`

Praca kuriera w „paczkowym szczycie”. Wyruszyliśmy w trasę z jednym z nich

9 min. czytania
17.12.2024 06:02
Obserwuj nas na Google

W bagażniku nie brakuje pakunków mniejszych niż dłoń, chociaż w rogu ląduje 40-kilogramowa paczka z zimowymi oponami. - Jeden z pracowników po kilku miesiącach pracy stracił 30 kilogramów. Sprawność fizyczna w tym fachu to podstawa. I asertywność – wylicza Daniel, który od 12 lat pracuje jako kurier.

Kurier
fot. Filip Naumienko/REPORTER

– Dziś mamy do dostarczenia 190 paczek – Daniel wita mnie w żołnierskich słowach. Jest 6 grudnia, godz. 9. Będziemy dostarczać przesyłki w mikołajki.

Listopad i początek grudnia kurierzy nazywają „paczkowym szczytem”. Postanowiłam zobaczyć na własne oczy, jak wtedy wygląda ich praca. Z Danielem, który od 12 lat współpracuje z jedną z największych firm kurierskich w Polsce, spędziłam cały dzień, rozwożąc zamówienia.

Komu opony zimowe

Spotykamy się pod Krakowem niedaleko magazynu, z którego kurierzy codziennie odbierają paczki. To właśnie do niego co rano wielkimi tirami przyjeżdżają zamówienia klientów. Chociaż region składa się głównie z niedużych miejscowości i wsi południowej Polski, paczek jest imponująco dużo – dzień w dzień to około 20 tysięcy pakunków. Biorąc pod uwagę to, że nieopodal znajdują się tak samo obszerne magazyny innych firm kurierskich, nietrudno jest wyciągnąć wniosek: branża kwitnie.

Światło na hali pali się właściwie cały czas. - Magazynierzy zaczynają pracę już o godz. 3. To oni przyjmują przywożone samochodami ciężarowymi przesyłki i segregują je dla nas. Kończą ok. godz. 9 - opowiada Daniel. Pod koniec tygodnia praca idzie szybciej. Dziś (piątek) ostatni samochód przyjechał do magazynu ok. 8.30. - Był załadowany tylko w około 30 proc., więc magazynierzy uporali się z nim w 10 minut – mówi z zadowoleniem.

Kurierzy już wcześniej otrzymali informację o tym, kiedy do magazynu dojedzie ostatnia ciężarówka i ile łącznie paczek zostanie dowiezionych. To ważne, bo na podstawie tego można oszacować, jak pracowite będą następne godziny. - Ok. 15 powinniśmy „zamknąć dzień” – przewiduje Daniel, patrząc na naszą dzisiejszą rozpiskę. Nie ma stałej pory, o której kurierzy muszą stawić się na miejscu, ale Daniel najczęściej jest przed godziną 8. Swój rejon zna doskonale. To ułatwia mu pracę. Nowi pracownicy przychodzą do magazynu nawet przed godziną 6.

W pierwszej kolejności podjeżdżamy pod bramy magazynowe i załadowujemy przesyłki do samochodów. Każdy ma swoją technikę ładowania paczek. Daniel dostarcza zamówienia do mieszkańców trzech miejscowości. Przesyłki układa więc zgodnie z trasą. Na tył bagażnika sprawnie wrzuca pakunki, które rozda w ostatniej miejscowości. Tuż przy drzwiach zostawia miejsce na paczki mieszkańców pierwszej wsi. Środek bagażnika jest zarezerwowany dla klientów z drugiej miejscowości. Nie brakuje paczek mniejszych niż dłoń, ale w rogu pojazdu dostrzegam ogromną pakę z zimowymi oponami. Waży ponad 40 kilogramów. Ładowanie paczek przebiega w niemal zupełnej ciszy. Nie ma miejsca na żarty i rozkojarzenie, wszystko musi się zgadzać w systemie. Każdemu kurierowi zależy na tym, by jak najszybciej ruszyć w drogę.

Redakcja poleca

Kilka minut opóźnienia, godzina pracy więcej

Ok. godz. 9 wsiadam do załadowanego po brzegi samochodu dostawczego. Opróżnienie go z paczek wydaje mi się niemożliwe przed godziną 15. Nawet na siedzeniu obok mnie czekają już pakunki. Zostaną one dostarczone w pierwszej kolejności. Jeden z nich obklejony jest taśmą z napisem: „ZABAWKI”. Na drugim widnieje duże logo popularnej firmy biżuteryjnej.

- Kurierzy, którzy jeszcze nie znają swoich rejonów, używają specjalnych urządzeń, które nieco ułatwiają im pracę. Przed wyjazdem z magazynu wklepują adresy z przesyłek w system. Narzędzie zbiera lokalizacje i pokazuje najwygodniejsze i najszybsze trasy – wyjaśnia Daniel, ruszając. Urządzenia nie włącza. Z uśmiechem wyjaśnia, że „starzy wyjadacze” jak on rzadko korzystają z tego systemu. I bez niego wiedzą, gdzie mieszkają poszczególni klienci. Nazwiska sprawnie łączą z numerami domów, a nawet zawodami. Lata doświadczeń.

Po 10 minutach jesteśmy u pierwszego klienta. To lokalna firma. Daniel zostawia tu cztery paczki. W największej z powodzeniem zmieściłby się telewizor kineskopowy. Najmniejsze pudełko jest zdecydowanie lżejsze, ale nieporęczne – płaskie i podłużne. Daniel układa jeden pakunek na drugim. Na szczęście jednocześnie z budynku wychodzi pracownik firmy i chwyta za paczki. Panowie mówią sobie „dzień dobry” i życzą "miłego dnia". Daniel zostawia ostatni karton tuż przy drzwiach, pospiesznie wychodzi i już jedziemy dalej. Po kilku minutach znowu się zatrzymujemy. Daniel błyskawicznie wysiada z auta i jeszcze szybciej do niego wsiada.

- W tym zawodzie każda minuta jest cenna. Godziny pracy nie są normowane, więc od sprawności kuriera zależy to, o której skończy danego dnia. Gdy ma się do rozdania 190 paczek, pojedyncze minuty opóźnienia potrafią wydłużyć pracę nawet o godzinę, dwie – wylicza. Daniel codziennie pokonuje około 80 kilometrów. Podkreśla, że to niewiele, ale jego trasa jest gęsto zaludniona. To głównie domy jednorodzinne, chociaż zdarzają się także mniejsze firmy, w których zostawia się kilka paczek naraz – jak w przypadku pierwszego adresu. To duże ułatwienie.

Redakcja poleca

By dostarczyć następną paczkę, jedziemy wyjątkowo krętą drogą. Niewprawiony kierowca mógłby mieć problem z tą trasą, ale zaledwie po kilkunastu minutach jesteśmy już na miejscu. Daniel parkuje samochód na żwirowej drodze obok budynku. Znalezienie odpowiedniej przesyłki zajmuje mu kilka sekund. Puka do drzwi i podaje paczkę drobnej kobiecie. Przez okno wygląda kilkuletnia dziewczynka. Pada szybkie „dzień dobry”, „do widzenia” i dalej w drogę. Tępo wydaje mi się zabójcze.

Pandemia zmieniła wszystko

Gdy wsiadamy do auta, w radiu rozbrzmiewa „Merry Christmas Everyone” Shakin’a Stevensa. - Zawsze „szczyt paczkowy” trwał od początku listopada. W ostatnich latach świąteczny szał zaczyna się już w październiku. Polacy kupują prezenty z coraz większym wyprzedzeniem – zauważa Daniel, nie odrywając wzroku od drogi. Dla przykładu opowiada: – Pamiętam, jak w pierwszej połowie października dostarczyłem paczkę do stałej klientki, a ona dziękując, dodała, że to już prezent od św. Mikołaja – wspomina. Z podobnymi komentarzami spotkał się w tym roku w październiku jeszcze kilka razy.

Bywa, że w sezonie świątecznym jeden kurier ma do dostarczenia nawet 250 paczek. – To dużo? – zastanawiam się. Stali pracownicy są do tego przyzwyczajeni, ale nowe osoby czasami czują się przytłoczone nawałem pracy i rezygnują. Ci, którzy pokonają pierwsze miesiące, zostają w branży.

Latem trasa jest o wiele wygodniejsza ze względu na przyjemną pogodę, brak śniegu i oblodzenia na drogach. Koła aut nie buksują w zaspach, ale są też minusy. Kurierzy muszą więcej dźwigać, bo klienci zamawiają baseny, zjeżdżalnie wodne, meble ogrodowe, trampoliny. - Parę lat temu powiedziałbym, że w listopadzie i w grudniu jest o około 30-40 proc. pracy więcej niż w lipcu czy w sierpniu, ale pandemia zmieniła wszystko - stwierdza Daniel.

Gdy zamknięto sklepy i galerie handlowe, nigdy wcześniej nie miał tyle pracy. W covidowym boomie padł też jego rekord. – Udało mi się wtedy dostarczyć ponad 300 paczek w jeden dzień – wspomina. Stwierdza, że kurierzy, którzy przeżyli pierwsze miesiące pandemii, nie boją się nawet okresów przedświątecznych. Widzieli już wszystko. Dziś, po zniesieniu covidowych restrykcji, liczba paczek nieznacznie spadła, jednak nie wróciła do poziomu sprzed pandemii.

