Pat w centrali ZUS. Ponad 30 osób okupuje budynek. Spędzą tam święta?
Pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych od ponad doby okupują centralę instytucji w Warszawie. Związkowcy domagają się podwyżek rzędu 1200 złotych brutto, podkreślając, że obecne pensje wielu pracowników ledwo przekraczają płacę minimalną. Mimo propozycji pracodawcy dotyczącej wzrostu wynagrodzeń o 200 złotych, sytuacja pozostaje patowa, a protestujący nie wykluczają spędzenia świąt w budynku.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są żądania protestujących związkowców w ZUS.
- Dlaczego proponowana podwyżka 200 zł brutto jest niewystarczająca.
- Co motywuje związkowców do pozostania w siedzibie ZUS podczas świąt.
- Jakie problemy finansowe napotykają pracownicy ZUS w porównaniu do innych urzędów.
Protest w siedzibie ZUS w Warszawie
Od ponad doby związkowcy okupują centralę ZUS-u w Warszawie, domagając się podwyżek dla pracowników, którzy zarabiają minimalną krajową lub niewiele więcej. - Na ten moment nic nie zostało ustalone. Jest zapewnienie pracodawcy, że jest w posiadaniu kwoty 200 złotych brutto na zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego - mówi Radiu ZET Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS.
Związkowcy podkreślają, że jest to kwota absolutnie niewystarczająca. - My wstępnie mówimy o podwyżkach rzędu 1200 złotych brutto - słyszymy. Beata Wójcik dodaje, że pracodawca od lat nakłada na pracowników dodatkowe zadania, za które nie płaci.
- To są zadania, które są wykonywane w nadgodzinach. Gdyby to było regulowane na bieżąco, to dziś do takiej sytuacji by nie doszło. Przede wszystkim byłaby inna podstawa. Bo 3 proc. podwyżki od kwoty 5 tys. złotych to jest coś innego niż 3 proc. z 16 tys. złotych, tak jak mają w Ministerstwie Finansów. My ciągle startujemy z "dolnego c" i te podwyżki nie wystarczają na zaspokojenie potrzeb - dodaje.
"Niekomfortowa" sytuacja pracowników ZUS
Protestujący nie wykluczają, że zostaną w siedzibie ZUS na święta, traktują to jednak jako "najczarniejszy scenariusz". - Będziemy tu siedzieć, bo od samego początku prosimy o to, żeby pojawili się przedstawiciele Ministerstwa Finansów. Odnosimy wrażenie, że resort nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje - mówi.
- My, jako pracownicy ZUS, jesteśmy w o tyle niekomfortowej sytuacji, że gdy np. pojawia się konieczność zamrożenia sfery budżetowej, to się okazuje, że jesteśmy sferą budżetową. W momencie, w którym jest wzrost w budżetówce, to dowiadujemy, że my nie jesteśmy budżetówką, tylko instytucją obsługującą budżet państwa - mówi Beata Wójcik.
Zwraca też uwagę, że obecnie nowy pracownik, który na start otrzymuje wynagrodzenie minimalne w ZUS, zarabia "praktycznie tyle samo, co osoba, którą go uczy i siedzi za tym biurkiem 10 czy 12 lat".
"Każdy stoi pod swoją ścianą"
Na ten moment w siedzibie ZUS protestuje ponad 30 osób. - Ostatnią noc spędziliśmy w centrali ZUS, przespaliśmy się na podłodze. Teraz zastanawiamy się nad dalszymy rozwiązaniami. Być może te święta będą trochę inne, a potrway dostarczą nam tutaj rodziny - mówi Beata Wójcik.
- Mamy informacje od naszego pracodawcy, czyli od prezesa ZUS, że ponawiał rozmowy z resortem rodziny, finansów. Tam trwają rozmowy na temat tego, kto, kiedy i jak ma się z nami zobaczyć. Trwa więc pat, można powiedzieć, że każdy stoi trochę pod swoją ścianą - słyszymy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET