Skandaliczna aukcja w Niemczech. Jest oświadczenie MSZ. "Odrażające"
Dom Aukcyjny Felzmann z Neuss, który planował sprzedaż pamiątek po ofiarach II wojny światowej, wydał oświadczenie po fali krytyki. "Podjęliśmy błędną decyzję i ubolewamy, jeśli zraniliśmy osoby dotknięte nazistowskim terrorem lub ich bliskich" - przekazano. Aukcja, która miała objąć m.in. listy więźniów z Auschwitz i dokumenty z Katynia, została odwołana.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie przedmioty miały być wystawione na aukcji przez dom aukcyjny Felzmann.
- Dlaczego dom aukcyjny Felzmann odwołał planowaną aukcję.
- Jakie były reakcje władz niemieckich na planowaną aukcję.
- Które instytucje protestowały przeciwko aukcji przedmiotów związanych z ofiarami zbrodni.
Oświadczenie domu aukcyjnego Felzmann: "Ubolewamy, jeśli zraniliśmy ofiary"
Dom Aukcyjny Felzmann poinformował, że po publicznej krytyce zdecydował się anulować planowaną na poniedziałek aukcję obejmującą 623 przedmioty związane z ofiarami nazistowskich i sowieckich zbrodni.
"Jesteśmy świadomi, że przy ocenie zgłoszenia przedmiotów do licytacji podjęliśmy błędną decyzję i ubolewamy, jeśli tym samym zraniliśmy uczucia osób dotkniętych nazistowskim terrorem lub ich bliskich" - przekazano w komunikacie.
Według władz domu aukcyjnego część wystawionych przedmiotów pochodziła od potomków ofiar, a część z prywatnych kolekcji. "Zgodnie z naszą wiedzą wszystkie przedmioty zostały nabyte na otwartym rynku w sposób uczciwy" - napisano.
Reakcje władz Niemiec. "Robienie interesów na Zagładzie jest odrażające"
Głos w sprawie zabrał szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul, który po rozmowie z Radosławem Sikorskim stwierdził, że próba handlu pamiątkami po ofiarach zbrodni jest moralnie niedopuszczalna. - Robienie interesów na Zagładzie jest odrażające i musi zostać powstrzymane - podkreślił minister.
Niemieckie MSZ w odpowiedzi na pytania dziennikarzy zapowiedziało, że rząd oczekuje wyjaśnienia sprawy i podjęcia działań, by podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości. Urząd prezydenta RFN Franka-Waltera Steinmeiera przekazał natomiast, że prezydent "nie komentuje sprawy", ograniczając się do stwierdzenia, że aukcja została odwołana.
Fala oburzenia po ujawnieniu listy. Na aukcji miały być pamiątki z Auschwitz i Katynia
Na liście aukcyjnej znalazły się m.in. list więźnia z Auschwitz o niskim numerze obozowym oraz pamiątki po dwóch polskich oficerach zamordowanych w Katyniu. Każdy z tych przedmiotów miał cenę wywoławczą 750 euro.
Przeciwko licytacji protestował Międzynarodowy Komitet Oświęcimski, który podkreślił, że takie artefakty powinny trafić do muzeów i miejsc pamięci, a nie do prywatnych rąk. Niemieckie media, w tym "Frankfurter Allgemeine Zeitung" i "Süddeutsche Zeitung", nazwały sprawę "bulwersującym przypadkiem". Zauważyły też, że podobne aukcje przedmiotów z czasów III Rzeszy w Niemczech regularnie wywołują oburzenie opinii publicznej.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET