznaniu - powiedział w rozmowie z dziennikarką "Gazety Wyborczej" Emil Mikulski, mąż Hanny.

4 stycznia 2024 roku kobieta stawiła się do szpitala na zabieg, za który z góry zapłaciła 6,5 tys. złotych. Hannę z samego rana przywiózł mąż, który tego samego dnia miał ją odebrać. - Czekałem na sygnał, ale telefon długo nie dzwonił. Trochę się już zaczynałem niepokoić. W końcu około godziny 16 usłyszałem, że dzwoni, ale to nie była Hania, tylko prof. Golusiński. Powiedział, że operacja się udała, ale potem doszło do zatrzymania krążenia i, że on nie wie dlaczego. Przekazał też, że "musieli ją ratować" i, że teraz jest na OIOM-ie przy ul. Przybyszewskiego - relacjonował mąż kobiety.

Redakcja poleca

"Mama wyglądała, jakby ktoś poderżnął jej gardło"

Mężczyzna natychmiast pojechał do szpitala, gdzie spotkał się m.in. z profesorem Golusińskim. - Mówił, że żona "wybudziła się nieprawidłowo", bo straciła oddech i ustało krążenie. Że nie mogli jej zaintubować, "bo miała pocięte podniebienie i za krótką szyję", więc potrzebna była tracheotomia - opisał. Lekarze przekazali Emilowi, że jego żona nie oddychała od 3 do 5 minut i dodali, że "to cud, że żyje". Zdaniem Emila profesor był blady, spocony, ręce mu się trzęsły, miał łzy w oczach i głos mu się łamał. - Wtedy już wiedziałem, że jest źle - zaznaczył.

Emil wraz z synem Igorem odwiedzili Hannę na OIOM-ie i się przerazili. - Mama wyglądała, jakby ktoś poderżnął jej gardło - powiedział Igor. Kolejna druzgocąca wiadomość nadeszła razem z wynikami tomografu. - Świadczyły o tym, że mózg z powodu długiego niedotlenienia był ciężko uszkodzony. Prawda jest taka, że lekarze nie potrafili zatamować krwawienia i mama po prostu się udusiła. Dlatego doszło do zatrzymania krążenia - zaznaczył Igor.

Stan Hanny stale się pogarszał

67-latka spędziła ponad trzy miesiące w szpitalu. Codziennie odwiedzali ją mąż i syn, którzy przewijali ją, oklepywali oraz trzymali za rękę i mówili do niej. - Postępów nie było jednak żadnych, wiedzieliśmy, że mama odchodzi, że nie da się jej uratować. Ona leżała i cierpiała uwięziona w ciele. Nie potrafiła przełykać śliny, nie słyszała, nie widziała, nie miała węchu, smaku, ani żadnych zmysłów. Straszna była też świadomość, że już nigdy się do mnie nie uśmiechnie - wspomniał Igor.

Kobieta trafiła do zakładu opiekuńczo-leczniczego przy ul. Mogileńskiej, gdzie po dwóch tygodniach zmarła. Mikulscy mają żal do lekarza oraz szpitala, ponieważ, jak twierdzą, od dnia operacji nikt się z nimi nie skontaktował, nie przeprosił oraz nie zaproponował żadnej pomocy. - Nawet nie dostaliśmy dokumentacji czy choćby szczegółowej informacji o tym, co się wydarzyło - zaznaczył Igor.

Jedynym wyjątkiem był kontakt pełnomocniczki Wielkopolskiego Centrum Medycznego z Igorem, po tym, jak ten dodał opinie o placówce na portalu społecznościowym o treści: "Uwaga!!! Zagrożenie życia" i "uwaga na »szpital« św. Wojciecha w Poznaniu!!! Zabili mojej mamie mózg, a nam zrujnowali życie". Mec. Aleksandra Golusińska-Statkiewicz przesłała pismo z żądaniem zaprzestania naruszeń dóbr osobistych i usunięcia w ciągu jednego dnia tych wpisów. Opinie zostały usunięte.

Sprawę śmierci Hanny bada prokuratura

Rodzina już w lutym złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Bliscy chcą uzyskać odpowiedzi na wiele pytań, m.in. dlaczego Hanna została przewieziona do szpitala na Przybyszewskiego, a nie na najbliższy OIOM przy ul. Szwajcarskiej oraz czy lekarze popełnili błędy w związku z krwotokiem i trwającą 15 minut tracheotomią. Śledczy czekają na opinię biegłych z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej i Toksykologii Sądowo-Lekarskiej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Biegli sprawdzą, czy podejmowane przez lekarzy i personel medyczny działania były prawidłowe i adekwatne do stanu pacjentki oraz, czy doszło do nieprawidłowości. Uzyskanie opinii może zająć nawet rok, a do tego czasu prokuratura zawiesiła śledztwo w tej sprawie. "Gazeta Wyborcza" zwróciła się z prośbą o komentarz do szpitala, ale ten zasłonił się tajemnicą lekarską.

Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET