„Rodzice potrafią traktować ratowników jako nianie”. Ratownik mówi, co widzi na plażach

4 min. czytania
06.08.2026 10:44
Obserwuj nas na Google

Ponad 200 interwencji w sezonie, dziesiątki akcji ratowania życia i wciąż tragiczne w skutkach wypadki. Ratownicy wskazują, że większości z nich można byłoby uniknąć. – To nadal zbyt wiele, jednak dane potwierdzają skuteczność rozwijanego systemu bezpieczeństwa wodnego – przekazuje portalowi RadioZET.pl Patryk Wiklak, koordynator z WOPR Województwa Zachodniopomorskiego.

Na plaży z ratownikami w czerwonych strojach, wieżą ratunkową i morzem w tle.
fot. East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie błędy najczęściej prowadzą do interwencji ratowników.
  • Dlaczego część plażowiczów ignoruje zakaz kąpieli.
  • Kto najczęściej potrzebuje pomocy nad wodą.

Coraz mniej utonięć. Wciąż jednak zbyt wiele

Ponad 200 interwencji w ciągu jednego sezonu, dziesiątki akcji ratowania życia i wciąż kilkanaście utonięć. Choć statystyki pokazują, że nad wodą jest bezpieczniej niż jeszcze kilkanaście lat temu, ratownicy nie mają złudzeń – większości tragedii można byłoby uniknąć. Największymi 

Centrum Koordynacji Ratownictwa Wodnego w Szczecinie każdego lata koordynuje średnio ponad 200 zdarzeń na terenie województwa zachodniopomorskiego. W 2023 roku odnotowano 248 zdarzeń, rok później 234, a w sezonie 2025 – 247. Największą grupę stanowią akcje ratowania życia. W zależności od sezonu jest ich od 68 do 79. Ratownicy prowadzą także kilkadziesiąt działań prewencyjnych oraz akcji poszukiwawczych. Długofalowe dane pokazują jednak, że bezpieczeństwo nad wodą stopniowo się poprawia.

– Przed 2010 rokiem na terenie województwa zachodniopomorskiego notowano średnio ponad 40 utonięć rocznie. W kolejnej dekadzie liczba ta spadła do ponad 30 osób rocznie, natomiast po 2020 roku średnia liczba ofiar utonięć w sezonie letnim wynosi ok. 13 osób – przekazuje portalowi RadioZET.pl Patryk Wiklak, koordynator z Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Województwa Zachodniopomorskiego.

Mimo poprawy statystyk ratownicy podkreślają, że każda śmierć nad wodą jest tragedią. – To nadal zbyt wiele, jednak dane potwierdzają skuteczność rozwijanego systemu bezpieczeństwa wodnego – zaznacza Patryk Wiklak.

Jak dodaje, poprawa bezpieczeństwa to efekt współpracy służb ratowniczych, rozwoju infrastruktury oraz działań edukacyjnych prowadzonych przez WOPR.

Redakcja poleca

Te same błędy powtarzają się każdego lata

Ratownicy od lat obserwują, że większość interwencji wynika z tych samych, powtarzających się zachowań plażowiczów. – Korzystanie z falochronów, co prowadzi w pierwszej kolejności do drobnych urazów, wypływanie w głąb wody w pojedynkę, picie alkoholu, co może ograniczyć nasze umiejętności pływackie, czy skupienie na dzieciach – wylicza Patryk Wiklak.

Jednym z najbardziej niebezpiecznych zachowań jest wchodzenie na falochrony. – Wpadnięcie do wody jest prawdopodobne (przeważnie pale są śliskie), starsze budowle hydrotechniczne są porośnięte m.in. muszlami, co w przypadku obijania się o nie ciała będzie powodowało zranienia i utratę siły, a w najbliższym sąsiedztwie falochronów jest zdecydowanie głębiej niż standardowo – mówi.

Ratownik przypomina również o zagrożeniach związanych z upałami. – Wystawianie ciała na słońce, chcemy się pięknie opalić nie myśląc o tym, że możemy się odwodnić, a przede wszystkim sytuacja może zakończyć się udarem cieplnym, która może doprowadzić nawet do utraty świadomości – dodaje.

Alkohol wciąż jest jednym z największych zagrożeń

Mimo licznych kampanii społecznych problem nie znika. – Wielu kąpielowiczów nie słucha apeli i spożywa alkohol zarówno na plażach jak i obiektach wodnych. Jest to problem, który trwa cały czas pomimo wielu informacji i próśb o ograniczenie spożycia – mówi Patryk Wiklak.

Jak podkreśla, konsekwencje bywają tragiczne. – Co oczywiście wiąże się ze zwiększonym ryzkiem złamań i utonięć.

Skali problemu nie da się jednak dokładnie oszacować. – Służby nie są w stanie dokładnie oszacować ilości zgonów osób będących pod wpływem, gdyż przeważnie takie osoby są identyfikowane przez ewentualnych świadków – wyjaśnia.

Zakaz kąpieli? Wielu wybiera wodę tuż obok strzeżonej plaży

Ratownicy zwracają uwagę, że część plażowiczów próbuje omijać zakazy. Gdy na kąpielisku wywieszona jest czerwona flaga, przenoszą się zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej i wchodzą do wody poza obszarem chronionym.

– Z relacji naszych ratowników wiemy (głównie nad morzem), że przez wywieszone czerwone flagi wielu kąpielowiczów wybiera spędzanie czasu bezpośrednio za granicą kąpieliska (bądź jeszcze dalej), co wiąże się podwójnym ryzkiem np. wysoka fala i miejsce bez odpowiedniego zabezpieczania ratowniczego – przekazuje Patryk Wiklak.

To oznacza nie tylko większe zagrożenie związane z warunkami na morzu, ale także wydłuża czas dotarcia ratowników do osób potrzebujących pomocy.

„Rodzice potrafią traktować ratowników jako nianie”

Jednym z największych problemów na plażach pozostaje niewystarczająca opieka nad dziećmi. – Rodzice potrafią traktować ratowników jako „niańki” dla własnych pociech – zwraca uwagę Patryk Wiklak. Jak podkreśla, chwila nieuwagi wystarczy, by rozpoczęły się poszukiwania dziecka.

 – Rzeczywiście często ratownicy na plażach (głównie nadmorskich w gorące dni) sygnalizują sytuacje, kiedy dzieci się gubią. Rodzice potrafią przez krótką chwilę zająć się czymś innym, to wystarczy, żeby zaginęło dziecko – mówi.

Każde takie zgłoszenie uruchamia szeroko zakrojoną akcję ratunkową. – Wiąże się to z uruchamianiem akcji poszukiwawczych na całych plażach, również z przeszukiwaniem dna morskiego, co jest bardzo stresujące zarówno dla rodziców jak i ratowników – dodaje.

Dodatkowym utrudnieniem jest charakterystyczny dla polskich plaż parawaning. – Musimy pamiętać, że nad polskim morzem „parawaning” w bardzo dużym stopniu utrudnia dzieciom (szczególnie małym) możliwość odnalezienia się w rzeczywistości i znalezienia powrotu do rodziców – podkreśla. Jednocześnie ratownicy zauważają pozytywny trend.

– Plusem jest, że zmniejsza się ilość plażowiczów, którzy korzystają z parawanów, co również może wpłynąć na mniejszą liczbę zagubionych dzieci – dodaje.

Kto najczęściej potrzebuje pomocy?

Zdaniem ratowników od lat profil osób wymagających interwencji pozostaje podobny.  – Raczej będzie to dalej mężczyzna w średnim wieku przeceniający swoje umiejętności pływackie, nierzadko słabo pływający (głównie pod kątem profilu osoby tonącej) oraz oczywiście dzieci – podsumowuje Patryk Wiklak.

Ratownicy przypominają, że podstawowe zasady bezpieczeństwa nie zmieniają się od lat. Nie należy wchodzić do wody po alkoholu, trzeba bezwzględnie respektować czerwone flagi, nie przeceniać swoich umiejętności i przez cały czas pilnować dzieci. To właśnie od tych pozornie prostych decyzji najczęściej zależy ludzkie życie.

Źródło: RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET