18-letniej Poli nie udało się uratować. To były jej ostatnie SMS-y. Nowe fakty

3 min. czytania
18.12.2023 11:14
Obserwuj nas na Google

18-letnia Pola trafiła do szpitala w Piasecznie pod Warszawą z wysoką gorączką. Lekarze odesłali ją do domu, jednak pacjentka wróciła z silnymi dusznościami. Kilka dni później już nie żyła. Rodzice winią za jej śmierć lekarzy. Teraz pojawiły się nowe informacje w związku ze śledztwem ws. nastolatki.

18-letnia Pola
fot. "Uwaga!TVN"

Śledztwo ws. śmierci 18-letniej Poli prowadzi Prokuratura Regionalna w Warszawie. Szczegóły sprawy początkowo nie były ujawniane. Teraz w rozmowie z portalem tvn24.pl Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej, przyznała, że postępowanie trwa.

Toczy się ono w sprawie, czyli na razie nikt nie usłyszał zarzutów i dotyczy "błędu medycznego". - Przesłuchaliśmy już świadków. W kolejnym etapie śledztwa uzyskamy opinie biegłych z zakresu medycyny sądowej - powiedziała prokurator.

Piaseczno. Poli nie udało się uratować. Rodzice obwiniają lekarzy

Do dramatu doszło w maju tego roku. Pola, 18-letnia uczennica liceum, trafiła do lekarza z objawami grypopodobnymi. Rodzice zaniepokoili się, ponieważ ich córka miała wysoką temperaturę, która nasiliła się do 40 st. Dziewczyna nigdy wcześniej tak nie gorączkowała. Nastolatka wykonała test, który wykluczył  COVID-19, a wskazał grypę. Lekarz przepisał wówczas leki przeciwgrypowe i skierował 18-latkę do szpitala, podejrzewając zapalenie płuc. Mama zawiozła córkę do placówki medycznej w Piasecznie.

W programie "Uwaga!TVN" pani Sylwia opowiadała, że długo czekały z Polą na lekarza. - Powiedziałam, jaka jest sytuacja i dałam mu skierowanie i zalecenia pani doktor. Stwierdził: „Wie pani, jak każdego 18-latka byśmy przyjmowali do szpitala, to by nie było miejsc” - relacjonowała.

Redakcja poleca

Lekarz zalecił 2-3-dniową obserwację w domu i powrót, jeśli stan nastolatki się nie poprawi. - Nie zmierzył jej ciśnienia, nie zbadał jej. Nic - mówiła matka dziewczyny.

W papierach było wskazanie, że to ma związek z zapaleniem płuc. Rentgen to jest 10-15 minut, a nie zostało zrobione nic. Wielce prawdopodobne, po tym, co się później wydarzyło, że coś pod kątem płuc czy saturacji by wyszło. - Pan Krzysztof, ojciec Poli w programie "Uwaga!TVN"

Niestety, po dwóch dniach w domu stan Poli się pogorszył. Karetka zawiozła 18-latkę z silnymi dusznościami do placówki w Piasecznie. Rodzice, ze względu na pełnoletność córki, nie mogli z nią pojechać. Gdy zadzwonili w nocy do szpitala, odmówiono im informacji. Pola zdążyła jeszcze wysłać trzy SMS-y do rodziców. - Po godz. 2 napisała: "Żyję niby". O 2:59 napisała "Ale nie wiem, czy ja to przeżyję". I ostatni SMS był o 5:57 o treści: "Nie mogę oddychać" – relacjonowała pani Sylwia.

"Nic się nie wydarzyło ze strony lekarzy"

- Całym dramatem jest chyba to, że pomiędzy północą a godziną 6 chyba nic się nie wydarzyło ze strony lekarzy, nic takiego, żeby jej pomóc - dodał jej mąż, pan Krzysztof. Pola w ciężkim stanie trafiła do szpitali w Warszawie - Czerniakowskiego, a potem MSWiA, gdzie niestety zmarła z powodu obrzęku mózgu.

Rodzice 18-latki zawiadomili prokuraturę ws. postępowania lekarzy ze szpitala w Piasecznie. Chcą sprawdzić, czy przyczyniło się ono do śmierci ich córki. O sprawie poinformowano również Rzecznika Praw Pacjenta. - Moim zdaniem nikt jej tam nie pomógł. Nikt – mówiła zrozpaczona matka Poli. - To nie wymagało jakiejś aparatury za miliony, a wykonania rentgena i użycia pulsoksymetra za 29,99 zł – dodał ojciec zmarłej 18-latki.

Źródło: Radio ZET/tvn24.pl/"Uwaga!TVN"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET