Podpalenie człowieka w Łodzi. "To mój syn"

2 min. czytania
26.03.2024 16:00
Obserwuj nas na Google

Media donoszą, że po podpaleniu mężczyzny na jednym z przystanków w Łodzi, na policję zgłosiła się kobieta, która twierdzi, że ofiarą jest jej syn. Wyjaśniła, że rozpoznała go po butach i charakterystycznej postawie. Jej wersję będzie można potwierdzić jednak dopiero, gdy służby poznają wyniki badań DNA.

Podpalenie mężczyzny
fot. Łódzka policja

Nie milkną echa przerażającej zbrodni, do której doszło w nocy z 24 na 25 marca. Kilka minut przed godziną 01:00 świadkowie zgłosili, że na przystanku przy ul. Pomorskiej w Łodzi pali się mężczyzna. Zadysponowane na miejsce służby ugasiły poszkodowanego, niestety, jego życia nie udało się uratować. 

Łódź. Podpalenie człowieka na przystanku

Odpowiedzialnym za podpalenie mężczyzny okazał się 33-latek. Sprawca został zatrzymany jeszcze tego samego dnia. Podczas aresztowania zachowywał się agresywnie, szybko został jednak obezwładniony przez policjantów. Był też pijany - badanie wykazało, że w organizmie miał 1,7 promila alkoholu. Co jeszcze bardziej przerażające, sprawca miał z bliska obserwować akcję służb, które próbowały ratować jego ofiarę. Po wszystkim odjechał komunikacją miejską. 

Redakcja poleca

Sekcja zwłok zmarłego mężczyzny potwierdziła, że śmierć nastąpiła na skutek działania wysokiej temperatury i płomieni - potwierdził to prokurator Krzysztof Kopania. 33-latek usłyszał w związku z tym zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności. 

Tajemnica tożsamości ofiary rozwiązana? "To mój syn"

Wciąż nie jest jednak jasne, kim była ofiara 33-latka. Zraz po tragedii służby podjęły szeroko zakrojone działania, które miały pozwolić na ustalenie tożsamości podpalonego mężczyzny. Apele o pomoc pojawiały się w ogólnopolskich i lokalnych mediach. 

To właśnie po medialnych apelach - jak podaje "Super Express" - do śledczych miała zgłosić się kobieta, która twierdziła, że ofiarą brutalnej zbrodni jest jej syn. Wyjaśniła, że rozpoznała go po butach i charakterystycznej przygarbionej postawie. Policjantom miała też powiedzieć, że jej syn był osobą bezdomną, mimo to regularnie się z nią kontaktował, teraz jednak telefon zamilkł. Pewność co do tożsamości ofiary służby zyskają jednak dopiero po sprawdzeniu wyników badań DNA.

Źródło: Radio ZET/"Super Express"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET