Polak utknął w Katarze. Mówi, co się tam dzieje. "Zestrzeliwane rakiety", "wybuchy"
Od kilku dni lotniska na Bliskim Wschodzie są sparaliżowane. Atak Iranu na kluczową infrastrukturę takich krajów, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar, sprawiły, że tysiące turystów pozostaje uwięzionych w hotelach. Jednym z nich jest Marek Stus, ekspert rynku lotniczego, który od ubiegłego tygodnia czeka na transport z Dohy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są skutki wojny dla Kataru i przebywających w nim turystów.
- Jak wygląda sytuacja w stolicy kraju.
- Jak Qatar Airways wspiera turystów znajdujących się w Katarze.
Marek Stus od tygodnia przebywa w Katarze
Od końca lutego trwa wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Izraelem a Iranem. Kraje Bliskiego Wschodu, takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar, mimo że nie są stroną w konflikcie, to mocno odczuwają jego skutki. Iran przeprowadza regularny ostrzał m.in. Dohy, w której przebywa Marek Stus, ekspert rynku lotniczego portalu Pasazer.com. Mężczyzna od tygodnia przebywa w hotelu, czekając na transport. - Podróżowałem po Azji i ze względu na ofertę lokalnych linii zdecydowałem się na powrót do Europy z Dohy. W sobotę mój samolot do Amsterdamu wystartował zgodnie z rozkładem. Byliśmy w powietrzu już przez godzinę, kiedy okazało się, że zostaliśmy zawróceni - relacjonuje turysta w rozmowie z portalem RadioZET.pl.
Na ten moment przestrzeń powietrzna nad Katarem pozostaje zamknięta. Pojawiają się pierwsze loty ratunkowe organizowane przez Qatar Airways. Te odbywają się jednak z Maskatu w Omanie i Rijadu w Arabii Saudyjskiej, czyli miast oddalonych kilkaset kilometrów od Dohy. Większość turystów czeka na przywrócenie ruchu na lotnisku Hamad. Cały czas stolica Kataru pozostaje jednak pod ostrzałem Iranu. - Dosłownie kilka minut temu trwał bardzo intensywny ostrzał Dohy. Słyszeliśmy bardzo głośne wybuchy, widzieliśmy też rakiety zestrzeliwane przez katarską obronę powietrzną. Przed chwilą dostałem alert przestrzegający przed wychodzeniem na zewnątrz. Trzeba jednak podkreślić, że mimo tego, że wybuchy robią wrażenie, to nie spadają one na miasto i są w całości neutralizowane - wyjaśnia Marek Stus.
Jak wygląda pomoc turystom na Bliskim Wschodzie?
Przebywający w Katarze turyści, którzy mieli lecieć samolotami Qatar Airways, mogą liczyć na wsparcie przewoźnika. Katarskie linie zagwarantowały im m.in. vouchery na hotel oraz wyżywienie. - Jesteśmy w bardzo dobrym kontakcie z Qatar Airways. W moim hotelu codziennie dyżuruje dwóch pracowników, którzy są stale obecni. Oni przekazują nam na bieżąco informacje o sytuacji w kraju. Wiemy, że na ten moment nie ma szans, aby władze zdecydowały się na otwarcie przestrzeni powietrznej - tłumaczy Polak.
Gorzej wygląda komunikacja turystów z polskim rządem. - W pierwszych dniach kontakt z ambasadą był mocno ograniczony. Wszystkie osoby, które zarejestrowały się w Odyseuszu (system komunikacji polskiego rządu z osobami przebywającymi za granicą - przyp. red.). otrzymywały komunikaty, ale były one bardzo ogólnikowe. Można powiedzieć, że powtarzały informacje, które wcześniej przekazał rząd katarski czy Qatar Airways. Mówiąc szczerze, nic one nie wnosiły. Dopiero wczoraj sam podjąłem interwencję u Kancelarii Premiera, co usprawniło komunikację - wyjaśnia Marek Stus. Możliwe, że w najbliższych dniach ambasada zorganizuje transport autokarowy do Rijadu, gdzie wciąż kursują samoloty. Na ten moment rząd nie jest jednak w stanie wysłać bezpośrednich samolotów do Kataru.
Marek Stus spodziewa się, że w sobotę może już wylecieć z Omanu do Amsterdamu. Warto zaznaczyć, że są to na razie loty jedynie dla pasażerów, który posiadali oryginalne rezerwacje do tych miast, do których będą uruchamiane loty repatriacyjne. Oznacza to, że nie można zakupić na nie osobnego biletu. Na ten moment na liście przywracanych połączeń nie ma jednak samolotu do Warszawy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET