Neonaziści w urzędzie miasta w Poznaniu. Doszło do awantury z mediami i strażą miejską
Afera w urzędzie miasta w Poznaniu. W budynku pojawili się neonaziści. Mieli spotkać się ws. neonazistowskiego zgromadzenia z dyrektorem gabinetu prezydenta. Na miejscu pojawili się też dziennikarze, a straż miejska wezwała policję.
Neonaziści w urzędzie miasta w Poznaniu
We wtorek (20.08) w urzędzie miasta w Poznaniu doszło do awantury. W budynku pojawili się neonaziści, którzy mieli umówione spotkanie z dyrektorem gabinetu prezydenta Poznania Patrykiem Pawełczakiem. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", chcieli się oni dowiedzieć, dlaczego prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak nie objął honorowym patronatem neonazistowskiego zgromadzenia, które oficjalnie miało dotyczyć święta nacjonalizmu. W budynku pojawili się też dziennikarze.
Neonaziści mieli na sobie białe koszulki z krzyżami celtyckimi, które stanowią symbol dominacji białej rasy. Na ubraniach pojawił się też krzyż żelazny, który był odznaczeniem Wehrmachtu oraz liczba 1488 - tutaj dwie ósemki to zakamuflowane pozdrowienie dla Adolfa Hitlera. Mężczyźni mieli ze sobą również biało-czerwone flagi z krzyżem celtyckim oraz biało-czerwone opaski na ramię z tym samym symbolem.
Awantura w urzędzie miasta. Interweniowała straż miejska i policja
Finalnie spotkanie z Pawełczakiem bardzo szybko się zakończyło, ponieważ dyrektor gabinetu prezydenta Poznania odmówił rozmowy z neonazistami oraz poinformował ich, że zawiadomi prokuraturę o propagowaniu nazizmu i znieważeniu flagi narodowej. W trakcie wizyty w urzędzie miasta interweniowała straż miejska. Strażnicy mieli wypraszać dziennikarzy, którzy dokumentowali wizytę neonazistów.
Mężczyźni w białych koszulkach z krzyżami celtyckimi po nieudanym spotkaniu z dyrektorem gabinetu prezydenta postanowili złożyć skargę. Po tym nie opuścili budynku i domagali się przyjęcia skargi na strażników miejskich - relacjonuje "Gazeta Wyborcza". W trakcie tych wydarzeń dziennikarze zadawali pytania 49-letniemu Tomaszowi K. o jego fascynację Hitlerem, ale ten milczał. Dopiero nazwanie go neonazistą rozzłościło go i w kierunku mediów zaczęły padać obelgi.
Wówczas strażnicy miejscy mieli zażądać od dziennikarzy opuszczenia urzędu, ale ci odmówili. Po kilku słownych przepychankach straż miejska postanowiła wezwać patrol policji. Funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie, że w urzędzie miasta miało dojść do awantury, a straż miejska prosi o pomoc. Mł. insp. Andrzej Borowiak w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przekazał, że policjanci dowiedzieli się od strażniczki miejskiej, że dziennikarze mieli naruszyć strefę bezpieczeństwa w urzędzie. Wcześniej media dostały zgodę gabinetu prezydenta na wejście do urzędu miasta.
Do sprawy odniosła się również poznańska straż miejska. W przesłanym do "Gazety Wyborczej" oświadczeniu strażnicy zaznaczyli, że policja została wezwana "w związku z możliwością eskalacji zakłócania porządku w budynku przez osoby, które przybyły do urzędu". W dalszej części zaznaczono, że "strażnicy wydali polecenie opuszczenia budynku urzędu miasta wszystkim osobom, które przybyły na spotkanie zaraz po jego zakończeniu".
Zakazany marsz odbył się w Poznaniu
W czwartek (08.08) w Poznaniu miał odbyć się marsz narodowców, na który początkowo wyraził zgodę urząd miasta. Po doniesieniach medialnych zgoda została jednak wycofana, a sprawa trafiła do sądu. Dzień przed planowanym wydarzeniem na profilu Jacka Jaśkowiaka w mediach społecznościowych pojawił się wpis. "Marsz narodowców w Poznaniu się nie odbędzie. Sądy utrzymały decyzję urzędu zakazującą tego wydarzenia. To bardzo istotne, bo nie może być zgody na gloryfikowanie faszyzmu i rasizmu, szczególnie w kontekście ogromu cierpień i szkód, które te idee spowodowały, także dla Polski" - napisał prezydent.
W jednym z komentarzy pod swoim wpisem Jaśkowiak dodał, że podczas weryfikacji wniosku "urzędnicy sprawdzili złożone pisma, ale nie sprawdzali już profilu Facebook i głoszonych tam oraz w internecie treści". "Moim zdaniem te głoszone treści pozwalają na złożenie wniosku o delegalizację tej organizacji. Jesteśmy w trakcie analizy i jeżeli prawnicy UM będą zgodni z moją opinią, to podejmiemy działania zmierzające do delegalizacji organizacji wnioskującej o marsz 8 sierpnia" - dodał. Ostatecznie skromny marsz mimo zakazu przeszedł jedną z ulic Poznania.
Sprawę bada prokuratura
Po przemarszu doniesienie do prokuratury skierowała europosłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus. Polityk zaznaczyła w zawiadomieniu, że złożyła je "w związku z jawnym propagowaniem symboli faszystowskich w przestrzeni publicznej". Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak przekazał w środę PAP, że śledczy wszczęli postępowanie ws. przemarszu. Śledztwo jest prowadzone pod kątem przepisów mówiących o publicznym propagowaniu ideologii totalitarnych.
- Policja przedstawiła nam materiały m.in. z przemarszu z 8 sierpnia. Zajmujemy się tym i musimy ocenić, czy rzeczywiście doszło do zrealizowania znamion tego przestępstwa - powiedział prokurator. Po wtorkowych (21.08) wydarzeniach z urzędu miasta prokuratura zbada też ten wątek. Za publiczne propagowanie ideologii totalitarnych, np. komunizmu czy nazizmu, zgodnie z Kodeksem karnym grozi do trzech lat więzienia.
Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET