Polscy żołnierze zakuci w kajdanki na granicy. "Wyprowadzono ich jak bandytów"
Jak ustalił Onet, Żandarmeria Wojskowa zatrzymała trzech żołnierzy, pełniących służbę na granicy polsko-białoruskiej, którzy mieli - zdaniem wojskowych śledczych - w nieuzasadniony sposób użyć broni palnej przeciw migrantom. Do zdarzenia doszło na przełomie marca i kwietnia, ale było ono - podobnie jak inne tego typu incydenty - skrzętnie ukrywane. - Dość kalania munduru przez Żandarmerię Wojskową - skomentował w rozmowie z portalem b. dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak.
Polscy żołnierze zatrzymani na granicy polsko-białoruskiej
Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej wciąż jest daleka od spokoju. Przed tygodniem jeden z żołnierzy został ugodzony nożem przez próbującego przedostać się przez granicę migranta. Z kolei w środę KGP poinformowała, że na granicę wysłano dodatkowe siły policyjne - głównie oddziały prewencji, wyposażone m.in. w armatki wodne.
O eskalacji świadczy również historia opisana przez Onet. Na przełomie marca i kwietnia Żandarmeria Wojskowa aresztowała żołnierzy, którzy użyli broni wobec uzbrojonej w niebezpieczne narzędzia grupy migrantów w miejscowości Dubicze Cerkiewne. Z ustaleń serwisu wynika, że to niejedyny przypadek postępowań karnych wobec żołnierzy, którzy używali broni na granicy, ale dowództwo ma te sprawy tuszować.
W tym rejonie służą członkowie 1. Brygady Pancernej im. T. Kościuszki, którzy wspierają Straż Graniczną. Ich zadanie to przede wszystkim patrolowanie okolicy pasa granicznego, by nikt się nim nie przedostał. Feralnego dnia ok. 20-30 osób miało przekroczyć granicę.
"Kiedy uchodźcy przekraczają granicę, polscy żołnierze zaczynają strzelać w górę. Pada kilka strzałów ostrzegawczych, zgodnie z prawem użycia broni. To nie pomaga. Uchodźcy kroczą naprzód. Padają kolejne strzały ostrzegawcze. Migranci nadal napierają. W końcu żołnierze w ramach obrony własnej zaczynają strzelać przed nimi w ziemię" - czytamy w artykule. Ostatecznie wystrzelono 43 kule, które rykoszetem trafiły w płot. Migranci się wycofali. Zaraz po tym incydencie Straż Graniczna pojawia się na miejscu, ale od razu zawiadamia Żandarmerię Wojskową.
MON: zastosowano prewencyjne środki wobec żołnierzy
- Trzech chłopaków z kompanii wyprowadzono w kajdankach jak bandytów. Wobec dwóch z nich ruszyły postępowania, zostali zawieszeni. Wyszli z aresztu tylko dlatego, że w batalionie zrobiliśmy zrzutkę, żeby im prawnika załatwić, bo dowódca nie był zainteresowany, aby im w jakikolwiek sposób pomóc. Żołnierze nie są prawnie chronieni przez przełożonych. Przecież w jednostkach są radcy prawni, ale oni żołnierzom nie pomagają. Dlatego morale leży - relacjonował polski żołnierz, który był świadkiem tych wydarzeń.
Onet potwierdził zdarzenie w korespondencji z Ministerstwem Obrony Narodowej. Odpisano redakcji, że po zapoznaniu się z materiałami od SG "zastosowano prewencyjnie środki", a "Żandarmeria Wojskowa podjęła działania wynikające z podejrzenia nieuzasadnionego użycia broni palnej". Resort przyznał również, że "migrantów napierających od strony białoruskiej na polskich żołnierzy było kilkudziesięciu oraz że byli uzbrojeni w niebezpieczne przedmioty" i że zaistniały przesłanki do takiej, a nie innej reakcji żołnierzy.
Portal poinformował, że choć cała trójka przebywa obecnie na wolności, to ciąży na nich oskarżenie o "przekroczenie uprawnień i narażenie życia oraz zdrowia innych osób". Są także zawieszenie w czynnościach służbowych. Zdaniem b. dowódcy wojsk lądowych gen. Waldemara Skrzypczaka żołnierzy potraktowano tak samo, jak i starszych kolegów w 2007 roku po historii w Nanghar Khel. Skrzypczak przypomniał historię siedmiu żołnierzy, którzy zostali oskarżeni o zbrodnie na ludności cywilnej podczas ostrzelania jednej z afgańskich wiosek. Po latach zostali uniewinnieni od zarzutu popełnienie zbrodni wojennej.
- Teraz, gdy nasi na granicy strzelali, jak należy sądzić, w obronie własnej [...] reakcja jest taka sama, jak za Macierewicza. [...] Jego cień nadal snuje się po korytarzach Żandarmerii Wojskowej. To wychowankowie Macierewicza. Nie mogą się od tych metod uwolnić, tłumacząc, że takie mają procedury. To nieprawda. Nie skuwa się polskiego żołnierza w mundurze w kajdany - przekonywał generał w rozmowie z Onetem.
"Dość kalania munduru przez Żandarmerię Wojskową"
- My, weterani mówimy jednym głosem: dość kalania polskiego munduru przez Żandarmerię Wojskową - dodał. Zaapelował też do ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, aby przyjrzał się sprawie. Inny dowódca, pragnący zachować anonimowość, zgadza się z tą perspektywą, nazywając to, co się wydarzyło "kompletną kompromitacją wojska i państwa".
Przecież ci żołnierze nie pojechali tam, bo takie jest ich widzimisię. Nie pojechali tam z prywatną bronią. Na granicę wysłało ich polskie państwo, a wojsko wydało im broń. Dostali zadanie, by strzec naszej granicy. Wykonali je, a teraz państwo traktuje ich jak bandytów. Za to powinny polecieć głowy dowódców. Gdzie oni byli, jak żandarmeria wyprowadzała ich podwładnych w kajdanach
Onet ustalił, że incydent w Dubiczach Cerkiewnych nie był jedynym przypadkiem w ostatnim czasie, gdy po oddaniu strzałów ostrzegawczych żołnierzy spotkały konsekwencje. W kwietniu żołnierz z batalionu w podwarszawskiej Wesołej również miał oddać strzały w tzw. stresowej sytuacji. "W przedmiotowej sprawie toczy się postępowanie" - poinformowało MON w odpowiedzi na pytanie z strony redakcji portalu.
- Strzały po obu stronach padają i będą padać. Tam jest wojna, ale wszyscy udają, że tego nie widzą. Kiedy panowie Tusk i Kosiniak-Kamysz mówią w telewizji, że żołnierze mają prawo do użycia broni, to muszą wiedzieć, że nasi koledzy właśnie z tego powodu zostali zawieszeni. Dlatego na pasku [granica w wojskowym żargonie red.] nie używamy broni. Inna sprawa, że używania broni zabraniają też dowódcy, którzy nie chcą mieć dodatkowych problemów - przekazał w rozmowie z Onetem inny żołnierz, także służący na granicy.
Źródło: Radio ZET/Onet
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET