`

"Powiedział mojej mamie, że zginęłam". Dziewczyna Łukasza Ż. przerywa milczenie

3 min. czytania
15.11.2024 09:06
Obserwuj nas na Google

Paulina K., która podróżowała samochodem z Łukaszem Ż. w momencie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej przerwała milczenie. - Byłam dla nich nikim, zwykłym śmieciem - mówi kobieta. Ż. jest już w Polsce, w piątek ma się odbyć jego przesłuchanie - wówczas najpewniej usłyszy też zarzuty.

Wypadek na Trasie Łazienkowskie
fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.pl, Facebook
  • Paulina K., która podróżowała z Łukaszem Ż. w momencie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej przerwała milczenie
  • Kobieta opowiedziała o wypadku i o tym, jak znajomi Ż. mieli planować oskarżenie jej o spowodowanie tragedii, w której zginął 37-letni mężczyzna, a jego żona i dzieci trafiły do szpitala
  • Łukasz Ż. został przekazany Polsce w ramach procedury ekstradycyjnej. W piątek 15 listopada prokuratura planuje jego przesłuchanie

Dziewczyna Łukasza Ż. przerywa milczenie

Po dwóch miesiącach od dramatycznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej Paulina K., dziewczyna Łukasza Ż., zdecydowała się przerwać milczenie. W rozmowie opublikowanej w serwisie YouTube kobieta relacjonuje, że z Ż. zaczęła się spotykać w połowie sierpnia, a więc około miesiąc przed tragedią. - Wobec mnie był w porządku i tak samo zachowywał się wobec moich bliskich, a teraz okazuje się, że go nie znałam - mówi. 

Paulina K. odniosła w wypadku poważne obrażenia. Z medialnych doniesień dowiedzieliśmy się, że znajomi Ż. mogli planować zrzucenie na nią winy za wypadek. Niektóre relacje sugerują, że specjalnie utrudniali świadkom udzielanie jej pomocy, by oskarżyć ją po śmierci. - Naprawdę, gdy o tym usłyszałam, nie dowierzałam. Dla nich byłam nikim, zwykłym śmieciem, który podróżował samochodem - mówiła kobieta.

"Łukasz powiedział mojej mamie, że zginęłam"

K. dodaje, że już po ucieczce z miejsca zdarzenia Łukasz Ż. miał zadzwonić do jej mamy i powiedzieć, że Paulina nie żyje. - On faktycznie mógł w to uwierzyć. Sugerował to mój stan - powiedziała. Jednocześnie kobieta mówi, że nie pamięta tragicznych wydarzeń. - Nie pamiętam, kto gdzie siedział i z kim wchodziłam do auta. Świadomość odzyskałam dopiero po wybudzeniu się ze śpiączki. - Obudziłam się w wielkim strachu. Pielęgniarki nie mogły mnie uspokoić. Związali mnie. Podczas śpiączki miałam ciągle dziwne sny, jakby ciągle odgrywała się ta scena powiązana z wypadkiem - relacjonuje.

Redakcja poleca

Paulina, jak wynika z jej relacji, przeszła po wypadku siedmiogodzinną operację. - Miałam złamane oczodoły i całą szczękę wklęśniętą do tyłu. Oprócz tego krwiak wewnątrzczaszkowy. Czeka mnie jeszcze operacja nosa, plastyka dziąseł - wylicza. Mówi też o szkodach psychicznych: - Nie mogę zbyt długo przebywać sama, bo mam ataki paniki. Cały czas jest przy mnie mama, rodzina i najbliższe przyjaciółki. 

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. W piątek przesłuchanie Łukasza Ż.

Przypomnijmy, że do tragicznego wypadku doszło we wrześniu. W zderzeniu zginął 37-letni mężczyzna, który wraz z rodziną wracał do domu. Jego żona i dzieci trafiły do szpitala. Łukasz Ż. - podejrzewany o spowodowanie wypadku - zbiegł z miejsca zdarzenia. Po kilku dniach został zatrzymany w Niemczech. 

W czwartek 14 listopada Ż. trafił do Polski po tym, jak niemiecki sąd wydał zgodę na ekstradycję w ramach procedury ENA. W piątek około południa ma się odbyć jego przesłuchanie w prokuraturze - wówczas najpewniej usłyszy też zarzuty. Łukasz Ż. był wielokrotnie karany za jazdę pod wpływem alkoholu, kilkakrotnie za jazdę bez uprawnień, za oszustwa i posiadanie narkotyków. W ubiegłym roku sąd zakazał mu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Odsiedział 11 miesięcy (od 2 października 2021 r. do 27 sierpnia 2022 r.).

Źródło: Radio ZET/"Fakt"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET