Rzeź zwierząt na Dolnym Śląsku. Hodowcy nie śpią po nocach. "Wszędzie mnóstwo krwi"
Rolnicy z Dolnego Śląska są przerażeni. Od maja pojawiają się kolejne informacje o atakach wilków w tym regionie. Sieją postrach koło Kłodzka, w Radochowie - zabiły tam 18 owiec - czy w Jaszkowej Górze. Kolejne ataki odnotowano koło Wałbrzycha w Czarnym Borze. - Lokalni hodowcy, w sytuacji pojawienia się wilków w tym rejonie, winni zastosować właściwe zabezpieczenia - mówi portalowi RadioZET.pl rzeczniczka prasowa RDOŚ we Wrocławiu.
Wilki sieją postrach na Dolnym Śląsku. "Boimy się"
Pod koniec maja wilki zaatakowały w Jaszkowej Górnej obok Kłodzka - zagryzły ok. 30 owiec. To całe stado, jakie posiadał pan Andrzej, tamtejszy rolnik. Okoliczni mieszkańcy zwrócili również uwagę na to, że wilki przestają bać się ludzi. - One się pałętają, wałęsają po wiosce, wychodzą na drogę asfaltową. Te wilki nie reagują już na odstraszanie, wołanie czy jakieś krzyki. One się czują tak swobodnie, tak bezpiecznie [...] - mówił wówczas pan Dariusz, mieszkaniec Jaszkowej Góry w rozmowie z TVP3 Wrocław. - Boimy się o nasze dzieci.
Kolejna rzeź miała miejsce na pastwisku w Radochowie w Kotlinie Kłodzkiej. Tomasz Pawłowski, były żołnierz, hodowca i miłośnik zwierząt zastał tam porażający widok. Wilki rozszarpały czternaście owiec, głównie matek i ciężarnych. - Wszędzie było mnóstwo krwi. To była prawdziwa jatka. Pokaz dla młodych wilków, jak zabijać. Przyszły i mordowały jedną po drugiej. Jestem załamany. Tworzyłem to stado wiele lat z miłością i dużą starannością - powiedział gospodarz w rozmowie z "Gazetą Wrocławską". - Dzisiaj ze stada liczącego kilkadziesiąt sztuk, nie wiem, ile zostanie, ile z nich przeżyje, wiele jest poranionych. Straciłem 15 sztuk.
Hodowcy domagają się zmian
Hodowcy są zrozpaczeni - nawet siatki z prądem, które otaczają pastwiska, nie są w stanie powstrzymać wilków. Inne zabezpieczenia również nic nie dają. Pan Tomasz nie śpi po nocach, na zmianę z sąsiadem pełnią warty przy pastwiskach. Próbują odstraszać wilki głośnymi dźwiękami i latarkami. Jednocześnie właściciele zwierząt skarżą się na brak stanowczych działań ze strony pracowników Dolnośląskiej Dyrekcji Ochrony Środowiska. - Mówią nam, że mamy sobie zamontować ogrodzenia na metr czterdzieści, to tylko 20 cm więcej, niż mam ja, nic to nie da! Bo wilki je pokonują - stwierdził pan Andrzej.
Hodowcy oczekują stanowczych działań i chcą, by rzetelnie policzyć, ile wilków żyje w okolicach Wałbrzycha, Kłodzka, w Karkonoszach i innych obszarach Dolnego Śląska. Twierdzą również, że powinno się określić, jaka jest pojemność środowiska dla wilka i na tej podstawie zdecydować, co dalej. - Na wczoraj konieczna jest nowelizacja przepisów, które dzisiaj de facto zostawiają poszkodowanych hodowców bez realnego odszkodowania. A realne szkody są dużo wyższe - podkreślił w rozmowie z "Gazetą Wrocławską" Jacek Hech i dodał, że na Dolnym Śląsku wyginęły muflony. Z populacji liczącej 500 sztuk, zostało kilka, może kilkanaście.
Co na to RDOŚ?
Pracownicy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska byli już wcześniej informowani o atakach wilków na Dolnym Śląsku. Po zagryzieniu owiec w Jaszkowej Górze dokonali oględzin i spotkali się z mieszkańcami regionu. - Pracownik RDOŚ we Wrocławiu szczegółowo poinformował mieszkańców o przepisach prawa obowiązujących w stosunku do gatunku chronionego jakim, jest wilk, ale także o konieczności właściwego zabezpieczenia stad lub sprawowania nad nimi opieki - przekazała portalowi RadioZET.pl rzeczniczka prasowa RDOŚ we Wrocławiu, Karolina Motyka.
- Lokalni hodowcy, w sytuacji pojawienia się wilków w tym rejonie, winni zastosować właściwe zabezpieczenia zwierząt gospodarskich przed szkodami powodowanymi przez wilki. W tym zakresie można, w ramach współpracy z regionalnym dyrektorem ochrony środowiska, na podstawie zawartych umów cywilnoprawnych, uzyskać dofinansowanie na zakup lub/i wykonanie tych zabezpieczeń. Jak bowiem wskazują badania naukowe, w całym zasięgu występowania wilka dochodzi do ataków na zwierzęta gospodarskie, a poziom szkód nie zależy od tego, czy wilki są w danym kraju gatunkiem łownym czy chronionym, lecz właśnie od stopnia zabezpieczenia stad przez hodowców - dodała rzeczniczka prasowa RDOŚ.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wrocławska/TVP3 Wrocław
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET