Spór o psychiatrię. Lekarze zapowiadają protest, NIK zawiadamia prokuraturę
Psychiatrzy i pacjenci będą protestować w obronie centrów zdrowia psychicznego (CZP). Placówki zapewniające łatwy i szybki dostęp do terapii testowane są od sześciu lat. Według zapowiedzi rządu mają się zmienić zasady ich finansowania, a psychiatrzy nie pozostawiają na tym pomyśle suchej nitki. – Ministerstwo Zdrowia chce ponownie wyrzucić chorych z systemu – mówi w rozmowie z Radiem ZET doktor Tomasz Rowiński, psycholog i członek zespołu do spraw zdrowia psychicznego działającego w resorcie zdrowia.
Pacjent ma opiekę z ulicy, 24 godziny na dobę
Pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego działa w oparciu o Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Jego idea jest bardzo prosta. Do każdej placówki chory może dostać się za darmo, bez skierowania i przez całą dobę. – Dosłownie „z ulicy” – wyjaśnia w rozmowie z reporterem Radia ZET Mateuszem Kasiakiem doktor Tomasz Rowiński, psycholog, dyrektor Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla dzieci i młodzieży Warszawa-Bielany, członek zespołu do spraw zdrowia psychicznego w Ministerstwie Zdrowia, przygotowującego reformę psychiatrii. Jak dodaje, każdy pacjent przyjmowany jest w miarę możliwości jak najszybciej i jak najszybciej stawiana jest mu diagnoza. – W zależności od tego, jakiej pomocy potrzebuje, taką opiekę potem dostaje – mówi Rowiński.
Chory może skorzystać ze wszystkich rodzajów świadczeń: w poradni, z opieki dziennej czy z rehabilitacji. Główny nacisk kładziony jest jednak na pomoc środowiskową. – Chodzi o to, by jak najdłużej pozostać w tak zwanym środowisku, a nie zamknąć chorego w szpitalu psychiatrycznym – tłumaczy psycholog.
Bo jak twierdzą autorzy pilotażu, ważne jest, żeby pacjent dostał pomoc wtedy, kiedy jej potrzebuje. Tak też są finansowane centra. Pieniądze przekazywane są w oparciu o ryczałt wyliczany na podstawie liczby mieszkańców danego regionu i dostosowane do potrzeb danej populacji. Nieoceniona okazuje się tu zwłaszcza pomoc asystentów zdrowia, którzy „wyłapują” chorych, docierają do ich rodzin, a także współpracują z instytucjami pomocowymi. – Ten zespół specjalistów, który przyjeżdża do pacjenta, także na wizyty domowe, jest czasami jedynym ratunkiem dla niego przed pogorszeniem się choroby czy przed leczeniem szpitalnym – podkreśla doktor Artur Kochański, psychiatra środowiskowy i prezes Lubelskiego Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Psychicznego. – W ten sposób docieramy do tych najbardziej chorych pacjentów, którzy tak naprawdę sami nie poprosiliby o pomoc – dodaje.
Doktor Marek Balicki, psychiatra z Rady do spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia i pełnomocnik ministra zdrowia do spraw reformy w psychiatrii, a także były minister zdrowia, mówi, że raport z działania centrów pokazuje, iż leczenie chorych z ich pomocą zdecydowanie się poprawiło. Chodzi przede wszystkim o te najpoważniejsze zaburzenia, takie jak choćby schizofrenia. Ale zalet nowego systemu – zdaniem psychiatrów i psychologów, z którymi rozmawiał reporter Radia ZET – jest zdecydowanie więcej.
Jak przekonuje Rowiński, statystyki pokazują, że pacjenci, którzy korzystają z pomocy pilotażowych centrów, rzadziej trafiają do szpitali i na krótszy czas. – Ponadto pomoc dostaje tam o 20 procent więcej chorych niż w starym systemie. Mimo rosnącej w całej Polsce skali zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych, udało nam się wyhamować ten trend w powiatach, gdzie działają centra, co przekłada się na pół miliarda oszczędności w ZUS – dodaje Rowiński. – Przede wszystkim udało nam się jednak skrócić kolejki, co przekłada się też na mniej skarg samych pacjentów – podkreśla.
Stary system to kontrola zza biurka
Teraz, według autorów pilotażu, to wszystko ma być zaprzepaszczone. Ministerstwo Zdrowia planuje zmienić sposób finansowania centrów tak, żeby pieniądze szły za konkretnym pacjentem i procedurami. Czyli tak, jak działają pozostałe placówki ochrony zdrowia, szpitale, przychodnie i kliniki. Problem w tym, że według specjalistów pomocy udzielanej pacjentom z problemami psychicznymi nie da się ani prawidłowo wyliczyć w ten sposób, ani ocenić. – Bo to urzędnik będzie decydował tak naprawdę, kto jest naszym pacjentem, a kto nie – twierdzi doktor Tomasz Rowiński. – To też po prostu zaprzeczenie leczenia psychiatrycznego – dodaje.
– Bo jak to wyliczyć? – pyta doktor Artur Kochański. – Jeden pacjent potrzebuje kilkunastu, inny kilkudziesięciu wizyt w roku – mówi. Uważa, że placówki będą teraz liczyć pieniądze. – A w efekcie będziemy ciąć wizyty – dodaje.
Doktor Marek Balicki nie ma wątpliwości, że ucierpią na tym najpoważniej chorujący pacjenci. – Znowu staną się niewidoczni dla systemu. Ministerstwo pozbawia lekarzy swobody. Jeden pacjent wymaga krótkiej rozmowy, drugi trzygodzinnej. Chory w zaostrzeniu wielu godzin. Nie można tego sformatować jak operacji zaćmy i tak rozliczać – zwraca uwagę były minister zdrowia. – Tu jest potrzebna terapia dopasowana do potrzeb pacjenta – mówi. – Czy ministerstwo myśli, że NFZ zza biurka może powiedzieć, ile wizyt potrzebuje pacjent ze schizofrenią? To oznacza pogorszenie ich stanu – argumentuje.
Doskonale o tym wie pan Gabriel, który przez lata leczył się w starym systemie. Jak mówi Radiu ZET, najpierw tułał się po prywatnych przychodniach i szpitalach w poszukiwaniu właściwej terapii i diagnozy. Teraz leczy się w Centrum Zdrowia Psychicznego w Warszawie i nie wyobraża sobie powrotu do poruszania się po systemie ochrony zdrowia na starych zasadach. – Powrót do takiego leczenia byłby dla mnie traumą. Nikt nie potrafił powiedzieć, co mi jest. Przez lata bardzo trudno było mi znaleźć właściwego terapeutę, który postawi mi diagnozę. Dwukrotnie byłem też w szpitalach. To był czas, kiedy dochodziło do załamania objawów. To były nieprzespane noce, ogromny niepokój, a nawet myśli samobójcze – zwierza się w rozmowie z naszym reporterem. – Do centrum trafiłem przez przypadek. Mam tam dostęp zarówno do terapii, jak i rehabilitacji na oddziale dziennym. Przede mną jeszcze długa droga, żeby poznać siebie, ale uważam, że jestem w dobrym miejscu – dodaje.
Pilotaż ma zakończyć się w następnym roku. Decyzje w sprawie nowej formuły nie zostały jeszcze podjęte. W przesłanym Radiu ZET komunikacie Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że przy ministrze zdrowia powołany ma być specjalny zespół, który zaproponuje nowe rozwiązania. Na 6 grudnia lekarze i pacjenci zapowiedzieli protest w Warszawie w sprawie obrony centrów.
Wielkopolskie Centra pod lupą prokuratury
Rozwiązanie sytuacji nie jest łatwe. Po jednej stronie stoją obrońcy dotychczasowego pilotażu, po drugiej są na przykład wnioski przedstawione przez Najwyższą Izbę Kontroli. Raport NIK z działalności wielkopolskich centrów wykazał nieprawidłowości zarówno w pracy samych placówek, jak i w nadzorze ze strony NFZ. Mowa między innymi o błędach w rozliczeniach, brakach kadrowych czy stosowaniu środków przymusu bezpośredniego wobec pacjentów.
Do rażących nadużyć miało dochodzić w szpitalu w Złotowie, gdzie według ustaleń pokontrolnych część lekarzy przyjmowała dwukrotnie większą liczbę pacjentów, niż wynikało to z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. NIK wykazała również, że nieuprawnieni lekarze stosowali przymus bezpośredni na jednym z pacjentów nawet przez 42 godziny. W związku z tym Izba złożyła do prokuratury dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw. Jedno dotyczy nielegalnego przedłużania stosowania środka przymusu bezpośredniego poprzez unieruchomienie, w drugim chodzi o poświadczanie nieprawdy przy rozliczaniu czasu pracy personelu medycznego.
Jak komentuje nam dyrektorka szpitala w Złotowie Aneta Kaufka, wyniki przyjmuje, ale część opinii uważa za krzywdzące. – Przede wszystkim lekarz stosujący przymus miał uprawnienia, polecenie wykonał za zgodą kierownika. Decyzja została podyktowana sytuacją pacjenta, który mimo że jest spoza regionu regularnie wybiera naszą placówkę. Ani on, ani rodzina nie zgłaszali żadnych skarg – zastrzega. – Oczywiście cały czas pracujemy nad ulepszeniem działania naszej placówki. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby leczenie w takiej formule miało przestać działać – dodaje.
Według twórców reformy psychiatrii raport Najwyższej Izby Kontroli pokazuje jednak problemy ochrony zdrowia lub psychiatrii w ogóle, a nie specyfikę samych centrów. – Na podobne problemy wskazywały wcześniejsze raporty NIK, także w Wielkopolsce, dotyczące psychiatrii dziecięcej – mówi Rowiński. Jego zdaniem problem leży w małych nakładach na psychiatrię. – Wymaga to większych wydatków w budżecie na reformę, ale przy miliardowym budżecie NFZ wydaje około 1 proc. na jego obsługę. Nie zagwarantuje to odpowiedniej kontroli centrom zdrowia psychicznego – uważa dyrektor warszawskiego centrum zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. Polska przeznacza zaledwie 4,9 proc. z budżetu zdrowotnego na psychiatrię. Szwajcaria 16 proc., Niemcy 12 proc., Bułgaria prawie 6 proc.
Źródło: Radio ZET/ Mateusz Kasiak
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET