Ogromne opóźnienia w finansowaniu in vitro. Resort zdrowia planuje zwiększyć dotację
Dopiero pod koniec lutego placówki realizujące rządowy program in vitro dostały informacje o przyznanych na ten rok dotacjach na leczenie pacjentów. Dotąd leczyły na własny koszt i bez pewności, czy pieniądze w ogóle będą. – Wciąż nie wiemy też, jakie są dokładne kryteria podziału pieniędzy – mówi Radiu ZET prof. Piotr Węgrzyn, perinatolog z kliniki Gyncentrum.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie placówki medyczne mają opóźnienia w płatnościach?
- Dlaczego opóźnienia w płatnościach wpływają na leczenie pacjentów?
- Co mówi Ministerstwo Zdrowia o kryteriach przyznawania środków?
- Które wyzwania kliniki napotykają w realizacji programu in vitro?
Placówki „kredytowały” ministerstwo zdrowia
Informacje o opóźnieniach w płatnościach potwierdzają nam placówki z całej Polski. Na pieniądze czeka cały czas między innymi Invicta. To renomowany ośrodek leczenia niepłodności, który leczy pacjentów w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku czy w Bydgoszczy. Jak tłumaczy Radiu ZET Dorota Białobrzeska-Łukaszuk, prezeska Zarządu Grupy INVICTA, od początku roku pacjenci leczeni są z budżetu kliniki.
– Tak, żeby nie musieli czekać w kolejce. Nie możemy też odwlekać w czasie kontynuacji leczenia, bo ministerstwo zdrowia skróciło czas między cyklami do trzech miesięcy i tego się trzymamy – dodaje Białobrzeska-Łukaszuk.
Kiedy będą pieniądze? – Nadal nie wiemy, bo czekamy na aneksy do umów – mówi szefowa kliniki Invicta. Na podobne opóźnienia wskazuje ośrodek leczenia niepłodności Gyncentrum, który ma swoje siedziby między innymi w Warszawie, Katowicach, Krakowie czy w Lublinie.
Każda taka decyzja MZ "może przełożyć się na zdrowie pacjenta"
Jak mówi Radiu ZET prof. Anna Bednarska-Czerwińska, dyrektorka medyczna kliniki, każda taka decyzja ministerstwa zdrowia może natychmiast przełożyć się na zdrowie konkretnego pacjenta. – W przypadku leczenia niepłodności nie można jednak po prostu „wcisnąć pauzy” – podkreśla prof. Bednarska-Czerwińska.
Jak dodaje z kolei prof. Piotr Węgrzyn, kierownik Kliniki Położnictwa, Perinatologii, Ginekologii i Rozrodczości Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i specjalista z zakresu endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości w Gyncentrum, wszelkie opóźnienia finansowania mogą na przykład zatrzymać leczenie. – Co może z kolei opóźnić szanse na dziecko – przyznaje wprost prof. Węgrzyn.
– Z jednej strony ministerstwo podkreśla, że skuteczność jest ważna i ma stanowić kryterium podziału środków, a z drugiej strony zawirowania organizacyjne wpływają na tę skuteczność. A kliniki prowadzą często leczenie na własny koszt – dodaje Węgrzyn.
"Staramy się jak możemy"
Chaos w płatnościach odczuwa również Parens Centrum Leczenia Niepłodności w Krakowie. Informacje o planowanej dotacji w końcu dostaliśmy, ale w tym roku nadal czekamy na aneks - mówi nam Magda Jurek z działu marketingu i komunikacji kliniki. Jak dodaje, tego typu opóźnienia i jednocześnie ogromne zainteresowanie refundacją in vitro przekładają się na trudności w realizowaniu programu.
– Pary już zakwalifikowane mają zagwarantowaną stałą opiekę i leczenie – tłumaczy Jurek. – Natomiast osoby oczekujące na kwalifikację, muszą niestety cierpliwie oczekiwać na kontakt ze strony kliniki. Staramy się jak możemy i codziennie pracujemy w pełnym zaangażowaniu, aby pomóc wszystkim – zapewnia Jurek.
Problemy ciągną się od miesięcy
Kłopoty z finansowaniem programu zaczęły się już rok temu o czym informowało także Radio ZET. Jak mówi nam teraz dyrektorka Gyncentrum, placówka do dziś nie otrzymała pełnej zapłaty za część świadczeń zrealizowanych w 2025. – Wówczas, bazując na dotychczasowej praktyce i ciągłości aneksowania umów, przyjmowaliśmy i leczyliśmy pacjentów w przekonaniu, że środki zostaną zabezpieczone.
Ostatecznie okazało się, że finansowania zabrakło, a koszty leczenia zostały po stronie kliniki – tłumaczy prof. Bednarska-Czerwińska. Co więcej niesprawiedliwy i niezrozumiały ma być także podział środków. W tym roku klinika Gyncentrum dostała mniej niż poprzednio, mimo że zgłaszała większe zapotrzebowania, a liczba par objętych leczeniem systematycznie rośnie.
Z oficjalnego komunikatu Ministerstwa Zdrowia wynika, że kryteria przyznawania środków zostały oparte na skuteczności ocenionej po pierwszych latach działania programu. Nie zgadzają się z tym kliniki, bo w Polsce program działa za krótko, przez co trudno ocenić rzeczywiste wyniki terapeutyczne konkretnej placówki.
"Kryteria powinny być jasne, jednoznaczne i jawne"
Jak zauważa dodatkowo w rozmowie z Radiem ZET prof. Piotr Węgrzyn, w Polsce nie funkcjonuje centralny rejestr pacjentów objętych programem in vitro. – Dlatego kryteria powinny być jasne, jednoznaczne i jawne. Chcemy uniknąć też sytuacji, w której pacjentki, które wymagają większego nakładu środków i leczenia będą odsyłane, bo na przykład gorzej rokują – dodaje prof. Węgrzyn.
Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że podobnie jak rok temu, w przypadku zwiększonego zapotrzebowania, wszystkie placówki realizujące program mogą wystąpić o dodatkowe dofinansowanie. Podobnie jak rok temu, tak i w tym roku planuje się zwiększenie całościowej dotacji o 100 milionów złotych. Ministerstwo zaznacza też, że co roku z budżetu państwa przeznacza się minimum 500 milionów złotych na rządowy program in vitro. Dotąd dzięki programowi urodziło się ponad 10 tysięcy dzieci.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET