Szkoła
Dzieci w szkole
fot: Beata Zawrzel/REPORTER
TYLKO U NAS

"Poproszę dysleksję". W szkołach coraz więcej uczniów z trudnościami w nauce i spektrum autyzmu

09.01.2025 12:08

W jednej klasie na jednej lekcji lądują dzieci ze spektrum autyzmu, dysleksją, dysgrafią, afazją.  I w tym wszystkim jest nauczyciel, który ma nauczyć "jedynie" wzoru skróconego mnożenia. - Uczniowie bez orzeczeń, opinii i trudności będą wyjątkiem w szkole. A najgorzej będą miały te najzdolniejsze - przewidują pedagodzy.

Lekcja Doroty, matematyczki z Warszawy, wygląda tak: w klasie ma 25 uczniów. Troje ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na spektrum autyzmu. Kolejna dwójka ma opinię stwierdzającą specyficzne trudności w uczeniu się, czyli dysleksję. Do tego chodzi tu dwóch uczniów z Ukrainy i jeden z Białorusi. - Uczniowie z orzeczeniami mają nauczyciela wspomagającego. Uczniowie z zagranicy – asystenta międzykulturowego. Na lekcji coś wyjaśniam, zaraz powtarza to nauczyciel wspomagający, do tego asystent tłumaczy to swoim podopiecznym w ich języku, więc pozostali uczniowie nie słyszą moich poleceń. W pewnym momencie nie wiadomo kogo słuchać. Ciężko pracuje się teraz w szkole – podsumowuje matematyczka.

Aneta Tołoczko-Hordyj, dyrektorka SP nr 28 w Warszawie, dokłada kolejne liczby pokazujące nie tylko jedną klasę, ale całą szkołę. W jej podstawówce uczy się ok. 650 uczniów, z czego 60 ma orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Kolejnych ponad 100 ma opinię stwierdzającą dysleksję, dysgrafię czy dyskalkulię. - W każdej klasie jest dziecko z orzeczeniem, a więc w każdej jest też nauczyciel wspomagający. Do tego nawet po kilka osób w klasie ma opinię – mówi.

Oglądaj

Magdalena, pedagożka z woj. świętokrzyskiego, w przedszkolu, w którym pracuje, na 26 wychowanków sześcioro ma już orzeczenia. Największy skok jeśli chodzi o liczbę stwierdzanych zaburzeń u dzieci, widzi jednak w poradni pedagogiczno-psychologicznej, z którą współpracuje. - Jeszcze pięć lat temu zespół orzekający co miesiąc wydawał ok. 5-7 orzeczeń. Teraz wydajemy 13-15 co dwa tygodnie – wylicza. - Coś zdecydowanie się dzieje. Nie do końca jeszcze rozumiemy co i z czego to wynika, ale ewidentnie mamy wiele zgłoszeń i kolejki w poradniach się wydłużają – stwierdza dr Urszula Sajewicz-Radtke, psycholożka ze Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej Tęcza w Gdańsku.

Rodzice coraz bardziej świadomi

Dysleksja, dysgrafia, dyskalkulia, dysortografia, spektrum autyzmu, afazja, do tego inne niepełnosprawności i zagrożenia niedostosowaniem społecznym – wszystko to mieści ogólnodostępna polska szkoła i jak się okazuje, pod tym względem musi się stawać coraz bardziej pojemna. Nauczyciele, pedagodzy i psycholodzy zgodnie przyznają, że w ostatnich latach takich diagnoz przybywa. Zwłaszcza o spektrum autyzmu.

Zdaniem Beaty Jeżewskiej, pedagożki specjalnej, laureatki konkursu Nauczyciel Jutr@, wpływa na to m.in. większa świadomość rodziców, którzy baczniej obserwują swoje dziecko i dostrzegają jego nietypowe zachowania. - Wcześniej zdarzało się, że próbowano odwracać kota ogonem. Rodzice cieszyli się, że np. Jaś już w przedszkolu umie policzyć do tysiąca albo zna na pamięć inwokację, nie zdawali sobie sprawy z tego, że nie jest to norma rozwojowa. Nie zwracano uwagi na to, żeby otoczyć dziecko specjalistyczną opieką – podaje przykład Jeżewska.

Nieraz rodzic tak mocno wypiera diagnozę, że nie da się do niego dotrzeć. Ale prędzej czy później do nas wraca

Wciąż zdarza się wypieranie, zaprzeczanie przez rodziców albo tłumaczenie, że inne zachowanie dziecka jest prowokowane przez kogoś innego, ale jak obserwują nauczyciele, takich reakcji jest mniej. - Nieraz rodzic tak mocno wypiera diagnozę, że nie da się do niego dotrzeć. Ale prędzej czy później do nas wraca – mówi Magdalena.- Zazwyczaj przez pierwszy rok, dwa, trzy lata nauczyciel prosi o skonsultowanie się z poradnią, ale rodzice boją się, bo myślą, że to będzie łatka dla dziecka, że będzie wyśmiewane. Ale jak dziecko dochodzi do klasy czwartej i co 45 minut jest inny nauczyciel, inne okoliczności, to zaczynają się schody. Wtedy rodzice zgłaszają się po diagnozy – opowiada Aneta Tołoczko-Hordyj.

Spektrum autyzmu dla kogo

Ale jest też druga strona medalu. - Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielu rodziców wręcz zabiega o to, żeby ich dzieci dostały rozpoznanie, z różnych przyczyn – zaznacza dr Sajewicz-Radtke. Jej zdaniem na pewno nie pomaga w tym internet i pop-psychologia (uproszczony, dostępny dla masowego odbiorcy sposób przekazu teorii psychologicznych). - Zapominamy o tym, że jeżeli mówimy o jakimkolwiek zaburzeniu, to objawy muszą przekroczyć próg klinicznej dolegliwości. Dodatkowo nie można oczekiwać, że po 2-3 spotkaniach zostanie postawione ostateczne rozpoznanie, często specjaliści potrzebują czasu na obserwację dziecka i całej rodziny - mówi Sajewicz-Radtke.

Przypomina, że procesy poznawcze (tj. podtrzymywanie uwagi, pamięć, koncentracja) czy emocjonalne ulegają też zmianom w pod wpływem czynników zewnętrznych, ale też i czasu. W jednym momencie mamy lepszy nastrój w drugim gorszy, mamy lepszą uwagę, w drugim gorszą. - To nie oznacza od razu, że mamy ADHD, depresję itd., a obserwujemy tendencję do szybkiego nazywania naturalnych wahań nastroju czy innych zmiennych terminami psychopatologicznymi - wyjaśnia.

Dorota, matematyczka, zetknęła się z tym nieraz. - Mam wrażenie, że czasem jeden mały drobiazg decyduje o tym, że dziecko dostaje orzeczenie, albo rodzic mocno się o nie stara – stwierdza, na co Annie, nauczycielce przyrody i geografii z woj. świętokrzyskiego, od razu do głowy przychodzi jeden z jej uczniów.

- Jedną z przesłanek do tego, by stwierdzić u niego spektrum autyzmu, było to, że nie bawi się z bratem. A brat jest na studiach. Albo napisano, że chłopiec ma co prawda kolegę w klasie, potrafił zbudować relację, ale nie spotyka się z nim po lekcjach. Tylko oni mieszkają od siebie siedem kilometrów. Jesteśmy szkołą, do której chodzą dzieci z różnych okolicznych wsi, to nie są dzieci z jednego osiedla czy bloku. Zaznaczono też, że nie potrafił sprecyzować, co znaczy jedno powiedzenie, a dzieciaki w ogóle mają teraz mały zasób słów – nie dowierza Anna. W tym wypadku mama nie zgadza się z orzeczeniem i szuka kolejnych specjalistów.

Czasem jeden mały drobiazg decyduje o tym, że dziecko dostaje orzeczenie

Z kolei inna mama, też ze szkoły Anny, u syna, który ma niewielkie trudności z mówieniem, mocno zabiegała o diagnozę spektrum i zdobyła ją. - Bez tego to dziecko spokojnie by sobie poradziło – uważa nauczycielka i ocenia wprost: - Spektrum dla niektórych staje się wytrychem na każde nietypowe zachowanie, którego nie można zakwalifikować do czegoś innego. Jak przeczytamy, co mieści się w spektrum, to okaże się, że wszyscy jesteśmy autystykami.

Na tym nie koniec, bo zdarza się też tak, że rodzice mający trudność w nawiązaniu relacji, więzi z dzieckiem, tłumaczą to zaburzeniem u syna czy córki. - Czyli to nie ja jako rodzic muszę coś zrobić, zmienić, tylko moje dziecko ma deficyty. W ten sposób rodzice uciekają od poczucia winy, co jest naturalnym i skądinąd zrozumiałym procesem, ale niestety nie takim, który prowadzi do rozwiązania problemu – wyjaśnia dr Sajewicz-Radtke.

Kolejka do poradni? Nawet 10 miesięcy

Nieraz pedagodzy spotykają się z sytuacjami odmiennymi. Np. Beata Jeżewska pamięta rodzica, który przyniósł informację o tym, że dziecko niedowidzi, chociaż miało mnóstwo innych deficytów. Miała też podopieczną z zagrożeniem niedostosowaniem społecznym, która jednak nie okazywała chęci współpracy przy badaniach i dostała orzeczenie o spektrum autyzmu. - Niektóre dzieci mają o wiele bardziej złożone problemy psychiczne, ale też wrzuca się je do worka ze spektrum autyzmu – stwierdza Tołoczko-Hordyj. Co gorsza, jak mówi, zapisuje się je też do szkoły ogólnodostępnej, w której nie potrafią funkcjonować. Sugestie konieczności szkoły specjalnej, zwłaszcza w rozmowie z zamożnymi rodzicami, kończą się wizytami w prawników w szkole. - Ile nas to kosztuje, to tylko my wiemy – przyznaje dyrektorka szkoły.

Niektóre dzieci mają o wiele bardziej złożone problemy psychiczne, ale wrzuca się je do worka ze spektrum autyzmu

Jak mówi Sajewicz-Radtke, bywają zaburzenia lub trudności, które mogą przypominać autyzm. Rodzic więc po szukaniu informacji w internecie, po rozmowach z innymi rodzicami przychodzi do poradni z myślą o diagnozowaniu syna czy córki pod kątem autyzmu, ale może wyjść z orzeczeniem o zupełnie innym zaburzeniu (stąd też orzeczeń przybywa), lub wręcz bez żadnego rozpoznania.

Tu Magdalena zwraca u uwagę na jeszcze jedną grupę rodziców. Miała przypadek, gdy specjaliści w poradni spektrum nie stwierdzili, bo chociaż dziecko prezentowało zachowania nietypowe, to ze względu na wysoki poziom intelektu i wsparcie w domu poradziłoby sobie bez orzeczenia. Mama jednak poszła do Krajowego Towarzystwa Autyzmu i tam dostała orzeczenie. Po co rodzice na siłę starają się o dokument? - Żeby dziecko dostało większą pomoc, bo niestety, za tymi bez papierka, nie idzie pieniądz, subwencja, a więc dodatkowe wsparcie – przyznaje pedagożka.

Poproszę dysleksję

- Zdarzyło się, że w jednym roczniku było pięć klas, z czego w czterech byli uczniowie ze spektrum – opowiada Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu. Zaznacza, że ci uczniowie orzeczeń ewidentnie potrzebowali. Za to co do liczby uczniów z opiniami mam już inne zdanie. Mowa tu o opiniach stwierdzających specyficzne trudności w uczeniu się. Czyli dysleksję, dysgrafię, dysortografię i dyskalkulię. - Dłuższy czas na egzaminie ósmoklasisty i dostosowania na sprawdzianach – Magdalena Prokaryn-Dynarska, dyrektorka SP nr 1 w Łodzi, nie ma wątpliwości, że w wielu przypadkach właśnie po to uczniowie starają się o taką opinię. Przyznaje, że od jednej z nauczycielek nawet jej córka przed maturą dostała radę, by „wzięła sobie opinię, to będzie miała więcej czasu na egzaminie”. Nie skorzystała z tego, ale wielu jej znajomych już tak.

Anna, nauczycielka przyrody, doskonale już zna schemat. - Mamy w rejonie dwie poradnie. W pierwszej miejscowości dysleksja wydawana jest po pierwszej wizycie, w drugiej poradni zalecają dwa lata ćwiczeń i potem dopiero wydają dokument. Rodzice wiedzą już gdzie pójść, w zależności od tego, na czym im zależy – opowiada. Nieraz dostaje też opinie na zasadzie „kopiuj wklej”, w których nie zmieniono nawet imiona i płci dziecka. - Mamy nagminną produkcję opinii o dysleksji – zgadza się ze złością Magdalena, ale zwraca tutaj też uwagę na naciski rodziców. Nieraz zdarzyło jej się, że w badaniu wyszła dysleksja, ale uważała, że dodatkowa praca z dzieckiem wyrównałaby braki. - Rodzic przychodził i mówił: chcę opinię – opowiada.

Uczennica
Uczennica w szkole
fot. Marek BAZAK/East News
Uczennica
Fot. Marek BAZAK/East News
Uczennica w szkole

Dr Sajewicz-Radtke również zdarzały się sytuacje, gdy rodzic mówił wprost, że chce stwierdzenia u dziecka dysleksji, by miało więcej czasu na egzaminie. Nie ukrywa, że woli już takie uczciwe postawienie sprawy. - Przynajmniej możemy wtedy spróbować znaleźć rozwiązanie, które nie będzie kłamstwem, nie będzie wpychaniem dziecka w niepotrzebne zaburzenie, a jednocześnie pozwoli zrozumieć przyczyny trudności dziecka z tempem pracy w presji czasu - tłumaczy.

- Zdarza się też tak, że dzieci przechodzą przez wiele lat edukacji bez formalnego rozpoznania trudności w czytaniu i pisaniu, bo np. trafiły do dobrej szkoły, mają wspierający dom, wysoki poziom intelektualny i to wszystko kompensuje ich trudności. Dopiero po latach, gdy rodzic decyduje się na formalną diagnozę okazuje się, że dziecko boryka się z realnymi trudnościami– dodaje i podkreśla: - Nie mamy żadnego interesu w tym, żeby wydawać niepotrzebne rozpoznania dzieciom i żaden szanujący się psycholog i pedagog tego nie robi – podkreśla dr Sajewicz-Radtke.

Ale tu znów Magda zwraca uwagę na drugą stronę medalu. Przytrafił jej się uczeń, który bez wątpliwości miał afazję, więc wymagał orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, ale matka wprost mówiła, że nie chce afazji, chce dysleksję. - Nie zależało jej na dobru dziecka, tylko na tym, żeby miała święty spokój. Po orzeczeniu musiałaby go przyprowadzać na zajęcia rewalidacyjne, a tak z opinią o dysleksji miałby dostosowania na sprawdzianach, na egzaminie i może by jakoś zdał – opowiada Magdalena.

Mimo wszystko dr Sajwiecz-Radtke zaznacza, że cieszy ją czujność rodziców. Niestety, powoduje to jednak wydłużenie kolejek. Czas oczekiwania na wizytę w poradniach pedagogiczno-psychologicznych sięga nawet do 10 miesięcy. W poradni niepublicznej, w której pracuje psycholożka, czas oczekiwania „skraca się” do ok. pięciu miesięcy. Podobnie jest poradni, w której diagnozuje Magdalena – najbliższe wolne terminy są za 8-10 miesięcy. - Ale nie mamy prawa odebrać rodzicowi potrzeby sprawdzenia, czy na pewno z jego dzieckiem jest wszystko w porządku – zaznacza Sajewicz-Radtke.

Błąd systemu

I tu wracamy do problemu z systemem. - Uwielbiam pracować z takimi dziećmi, one są niesamowite i trzeba je integrować ze społeczeństwem, ale system jest chory – stwierdza Magdalena. Podobnie uważa psycholożka z Gdańska. -  Nauczyciel w Polsce ma kompetencje do tego, żeby pracować z takimi uczniami, ale system na to nie jest gotowy. Pomysł edukacji włączającej wygląda wspaniale, ale na papierze – zaznacza. Bo w praktyce wygląda to tak jak np. w SP nr 70 w Łodzi, gdzie jest dwójka dzieci w spektrum, jedno z afazją i kilkadziesiąt z opiniami o dysleksji czy dysgrafii. - Muszą one mieć dostosowane wymagania, warunki pracy. Grupa, która powinna być objęta dodatkowym wsparciem, powiększa się – przyznaje Bogumiła Cichacz, dyrektorka szkoły.

Stąd, jak mówi psycholożka, w pewnym momencie nauczyciel, który ma nauczyć dzieci wzoru skróconego mnożenia, na lekcji w jednej klasie ma uczniów, dla których nie jest to żadnym wyzwaniem, uczniów, którzy nie wiedzą za bardzo, o czym mowa i takich, którzy właściwie powinny realizować program niższej klasy. - Współczuję tym nauczycielom – stwierdza Magdalena i podaje pierwszy z brzegu błąd systemu.

Z rozporządzenia wynika, że dziecku np. w spektrum autyzmu, z niepełnosprawnością ruchową oraz z niepełnosprawnościami sprzężonymi przysługuje nauczyciel wspomagający. Inne trudności, zaburzenia? Jest taka możliwość, ale jeśli są na to pieniądze. - Czasami dziecko z niedosłuchem albo z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim bardziej potrzebuje takiego nauczyciela niż to w spektrum, ale go nie dostanie – mówi Magda i kontynuuje: - Z kolei dziecku w spektrum bardziej by się przydały zajęcia indywidualne. W zamian za to dostaje nauczyciela wspomagającego, którego czasami się wstydzi, bo czuje się naznaczony i nie podejdzie do niego – z takimi sytuacjami spotkała się nieraz.

Według Sajewicz-Radtke przede wszystkim należałoby zacząć od zadbania o zorganizowania realnego wsparcia dla nauczycieli, a także od psychoedukacji rodziców. - Niestety, czasami można odnieść wrażenie, że niektórzy zrzekają się odpowiedzialności za wychowanie swoich dzieci, że poczuli się zwolnieni z zaangażowania w ich rozwój i przerzucają odpowiedzialność za wsparcie swoich dzieci na placówki systemowe – mówi.

Dlatego jej zdaniem trzeba zwiększyć nakłady na psychoedukację rodziców i na kampanie, które zwiększałyby świadomość na temat nie tylko istnienia zaburzeń, chorób psychicznych, trudności rozwojowych, ale też które koncentrowałyby się na wyposażaniu rodziców w kompetencje, które pozwoliłyby im cieszyć się mądrym rodzicielstwem. - Wychowanie dziecka z trudnościami to wyzwanie, do którego potrzebna jest cała wioska. Musimy działać jak dobrze naoliwiona maszyna. Przecież wszyscy - nauczyciele, rodzice, psycholodzy, pedagodzy, logopedzi - gramy w jednej drużynie, gdzie wygraną jest zdrowy i dobrze funkcjonujący człowiek – mówi.

Co dla ucznia najzdolniejszego

Jest to tym bardziej konieczne, że - jak przewidują specjaliści - wszelkich trudności i to niejednoznacznych będzie przybywać. - Cywilizacja, przebodźcowanie dzieci – wylicza krótko Magdalena. - U wielu można stwierdzić autyzm wtórny spowodowany za dużą ilością elektroniki. Od małego dostają świecące, grające zabawki, do tego w tle gra telewizor, a obok mama i tata siedzą z telefonami – mówi pedagożka. - Spójrzmy chociażby na liczne środowiskowe czynniki ryzyka wystąpienia ASD np. wiek matki i ojca, powikłania okołoporodowe, wcześniactwo, ale też cukrzyca matki w ciąży, otyłość w ciąży – wylicza z kolei Sajewicz-Radtke. Są to czynniki ryzyka wystąpienia zaburzeń autystycznych, stąd zdaniem ekspertki statystyki odnośnie spektrum autyzmu będą jeszcze rosły.

Co za tym idzie, jak przewidują specjaliści, neurotypowe dzieci będą wyjątkiem wśród neuroatypowych. - O dzieci, które nie mają żadnych orzeczeń i opinii, będzie się mniej dbało, bo wszystkie siły przerzucimy na te z orzeczeniami i opiniami – nie ukrywa Magdalena. Dyrektorka warszawskiej podstawówki już może podać podobny przykład: - Nauczyciel wspomagający tłumaczy coś dziecku na głos. Innym dzieciom to przeszkadza, rodzice prosili, żeby coś z tym zrobić, ale nie jestem w stanie – przyznaje.

Najgorzej będą miały jednak te najzdolniejsze. - Będą musiały sobie jakoś radzić i sobie poradzą. Ale boję się, że zamiast je wydobywać, na nich budować nasz świat i wykorzystywać ich potencjał, będziemy mierzyć do dołu zamiast do góry – stwierdza Magdalena.

Źródło: Radio ZET

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Zastępczyni redaktorki naczelnej RadioZET.pl, szefowa newsroomu, koordynatorka sekcji publicystycznej. Dziennikarka i teatrolożka (z wykształcenia i zamiłowania). Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. W RadioZET.pl od sierpnia 2021. Wcześniej pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady. Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl.

logo Tu się dzieje