Daniel uważa, że lockdown na stałe zmienił przyzwyczajenia zakupowe Polaków. – Do niektórych dzisiejszych stałych klientów przed pandemią dostarczałem paczki sporadycznie. Teraz odzwyczaili się oni od wychodzenia do sklepów, więc kupują wszystko w internecie – cytuje klientów Daniel, co chwilę parkując pod kolejnym domem. Jeśli chodzi o rozkład tygodnia, w pracy kuriera najbardziej intensywne są wtorki i środy. Wtedy do magazynów spływają weekendowe zamówienia, a ciężarówki, które przywożą je na magazyn, wypełnione są po brzegi.

Kto bierze ślub, kto rozwód

Jesteśmy w trasie już trzy godziny. Sterta paczek nieustannie się kurczy. Trzaskają drzwi bagażnika, a mój rozmówca biega od progu do progu, skrupulatnie załatwiając przy tym formalności. Zanim wyda paczkę adresatowi, musi zeskanować jej kod kreskowy, oznaczyć zamówienie jako dostarczone, a potem poprosić klienta o złożenie podpisu na niewielkim ekranie. Urządzenie przypominające smartfona pokazuje, jaki procent pakunków przydzielonych na dzisiejszy dzień znalazł się już u adresatów.

Redakcja poleca

O godz. 12 sprawdzamy tzw. skuteczność. Połowa pracy za nami. Wynik według mnie jest bardzo dobry, ale mój rozmówca nie jest w pełni zadowolony. Myślał, że idzie nam trochę lepiej. Zadowalająca o tej porze byłaby ponad 60 proc. skuteczność. Daniel zaznacza jednak, że w tym przypadku nie ma reguły, każdy dzień jest inny.

Plusem jest to, że każdy kurier ma swój stały rewir. Wpływa to korzystnie na relacje z klientami. O mieszkańcach swojego rejonu, chcą nie chcąc, wie bardzo dużo. Ludzie chętnie zatrzymują się w drzwiach i opowiadają o życiu dzieci, wnuków. Plotkują o sąsiadach. Daniel dzięki temu wie, kto w danej miejscowości bierze ślub, kto się rozwodzi. - O tu np. mieszka szwagier mężczyzny, którego właśnie mijaliśmy - wskazuje na dom, który widać przez boczną szybę.

Gdy dojeżdżamy do jednej z lokalnych firm, na Daniela czeka upominek z okazji mikołajek. To słodycze z dopiskiem: „Dla najgrzeczniejszego kuriera”. Klienci przeważnie witają nas uśmiechami. Grzecznie pytają o to, czy coś dziś dla nich mamy. Przyznaję, że nie tak wyobrażałam sobie naszą wspólną przejażdżkę. W życiu nie widziałam tyle uprzejmości. Klienci traktują Daniela jak miejscowego. Sytuacje, gdy klienci mają do niego niesłuszne pretensje, przytrafiają mu się rzadko. - Czasami te same osoby dzwonią kilka razy w ciągu dnia, by dopytać, kiedy będzie paczka. Bywa to denerwujące, ale można się przyzwyczaić – stwierdza Daniel. Nie ukrywa, że lubi swoją pracę właśnie ze względu na kontakt z ludźmi. Chociaż jego zdaniem w tym zawodzie podstawą jest asertywność.

- Zdarzają się sytuacje, w których klient dzwoni i prosi, by podjechać z paczką w konkretne miejsce. Tłumaczy, że to blisko, dosłownie kilka minut. Innym razem prosi, żebym zaczekał pod domem, bo jest w pobliżu. Jeśli zgodzimy się na taki układ raz, podobne sytuacje będą się powtarzać. Każdy dodatkowy dojazd to strata kolejnych 5-10 minut. Wszystkich próśb nie da się spełniać, bo trzeba byłoby codziennie pracować do nocy – tłumaczy. Czasami „idzie na rękę” klientom, ale priorytetem dla niego zawsze jest trzymanie się ustalonej, znanej trasy.

Zegar tyka. Jaka skuteczność?

Telefonów od klientów, podobnie zresztą jak zamówień, najwięcej jest na przełomie listopada i grudnia, gdy do magazynów spływają zamówienia świąteczne i okazje złowione przez internautów w czasie wyprzedaży na Black Friday. – Czy tuż przed świętami sytuacja się uspokaja? – pytam, pamiętając o tym, że w tym roku Boże Narodzenie poprzedza weekend. - Kurierzy dyżurujący w sobotę, 21 grudnia, mogą mieć jeszcze sporo pracy. Wtedy najprawdopodobniej do doręczenia będą ostatnie prezenty, ale poniedziałek przed Wigilią będzie spokojny – podejrzewa Daniel.

Tuż przed świętami ludzie nie czekają już na prezenty. Przesyłki to głównie przedmioty, które internauci zamówili dla siebie, a nie z myślą o świętach. Większość klientów nie liczy na to, że paczka, którą zamówili 22 grudnia, dotrze do nich 24 grudnia. – Gdy w Wigilię widzą mnie w drzwiach, z zaskoczeniem pytają: „To pan dziś jeszcze pracuje?” – mówi Daniel. Na kurierów, którym uda się przetrwać świąteczny chaos, czeka „nagroda” – spokojniejszy czas pomiędzy świętami a sylwestrem. – Oczywiście paczek nie brakuje, ale nie czekają na nas jakieś gigantyczne sterty przesyłek do natychmiastowego doręczenia. Można odetchnąć. Jest czas na to, by wpaść w rytm i się rozruszać – opowiada Daniel.

O godz. 14 znów sprawdzamy tzw. skuteczność. Do doręczenia zostało nam jeszcze 30 przesyłek. To sporo, więc tempo trzeba podkręcić. Zatrzymujemy się mniej więcej co kilka minut. Sprawność fizyczna w tej pracy to podstawa. Daniel mimo ciągłego wchodzenie i wychodzenia z samochodu, biegania po schodach z paczkami – czasami ważącymi kilkadziesiąt kilogramów – nie wygląda na zmęczonego. Regularnie trenuje, stąd kondycja. Chociaż, jak opowiada, jeden z pracowników po kilku miesiącach w tym fachu stracił 30 kilogramów.

Kurier musi też mieć podzielną uwagę. Daniel bez trudu pokonuje nierówne i pełne ostrych zakrętów wiejskie dróżki. Jednocześnie kontroluje urządzenie, którym skanuje paczki. Gdy się zatrzymuje, jedną ręką szuka w bagażniku przesyłki, a drugą odbiera telefony klientów. - Chwila rozkojarzenia i człowiek traci czas – wyjaśnia. Do kurierów w każdej chwili może też dotrzeć powiadomienie, że dostarczenie którejś z paczek zostało przesunięte na kolejny dzień roboczy. Jeśli kurier nie zauważy takiej wiadomości, niepotrzebnie pojedzie z paczką pod dany adres. Taka sytuacja będzie kosztować go kilka cennych minut.

Byle do punktu zero

Jedną z ostatnich przesyłek musimy dostarczyć wyjątkowo daleko. Dzwonimy, by dowiedzieć się, czy adresat jest w domu i na pewno odbierze paczkę. W przeciwnym razie na próżno pokonywalibyśmy długi odcinek. W słuchawce słyszymy jedynie sygnał, jednak po chwili mężczyzna odbiera telefon. „Dzień dobry, zapraszam, czekam na pana już od rana” – odpowiada staruszek wesołym głosem. Krętą drogą jedziemy na miejsce. - Gdy zaczynałem, wyglądało to zupełnie inaczej – tłumaczy mi Daniel już w drodze powrotnej do magazynu. – Nie mieliśmy do dyspozycji urządzeń z GPS-em. Musieliśmy zatrzymywać się i pytać o drogę mieszkańców – wspomina. Przesyłek do dostarczenia było jednak dużo mniej. Teraz w jego firmie z roku na rok pracowników jest coraz więcej. Rejony stale się zmniejszają, bo paczek i pracy przybywa w niewiarygodnym tempie.

Bagażnik, który jeszcze rano prawie się nie domykał, jest właściwie pusty. Po rozwiezieniu wszystkich paczek trzeba dopełnić formalności i wrócić do tzw. punktu O, czyli magazynu. Kurierzy w pierwszej kolejności przekazują paczki odebrane od klientów do wysłania. Później jest czas na zdanie paczek, których nie udało się doręczyć – najczęściej przez nieobecność adresata. Te pakunki czekają na swoich dostawców do następnego dnia. Rano są ładowane do samochodów dostawczych w pierwszej kolejności.

Takich paczek zostało nam niewiele, ok. 10. Daniel uprzedzając moje pytanie, mówi, że zwroty zamówień to sytuacje sporadyczne. Częściej od zwrotów do odebrania są paczki nadane przez lokalnych przedsiębiorców. Potem zostaje już tylko się rozliczyć, a więc zostawić w kasie magazynu pieniądze, które klienci przekazali za przesyłki zamówione za pobraniem. O godz. 14:58 Daniel na niewielkim ekranie urządzenia służącego między innymi do skanowania paczek klika „zakończ dzień”. Jutro znów o godz. 8 „otworzy” kolejny.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET