Nowe fakty po ataku nożownika w Chorzowie. "Wszyscy wiedzieli, że kiedyś do tragedii dojdzie"

Jakub Kedzior
2 min. czytania
23.08.2025 15:50
Obserwuj nas na Google

Po tragicznym ataku nożownika w Chorzowie, w którym jedna osoba poniosła śmierć, policja ujawnia kolejne fakty. Wiadomo, że napastnik był pod wpływem alkoholu, a także, że był już wcześniej karany i doskonale znany policji.

Chorzów. Nowe fakty ws. ataku nożownika
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do zatrzymania nożownika w Chorzowie.
  • Co wiadomo o motywach działania napastnika.
  • Dlaczego Dariusz J. był znany policji i mieszkańcom.

Chorzów. Nowe fakty ws. ataku nożownika

Przypomnijmy, że do ataku nożownika doszło w piątek około godziny 14.15. Jak poinformował aspirant Karol Kolaczek z Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie, napastnik został ujęty przez świadków zdarzenia. Na miejscu chwilę później zjawili się także mundurowi, którzy zatrzymali mężczyznę. Niestety, ofiara ataku zmarła na skutek odniesionych obrażeń.

Po kilku godzinach policja przekazała informacje, że napastnik był pod wpływem alkoholu. Przekazano również, że zatrzymany to 47-letni mieszkaniec Chorzowa, który wielokrotnie ugodził swoją ofiarę nożem. Nadal jednak nieznane są motywy sprawcy.

Redakcja poleca

Na miejscu zdarzenia prowadzone jest śledztwo, analizie poddane zostały m.in. nagrania z monitoringu, które pomogą prześledzić całe zdarzenie. Jak ujawnił dziennik "Fakt”, ofiarą był najprawdopodobniej obywatel Ukrainy.

Mężczyzna był znany policji

Mieszkańcy Chorzowa w rozmowie z gazetą mówią, że 47-letni Dariusz J. był doskonale znany policji i wszystkim w okolicy. W przeszłości często zaczepiał ludzi, groził, próbował wymuszać pieniądze bądź papierosy. Mężczyzna był też karany.

- Wszyscy wiedzieli, że kiedyś do tragedii dojdzie. W więzieniu już siedział, za rozbój, ale znów go wypuścili. (...) Ponoć własna matka nawet nie chciała mieć z nim kontaktu. Od lat w pustostanie nieopodal mieszkał. Kilka lat temu ponoć z nożem po mieście biegał. Każdy jak go widział, to przechodził na drugą stronę, by go omijać — podkreślił jeden z rozmówców "Faktu".

Źródło: Radio ZET/Fakt

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET