RCB ostrzegało przed „atakiem z powietrza". „Alert przestał wzbudzać emocje"
„Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce" – taki alert dostali w czwartek mieszkańcy woj. podkarpackiego i lubelskiego. Zawyły tam również syreny alarmowe. – Nikt z mojego otoczenia nie zareagował na ten alarm – mówi w rozmowie z RadioZET.pl pani Natalia, mieszkanka Parczewa (woj. lubelskie).
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak mieszkańcy reagują na alarmy RCB w Lubelskiem i na Podkarpaciu.
- Czy mieszkańcy przywiązują wagę do częstych komunikatów RCB.
- Co mówią mieszkańcy przygranicznych miejscowości o obecnej sytuacji.
Alerty RCB w Lubelskim i na Podkarpaciu. Tak zareagowali mieszkańcy
Dowództwo Operacyjne RSZ poinformowało, że zakończyło się operowanie wojskowego lotnictwa, które było związane z uderzeniami rosyjskich dronów na cele na zachodzie Ukrainy. RCB odwołało alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza wysłane wcześniej do mieszkańców woj. lubelskiego i podkarpackiego.
„UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów" – tak brzmiał komunikat, który otrzymali wcześniej mieszkańcy tych województw. Zawyły również syreny alarmowe. W rozmowie z RadioZET.pl okoliczni mieszkańcy opowiedzieli o tym, co działo się na miejscu.
– W Parczewie zawyły najpierw syreny, a dopiero po około 5-10 minutach przyszedł alert. Nikt z mojego otoczenia nie zareagował na ten alarm. Po prostu go wysłuchaliśmy i czekaliśmy na komunikaty – mówi nam pani Natalia. – Dopiero informacje znalazłam na stronie RCB. Patrząc na ilość i losowość tych komunikatów, przestały one już wzbudzać u mnie jakiekolwiek emocje – dodaje. Dodatkowo, jak twierdzi mieszkanka Parczewa, w niedzielę tylko ona z czteroosobowej rodziny dostała komunikat o zagrożeniu.
„Dostajemy po dwa komunikaty dziennie"
Pani Dorota mieszka w Rzeszowie. – Dostajemy po dwa komunikaty o atakach na Ukrainie dziennie. A kiedy zaczynają wyć syreny alarmowe, w Rzeszowie nie ma żadnego komunikatu i nie wiadomo ani co się dzieje, ani co robić. Jeśli są to szkolenia, to powinny być o tym informacje i powinien być wysyłany alert odpowiednio wcześniej. Jeśli jest to realne zagrożenie, to też powinno być wiadomo, co robić – mówi nam pani Dorota.
Jak twierdzi, nadmierne wysyłanie komunikatów może wpływać negatywnie na zdrowie psychiczne. – Jestem psychologiem, takie akcje szkodzą psychice człowieka i mogą zrobić więcej szkody niż pożytku. Alerty RCB powinny być informacją, co robić i czy zagrożenie jest realne, a nie siać panikę – dodaje mieszkanka Rzeszowa.
Pani Jolanta mieszka w niewielkiej miejscowości przy granicy z Ukrainą. – Na co dzień obserwujemy niezliczoną ilość autokarów ukraińskich wiozących ludność. Dostajemy też alerty, syreny słychać chyba bliżej Hrubieszowa. Ludzie żyją tu zwykłym trybem życia swoimi sprawami i pracami w polu. Oczywiście lęk na pewno jest, ale nikt tego głośno nie wypowiada. Czekamy... – opowiada nam pani Jolanta. – Wojsko również przewija się w dwóch strategicznych miejscach. Ja się nie boję, ale uważam, że każdy powinien zadbać o to, by historia nie zatoczyła koła. Jeśli będzie trzeba bronić własnych granic, rodziny i honoru, zostanę – dodaje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET