Spore utrudnienia w Poznaniu, mieszkańcy oburzeni. "Czekacie, aż stanie się tragedia"
Pierwotnie przejazd kolejowy na Naramowicach w Poznaniu miał być zamknięty do 4 sierpnia. W wyniku problemów napotkanych podczas prac termin oddania do użytku tej przeprawy został opóźniony o kilkanaście dni.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego remont przejazdu kolejowego w Poznaniu się przedłużył.
- Jakie są opinie mieszkańców w związku z zaistniałą sytuacją.
- Które ulice zostały dotknięte zwiększonym ruchem przez objazdy.
Remont przejazdu kolejowego w Poznaniu przedłużony do 22 sierpnia
W Poznaniu przy ulicy Naramowickiej od 7 lipca trwa remont przejazdu kolejowego. W wyniku tego zamknięty jest przejazd łączący północne ulice miasta i dojazd z gmin ościennych do centrum stolicy Wielkopolski. Pierwotnie zakończenie prac zaplanowano na 4 sierpnia. Urzędnicy poinformowali jednak o utrudnieniach, które wydłużą termin oddania inwestycji do użytku.
"Jak informuje spółka PPU Dromo, w związku z realizowanym na zlecenie PKP PLK remontem przejazdu kolejowo-drogowego LK395 km 9,409 w ciągu ul. Naramowickiej, zamknięcie przejazdu zakończy się 22 sierpnia" - przekazał UM Poznania w zamieszczonym komunikacie.
Przyczyna utrudnień na północy miasta
"Powyższa zmiana spowodowana jest napotkaniem kolizji z niezinwentaryzowanym kablem średniego napięcia podczas przebudowy wodociągu, co wiąże się z koniecznością wykonania uzgodnień dotyczących ich usunięcia z zewnętrznymi gestorami. Jak poinformowano, do czasu rozwiązania powyższego problemu Wykonawca przebudowy musi wstrzymać się z dalszymi pracami związanymi z wodociągiem i odtworzeniem konstrukcji jezdni" - dodano w informacji opublikowanej na miejskim portalu internetowym.
Jak już informowaliśmy, to niejedyny remont w tej okolicy. Mieszkańcy nie kryją oburzenia z zaistniałej sytuacji. "Niezinwentaryzowane kable powinny być po prostu wyrywane i tyle" - twierdził jeden z mieszkańców. "W takim razie bardzo proszę o zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom ulic, którymi kierowcy sami wyznaczyli sobie objazdy, jak np. ul. Migdałowa i Rubież. Są to ulice bez chodników. Ruch jest w tej chwili kilka razy większy niż zwykle. Samochody pędzą po 60 i 70 km na godzinę. Jeżdżą tiry i gruszki, które ledwo mieszczą się w szerokości ulicy. Mieszkańcy, wychodzący z psami na spacer, muszą uciekać w pole z obawy o bezpieczeństwo. Przez cały czas remontu nie pojawił się ani jeden samochód straży miejskiej czy policji. Czekacie, aż stanie się tragedia" - zauważa użytkowniczka.
Źródło: Radio ZET/Miasto Poznań/Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET