`

Skąd u niektórych nienawiść do WOŚP i jego twórcy? „Owsiak stał się modelem współczesnego diabła”

7 min. czytania
09.01.2025 15:07
Obserwuj nas na Google

- W polskim społeczeństwie jak coś dobrego robi jedna strona, to druga to kwestionuje. W tle jest ciągle konflikt społeczny i niezdolność do znalezienia płaszczyzny, na której się normalnie rozmawia - komentuje w rozmowie z RadioZET.pl socjolog prof. Ryszard Cichocki i przestrzega: - Społeczna fala nienawiści często prowadzi do skutków niewyobrażalnych.

Jerzy Owsiak
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Mateusz Kapera: Skąd niechęć, a czasami wręcz nienawiść, u grupy ludzi do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, organizacji niosącej pomoc, wspierającej chore dzieci?

Prof. Ryszard Cichocki, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: - To nie ma wiele wspólnego z tym, co robi WOŚP. Główny powód to straszliwy podział naszego społeczeństwa. Pęknięcie, które kształtowało się od kilkunastu lat, nastąpiło jakieś 8-10 lat temu. Mamy dwa różne światy i plemiona. WOŚP działa długo i zrobiło wiele dobrego, więc jest sukcesem liberalnej strony społeczeństwa. Nienawiść do tej części ludzi ze strony prawicowo-konserwatywno-wstecznej jest silna pod każdym względem. Widać to w mediach społecznościowych. Tak jak ze strony lewicowej czy liberalnej agresja kieruje się przeciwko Kościołowi, jako rdzeniowi prawicowej strony, tak tu kieruje się przeciwko panu Owsiakowi i jego społecznej inicjatywie.

Źródło tego tkwi poza samą organizacją. Jest w tym, co się dzieje w polskim społeczeństwie. Podziały, głęboka nienawiść, agresja, hejt. To jest wszędzie obecne, ale tu urasta do potęgi drugiej czy trzeciej. Chodzi tu bardziej o ogólną wizję życia społecznego, społeczeństwa i tego, co jest dobre. WOŚP to jest promocja pewnego wzoru myślenia społecznego, koncentrowania się na innej osobie, na pomocy. Część prawicowo-konserwatywna nie bardzo to rozumie, stąd jej niechęć do zbierania pieniędzy przez organizację społeczną. Niechęć wynika też ze skali pomocy od WOŚP, która jest ogromna, i którą próbuje się deprecjonować.

Ale przecież grupa tych ludzi ma też organizacje pomocowe, jak np. Caritas.

- Istnieją tradycje religijne związane z pomaganiem, natomiast w Polsce ta część działa dużo gorzej. Instytucji charytatywnych po prawej stronie jest dużo, ale ich efektywność jest mniejsza. Są też one mniej efektowne. A Owsiak jest efektowny. Skala jego przedsięwzięcia robi wielkie wrażenie. Po prawej stronie nic takiego nie udało się zbudować. Chodzi tu więc raczej o samo przedsięwzięcie, jego skutki społeczne, kulturowe, niż o pana Owsiaka. On jest sztandarem tego przedsięwzięcia, stąd przeciwko niemu kierowana jest niechęć.

Czyli chodzi o zazdrość?

- To jest też jeden z powodów, ale tak naprawdę chodzi o rzecz bardziej fundamentalną. W społeczeństwach zintegrowanych jeżeli coś jest dobre, to dla wszystkich, jeżeli jest złe, to również dla wszystkich. U nas jak coś dobrego robi jedna strona, to druga to kwestionuje. Może nie aż w takiej skali, ale przecież też są ataki na Caritas. W tle jest ciągle konflikt społeczny i niezdolność do znalezienia płaszczyzny, na której się normalnie rozmawia. Dla mnie nie ma znaczenia, kto kupuje sprzęt szpitalny, lewa czy prawa strona, pod warunkiem, że go rzeczywiście kupuje, a nie przejada pieniądze, które zostały społecznie zebrane.

To, że sprzęt zakupiony przez WOŚP może uratować życie ludziom, także krytykom orkiestry lub ich bliskim, nie powoduje rozdźwięku w ich poglądach?

- Powinien powodować, zresztą przecież nie biorą w tej krytyce udziału wszyscy ludzie znajdujący się po prawej stronie, tylko pewna część, margines. On jest agresywny i obecny w mediach, dlatego jest widoczny. W rzeczywistości tak naprawdę to jest margines marginesu.

Według niektórych WOŚP rywalizuje z Kościołem o datki na cele charytatywne. To generuje wzrost agresji u przeciwników Owsiaka?

-  Miałem przyjemność komentowania w telewizjach trzech pierwszych edycji WOŚP i wówczas ten element występował. W każdym społeczeństwie istnieje pewna pula pieniędzy w budżetach domowych, którą ludzie są w stanie przeznaczyć na cele charytatywne. Głównym centrum zbierania pieniędzy w Polsce w latach 90. był Kościół. Wejście nowego wielkiego podmiotu w postaci Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i przejęcie przez tę instytucję znacznej części potencjalnych budżetów musiało spowodować spadek wpływów dla instytucji kościelnych.

Redakcja poleca

Ten konflikt jest dla mnie oczywisty, tylko że w ostatnich latach jest już mniej widoczny, ponieważ podział wpływów z budżetów na cele charytatywne został dokonany. Nie ma już o co walczyć. Natomiast bez wątpienia Kościół jest też podzielony. Są księża jednoznacznie anty-Owsiakowi i tacy, którzy z nim współpracują. Raczej chodzi tutaj o typ postawy religijnej niż o samą wiarę, Kościół czy biskupów. Pewien typ postawy religijnej zakłada, że wszystko co dobre, mieści się tylko u nas, a wszystko co jest nie u nas, jest złe. W tym sensie Owsiak stał się takim trochę modelem współczesnego diabła.

Diabła?

- Ośrodkiem zła dla wielu z tych ludzi, którzy go nie lubią. Dla większości społeczeństwa oczywiście tak nie jest.

Co powoduje, że ci ludzie uznają go za diabła? Trudno sobie wyobrazić, że ktoś, kto nie zna osobiście człowieka, pała do niego aż taką nienawiścią.

- Mam w swoim kręgu znajomych, w tym dużą grupę ludzi 70 plus, którzy są fundamentalnie przeciwni Owsiakowi. Próbowałem głębiej z nimi porozmawiać, żeby zrozumieć, na czym jest ufundowany ich mechanizm oporu wobec Owsiaka. Z jednej strony zaobserwowałem takie podejście: nie lubię Owsiaka, w związku z tym wszystko co on robi, jest złe. To jest, jak gdyby, od diabła. To nie jest kościelne, nie jest religijne.

Większość tych ludzi nie ma jednak głębszej refleksji na temat tego, co pan Owsiak robi, jakie są jego osiągnięcia, co on daje społeczeństwu. Ludzie diametralnie anty-Owsiakowi nawet nie chcą na ten temat słuchać, bo to zaburza ich dysonans poznawczy. Musieliby się zastanowić, a ludzie nie lubią tego robić, szczególnie starsi. Wolą wierzyć w to, co wierzą i nie zmieniać poglądów. Moim zdaniem duża część tego oporu to bezrefleksyjny, motywowany religijnie konserwatyzm.

Ale ktoś musiał ich przekonać do tego, żeby nie lubić Owsiaka.

- Na pewno to nie był jeden podmiot. Te środowiska są dobrze zintegrowane, w sensie wspólnych poglądów, mają pewne własne wartości społeczne i hasło "róbta co chceta" jest tak sprzeczne z ich wartościami, że nigdy tego nie zaakceptują. Nawet gdyby pan Owsiak wszystkich miodem smarował. Nie trzeba nimi sterować, nie wynika to z celowej propagandy. One w sposób naturalny odczytują obcość innych poglądów i nastawiają się negatywnie do nich. Chodzi tutaj o mechanizm światopoglądowy związany z mentalnością tych grup ludzi, co trudno się koryguje. Lepiej mówić, żeby zajęli się robieniem dobra w inny sposób, zgodnie z własnymi wartościami. Tylko to właśnie im się nie udaje.

Redakcja poleca

Hasło "róbta co chceta" to jedno. A co z poglądami Owsiaka w kwestiach ideologicznych? Popierał aborcję czy eutanazję. To gwóźdź do trumny w oczach jego krytyków?

- Bez wątpienia. Jerzy Owsiak w latach 90. i później był znacznie bardziej radykalny w swoich poglądach niż teraz. Rdzeń jego przekonań pozostał, to znaczy, do pewnych przekonań lewicowych jest przywiązany, natomiast z wiekiem uświadamia sobie pewnie jałowość, nieskuteczność niektórych lewicowych haseł. Ewoluuje w kierunku specyficznego pragmatyzmu. Obecnie o wiele mądrzej dobiera hasła, nie mówi już tak radykalnych rzeczy, więc trudniej je kwestionować.

Organizacje charytatywne powinny też unikać zaangażowania politycznego. U Owsiaka ono jest, ale to jest jego świadomy wybór i jak widać, nie przeszkadza mu w osiąganiu sukcesów. Ci, którzy są jego przeciwnikami, i tak przecież nie dają pieniędzy na orkiestrę, a do tych, do których chce trafić, trafia bezbłędnie.

Do czego może prowadzić ta niechęć i agresja wobec WOŚP-u czy Jerzego Owsiaka?

- W sensie instytucjonalnym, zbiorowym raczej nic nie powinno się stać. Będzie trochę pokrzykiwania w mediach, być może pojawią się jakieś brzydkie zachowania na ulicy. Natomiast społeczna fala nienawiści często prowadzi do skutków zupełnie niewyobrażalnych. Przypomnijmy chociażby zabójstwo prezydenta Gdańska. To była dokładnie taka sytuacja.

Zawsze w społeczeństwie pojawiają się ludzie skrajni, niezrównoważeni społecznie, wypełnieni agresją. Oni płyną na takiej fali, gotowi są zrobić różne rzeczy. Później oczywiście każdy będzie powtarzał: on jest chory psychicznie, to nie nasza wina. Nie, to jest nasza wina. Uruchamiając taką wielką społeczną falę nienawiści, należy się z tym liczyć. Prawicowe fale nienawiści miały kilka dramatycznych skutków w Polsce. I tu obawy pana Owsiaka o swoje życie, to nie bajka, tylko bardzo poważna rzecz.

Co zrobić, by powstrzymać tę falę nienawiści?

- Nie zajmuję się praktycznymi rozwiązaniami w tym zakresie, ale dostrzegam kilka barier. Zawsze w normalnych, zintegrowanych społeczeństwach płaszczyzną porozumienia są media - miejsce, gdzie spotykają się różne poglądy, które można negocjować, wyważać. W Polsce media, niestety, uległy temu samemu podziałowi narzuconemu przez polityków, co całe społeczeństwo, w związku z tym trochę przestały być płaszczyzną społecznego porozumienia.

W wielu społeczeństwach taką płaszczyzną był też Kościół. Teraz jest jedną ze stron barykady. Są pewne autorytety społeczne, które mogłyby coś takiego powiedzieć, ale od kilkunastu lat niszczymy je, zastępując prymitywnym populizmem polityków. Być może siłą społeczną do zmiany tego kierunku mogłaby być szkoła. Elementami wychowania obywatelskiego powinno być uczenie przyszłych obywateli, że źródłem zła społecznego są politycy, którzy dzielą społeczeństwo. Takie osoby powinny szybko iść na bruk w wyniku wyborów, bo nic dobrego do społeczeństwa nie wnoszą. Powinniśmy mieć mężów stanu, a więc ludzi, którzy stoją ponad interesami partyjnymi, dla których państwo i społeczeństwo są rzeczami najważniejszymi.

Skrajnie prawicowi politycy w Polsce próbują Owsiakiem dzielić społeczeństwo?

- Oczywiście. W normalnie ukształtowanych społeczeństwach, o wysokich kompetencjach obywatelskich politycy są skłóceni. Taka jest ich istota. Natomiast społeczeństwo nie kłóci się z powodu polityków. Politycy to są grupy menedżerskie, które wynajmuje się na cztery lata do sprawowania władzy. Jak się sprawują dobrze, to społeczeństwo daje im kolejne cztery lata, jak nie, to się je wyrzuca na bruk. Natomiast u nas, w społeczeństwie o niskim poziomie kompetencji społecznych, jedna i druga strona zakochuje się w swoich politykach i interes polityczny zaczyna traktować jako własny. Powinno być dokładnie odwrotnie. To nasze interesy powinny przyświecać politykom. Tymczasem to my szarpiemy się o interesy polityków. To jest jedno z nieszczęść polskiej demokracji.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET