Skandal w zakładzie pogrzebowym na Dolnym Śląsku. „To nie jest moja mama"
Prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące znieważenia zwłok poprzez zamianę ciał w krematorium zakładu pogrzebowego. Informację potwierdził w rozmowie z Interią prok. Jakub Dłubacz. Do zdarzenia doszło w Garbcach na Dolnym Śląsku.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do zamiany ciał w zakładzie pogrzebowym.
- Co odkryła córka jednej z zmarłych kobiet.
- Które działania naruszyły przepisy według sanepidu.
Szokująca pomyłka w zakładzie pogrzebowym na Dolnym Śląsku
Sprawę jako pierwsza opisała „Nowa Gazeta Trzebnicka", tematem zajęła się również „Gazeta Wyborcza". Do zdarzenia doszło w czerwcu. Wówczas, jak opisywał syn jednej ze zmarłych kobiet, ciało jego mamy zostało odebrane ze szpitala w Trzebnicy przez Zakład Pogrzebowy Litwinowicz, z którym placówka miała podpisaną umowę. Następnie przewieziono je do chłodni w miejscowości Garbce pod Żmigrodem (woj. dolnośląskie). Gdy mężczyzna przyjechał do krematorium, aby pożegnać matkę, zorientował się, że doszło do pomyłki.
W trumnie było ciało innej osoby. – Po kilku minutach podniosłem wzrok. Zobaczyłem twarz innej kobiety. Nie podszedłem. Ja podbiegłem do trumny. W jednej chwili wiedziałem, że to nie jest moja mama – opowiadał pan Maciej w rozmowie z mediami. Pracownik zakładu próbował przekonać pana Macieja, że ciało po śmierci się zmienia. Różnic w wyglądzie było jednak zbyt wiele – zgadzały się jedynie ubrania, które pan Maciej sam wcześniej zostawił w biurze zakładu. Mężczyzna wezwał na miejsce policję.
Kobieta rozpoznała w trumnie swoją matkę
Funkcjonariusze nie byli w stanie od razu wyjaśnić sprawy, więc mężczyzna zaczął działać na własną rękę. Poprosił o listę kobiet w wieku 70-80 lat, które w ostatnich dniach trafiły z trzebnickiego szpitala do tego zakładu, bo zdawał sobie sprawę, że najprawdopodobniej doszło do zamiany ciał. Tym sposobem pan Maciej dotarł do rodziny kobiety, której pogrzeb odbył się pięć dni wcześniej. Córka, która przyjechała na miejsce, rozpoznała w trumnie swoją matkę.
W rozmowie z „Wyborczą" właściciel zakładu pogrzebowego – Grzegorz Litwinowicz – ocenił, że„ jedynym błędem", jaki popełniła jego firma, było dopuszczenie rodziny, która „sama chciała ubrać ciało swojej mamy". – Gdyby to robili nasi pracownicy, nie byłoby problemu – stwierdził. Dodał również, że pracownik zakładu na chwilę odszedł na bok, bo został o to poproszony. W tym czasie córka zmarłej zerwała znacznik z ręki. Z kolei syn i córka drugiej zmarłej przekazali, że też zwracali uwagę na różnice w wyglądzie, ale pracownik miał zapewniać, że nie ma mowy o pomyłce.
Sprawą zajęła się prokuratura
Po odkryciu fatalnej pomyłki właściciel zakładu pogrzebowego poinformował rodziny, że ekshumacja urny ze szczątkami matki pana Macieja odbędzie się następnego dnia. Gdy mężczyzna zjawił się na cmentarzu, zwrócił uwagę, że urna „była zakopana zaledwie na głębokość szpadla". Na miejscu nie było ani przedstawicieli sanepidu, ani parafii. Jak pisze Interia, po przewiezieniu urny od krematorium pracownik zakładu zaczął na oczach rodzin przesypywać prochy.
Prok. Jakub Dłubacz ujawnił w rozmowie z Interią, że do ekshumacji doszło bez „uzyskania stosownych zezwoleń". Dodatkowo Dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Trzebnicy potwierdził, że zakład naruszył przepisy. Po skandalu szpital w Trzebnicy zakończył współpracę z Zakładem Pogrzebowym Litwinowicz. Sprawą zajęła się również prokuratura. – Prokuratura Rejonowa w Trzebnicy prowadzi postępowanie dotyczące znieważenia zwłok poprzez zamianę ciał w krematorium zakładu pogrzebowego – potwierdził Interii prok. Jakub Dłubacz.
Źródło: Radio ZET/Interia/Gazeta Wyborcza/Nowa Gazeta Trzebnicka
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET