O krok od katastrofy na kolei. Ktoś w nocy odczepił wagon. "Mogło zginąć wielu ludzi"
Nocą z 2 na 3 września na torach w Katowicach doszło do zdarzenia, które mogło zakończyć się tragedią. Nieznany sprawca odczepił 20-tonowy wagon węglarki od pociągu towarowego i pozostawił go na torach używanych także przez składy pasażerskie. Prokuratura i komisja kolejowa badają sprawę. Wiele wskazuje na to, że mogło dojść do aktu sabotażu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były skutki odczepienia wagonu na kolei w Katowicach.
- Dlaczego maszynista zauważył brak wagonu dopiero na stacji końcowej.
- Które instytucje badają incydent i jakie są ich ustalenia.
- Co wykryła sygnalizacja w trakcie przejazdu pociągu.
Sabotaż na kolei? Ktoś odczepił 20-tonowy wagon węglarki
Do groźnego incydentu doszło w nocy z 2 na 3 września na kolei w Katowicach. Nieznany sprawca odczepił od składu 20-tonowy wagon węglarki — informuje „Rzeczpospolita”. Sprawą zajmują się prokuratura i komisja kolejowa, ponieważ zdarzenie mogło doprowadzić do katastrofy.
Jak podaje dziennik, media donosiły już na początku września o wagonie pozostawionym na torach, co spowodowało wielogodzinny paraliż jednego z największych węzłów kolejowych w Polsce. Maszynista zorientował się, że brakuje wagonu dopiero na stacji końcowej. Tymczasem nieoznakowany skład pozostał na torach nr 141, używanych także przez pociągi pasażerskie.
Mogło dojść do katastrofy. "Trudno znaleźć logiczne wyjaśnienie"
Policja i prokuratura nie ujawniają szczegółów postępowania, tłumacząc to dobrem śledztwa. Nie wiadomo też, czy sprawa została przekazana Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Milczy również koncern odpowiedzialny za pociąg relacji Dąbrowa Górnicza Towarowa – kopalnia Szczygłowice.
„Rzeczpospolita” ustaliła, że w trakcie jazdy doszło do spadku ciśnienia w przewodzie hamulcowym i dlatego pociąg się zatrzymał. Po uruchomieniu systemów bezpieczeństwa skład ruszył dalej, a sygnalizacja na końcu nie wykazywała nieprawidłowości. Dopiero na końcowej stacji maszynista zauważył, że ostatni wagon był w rzeczywistości przedostatnim, a sprzęg został rozkręcony.
— Przełożenie sygnalizacji ostrzegawczej z ostatniego na przedostatni wagon wskazują na intencjonalność czynu — mówi „Rz” ekspert ds. bezpieczeństwa kolejowego Piotr Kolasiński. Z kolei funkcjonariusz ABW podkreśla: — W tym przypadku trudno znaleźć logiczne wyjaśnienie tego incydentu. Ktoś, nie wiadomo po co, miałby ukraść wagon, a jedyne realne tego konsekwencje to katastrofa kolejowa, w której mogło zginąć wielu ludzi.
Źródło: Radio ZET/ "Rzeczpospolita"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET