Populacja dzików w Polsce drastycznie spadła. Dlaczego widzimy je w miastach?

2 min. czytania
26.03.2026 15:06
Obserwuj nas na Google

Dziki opanowują polskie miasta, choć w lasach jest ich najmniej od lat. Dlaczego zwierzęta ryzykują spotkanie z tramwajem w Warszawie czy spacer głównymi arteriami Krakowa? Odpowiedź kryje się m.in. w rygorystycznych przepisach o ASF i instynkcie przetrwania. Sprawdziliśmy, dlaczego dzik stał się „miejskim uchodźcą”.

Dzik z młodymi w mieście. Warszawa, Bielany
fot. Artur Zawadzki/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego dziki coraz częściej pojawiają się w miastach.
  • Jak odstrzał wpłynął na populację dzików w Polsce.
  • Co utrudnia relokację dzików z terenów miejskich.
  • Jak dziki wpływają na ekosystem leśny.

W Polsce ubyło 200 tys. dzików. Z czego wynika problem ze zwierzętami w miastach?

Mieszkańcy dużych miast coraz częściej widzą  dziki. Zwierzęta podchodzą do placów zabaw, przystanków autobusowych czy wiat śmietnikowych. Nagrania ze spotkań z nimi regularnie pojawiają się w mediach społecznościowych i generują spore zasięgi. Przykładem może być Warszawa, gdzie stado wtargnęło na torowisko i zablokowało przejazd tramwaju. W Krakowie z kolei samotny dzik spacerował między samochodami na jednej z głównych arterii miasta. 

Fakt, że dziki coraz częściej pojawiają się w miastach, prowadzi wiele osób do - jak się okazuje błędnych - wniosków, że zwierząt jest coraz więcej, przez co przemieszczają się z lasów na tereny zamieszkane przez człowieka. Liczby są jednak bezwzględne. W 2016 roku w Polsce było 260 tysięcy dzików, dziś o 200 tys. mniej. Do spadku liczebności populacji przyczynił się głównie odstrzał. 

Dziki są niezbędne w lasach

Dzików zaczyna brakować w lasach, a to niesie poważne konsekwencje dla ekosystemu. W rozmowie z Radiem ZET mówił o tym wiceminister środowiska Mikołaj Dorożała. - Dzika w Polsce jest dzisiaj 4,5 razy mniej niż jeszcze 10 lat temu. Mieszkańcy wielu miast mogą więc zastanawiać się, co się dzieje, bo zwierzęta pojawiają się w Gdyni na plaży, w Warszawie, czy Krakowie - powiedział. 

Redakcja poleca

- To wynika z kilku kluczowych elementów. Po pierwsze przez lata trwa dosyć intensywny odstrzał dzika. W tym odstrzały sanitarne z uwagi na epidemię ASF-u. To powoduje, że zwierzęta uciekają. Szukają też miejsc, gdzie mają dostęp do pokarmu. To są bardzo inteligentne stworzenia i dlatego w miastach jest ich więcej - mówił. 

"Powinniśmy szukać możliwości relokacji dzików"

Problem leży również w tym, że dzika, który pojawia się w obszarach miejskich czy np. przy placach zabaw, nie można po prostu złapać i przewieźć do lasu. Jedyną opcją jest jego uśmiercenie. - To wynika z ustawy o ASF, która oczywiście jest potrzebna i istotna, natomiast nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której wybijemy wszystkie dziki w Polsce - powiedział Dorożała. 

- W kontekście całej bioróżnorodności dzik jest bardzo ważnym ogniwem łańcucha pokarmowego dla wilków czy niedźwiedzi. Dzików brakuje na przykład w Bieszczadach, więc tu jednym z rozwiązań byłaby właśnie relokacja, jednak to jest pytanie do Ministerstwa Rolnictwa o wypracowanie przepisów i stworzenie jakiejkolwiek perspektywy. To oczywiście trzeba zrobić z głową - ocenił. 

- Ja uważam, że w miastach powinien funkcjonować system, który da perspektywy na relokacje i jakieś bardziej humanitarne sposoby walki z tymi najbardziej problematycznymi osobnikami - dodał.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET