Nowy głos ws. imprezy Circoloco w Wilanowie. „Mówmy także o pieniądzach"
Festiwal Circoloco pod Pałacem w Wilanowie wywołał falę krytyki wśród mieszkańców i ekologów. Dyrektor muzeum Paweł Jaskanis przyznaje, że choć impreza uderzyła w wizerunek instytucji, przyniosła 250 tys. zł zysku, co jest kwotą znaczącą.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego miejsce koncertu w Wilanowie wzbudziło kontrowersje.
- Jak hałas festiwalu Circoloco wpływał na pobliski rezerwat przyrody.
- Co mieszkańcy Wilanowa sądzą o organizacji koncertu przy pałacu.
- Które argumenty podniósł dyrektor muzeum w obronie organizacji festiwalu.
Impreza w Wilanowie. Dyrektor muzeum zabrał głos
Festiwal muzyczny Circoloco zorganizowany przed Pałacem Jana III Sobieskiego w warszawskim Wilanowie wzbudził ogromne emocje - niekoniecznie pozytywne. Kontrowersje nie dotyczą samej imprezy czy granej tam muzyki, a miejsca, w którym się odbyła.
Agata Antonowicz z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska powiedziała Radiu ZET, że hałas w tym miejscu może być szkodliwy z uwagi na leżący w pobliżu rezerwat przyrody, który jest ostoją dla wielu gatunków ptaków, ssaków czy nietoperzy.
Od mieszkających w okolicy Warszawiaków usłyszeliśmy z kolei, że głośna muzyka była słyszalna nawet kilometr dalej - i to przy zamkniętych oknach. Zwracali też uwagę na absurd całej sytuacji. - To jest skandal i kompromitacja ludzi odpowiedzialnych za teren przy pałacu. Nie można tam wchodzić z rowerem czy psem, używać lampy błyskowej w aparacie, żeby nie niszczyć zabytków, podczas gdy rozdeptywanie trawników i nasadzeń na koncercie oraz głośna muzyka nie są problemem? - zastanawiała się pani Anna, mieszkanka Wilanowa.
Dyrektor muzeum: Mówmy także o pieniądzach
Obecnie na miejscu trwają ostatnie prace porządkowe - zniszczony trawnik został ponownie zasiany. To nie sprawi jednak, że burza, jaka rozpętała się wokół festiwalu, automatycznie ucichnie. Głos w sprawie zabrał w czwartek dyrektor Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
Pałac w Wilanowie
Paweł Jaskanis zapytany o to, czy żałuje, że podjął się organizacji koncertu, odpowiada, że „i tak i nie". Przyznał, że zamieszanie wokół koncertu przyniosło wizerunkowe straty, jednak liczy, że dzięki temu więcej osób zastanowi się nad sposobem zarządzania tego typu instytucjami, które mierzą się z chronicznym brakiem pieniędzy na wszystko.
- Eksperymenty artystyczne czy kulturowe co pewien czas się zdarzają, i jeśli wywołują dyskusję o tym, jak powinna wyglądać sytuacja instytucji kultury, to mówimy także o pieniądzach - usłyszeliśmy od dyrektora. Paweł Jaskanis dodał, że szacunkowy zysk z tej imprezy to około 250 tys. zł - i jak stwierdził: Przy nieco ponad 30-milionowym rocznym budżecie, są to ogromne środki. Zwłaszcza w kontekście kolosalnych wydatków ponoszonych przez muzeum i tych, na które obecnie nie może sobie pozwolić.
Podkreślił, że nie jest w stanie ocenić strat wizerunkowych. - Mi zależy na zaspokojeniu kosztów instytucji. To było trochę jak judo, rzut z poświęceniem. Warto było wywołać różnego rodzaju problemy do tablicy - powiedział, zwracając uwagę chociażby na stan ujścia Potoku Służewieckiego do muzealnego jeziora, do którego od lat spływają śmieci z Warszawy, co nie jest kompensowane w funduszach na ochronę środowiska.
Zniszczony trawnik to bonus? „I tak był do naprawy"
Paweł Jaskanis dodaje, że stał się w pewnym sensie „osią hejtu", który pojawił się wokół koncertu. - Bo tego nie można nazwać rozmową kulturalną. Argumenty nie mają pokrycia w rzeczywistości - stwierdził. Podkreśla, że dźwięk podczas koncertu nie przekraczał pozimu decybeli, który mógłby szkodzić zwierzętom.
- Mierzyliśmy to samo. Na skraju rezerwatu wykazało, że ta głośność sięgała od 46 do 57 decybeli w czasie koncertu. To mniej więcej tyle, co szum lecący w ciągu dnia z południowej obwodnicy Warszawy, a w obu pomiarach poziom dźwięku podnosiły trele ptasie - mówił. Dodał, że dokładniejsze pomiary prowadził organizator imprezy.
Wiele osób, zwłaszcza w sieci, było też oburzonych stanem, w jakim po koncercie był trawnik przy pałacu. - Trawnik i tak był do naprawy po zimie i długotrwałej suszy. Teraz robimy to na cudzy koszt, więc to jest taki bonus dla naszej instytucji - powiedział.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET