Stracili wszystko, dostali za mało. Powodzianie skarżą się na rządowe procedury
Znacząca większość poszkodowanych powodzian nie ma szans na otrzymanie zasiłku remontowo-budowlanego w pełnej, stuprocentowej wysokości – ustalił reporter Radia ZET Przemek Taranek. Problem leży w opracowanej przez MSWiA procedurze i wytycznych stosowanych do szacowania strat. Bardziej pasują one do huraganu niż do powodzi – słyszymy w jednym z ośrodków pomocy społecznej.
- 6 zdjęć Zobacz galerię
- Powodzianie, którzy otrzymali już pieniądze na remont i odbudowę skarżą się na - ich zdaniem - zaniżone zasiłki - ustalił reporter Radia ZET Przemek Taranek
- Okazuje się, że wypłaty, które ruszyły na początku listopada, w wielu przypadkach nie przekraczają 100 tys. zł
- Problem zaniżonej wyceny, na którą w rozmowach z Radiem ZET zwracają uwagę powodzianie, tkwi w procedurze opracowanej przez rząd
Wypłaty pieniędzy na remont dla powodzian. Pieniądze zaczęły trafiać na konta
Powodzianie, którzy otrzymali już pieniądze na remont i odbudowę po powodzi, skarżą się w rozmowach z Radiem ZET na znacznie ich zdaniem zaniżone zasiłki. Pieniądze właśnie zaczęły trafiać na konta poszkodowanych na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Czekali na to dwa miesiące, bo urzędnicy z ośrodków pomocy społecznej nie wiedzieli, jak dokładnie wyliczać straty. Po interwencji Radia ZET w tej sprawie rząd zdecydował, że szkody mają być szacowane w procentach, a zasiłki wypłacane zgodnie ze wzorem: 2 tysiące złotych za każdy procent strat określonych przez rzeczoznawcę. Maksymalna kwota, jaką można otrzymać, wynosi 200 tysięcy złotych.
W wielu przypadkach wypłaty nie przekraczają 100 tys. złotych. Powodzianie się skarżą
Wypłaty ruszyły na początku listopada. Okazuje się jednak, że w wielu przypadkach nie przekraczają 100 tysięcy złotych. Także w przypadku powodzian, którzy mieli półtora metra wody w mieszkaniach, jak pan Krzysztof z Głuchołaz. – Straciłem dosłownie wszystko – mówi mężczyzna, któremu podczas wrześniowej powodzi fala wdarła się do mieszkania położonego na parterze kamienicy. Teraz wynajmuje mieszkanie od sąsiada dwa piętra wyżej. – Woda zniszczyła podłogi, ściany, okna, drzwi, musiałem wyrzucić wszystkie meble i wyposażenie. Czeka mnie wymiana instalacji elektrycznej i kaloryferów – wymienia pan Krzysztof w rozmowie z reporterem Radia ZET. – Dostałem na to wszystko 80 tysięcy złotych zasiłku. Bo rzeczoznawca wycenił straty w moim mieszkaniu na 40 proc. – żali się. Poniżej zamieszczamy cały raport.
W podobnej sytuacji jest pani Dorota. Jej mieszkanie również było całkowicie zalane. Kilka dni temu otrzymała 91 tysięcy złotych zasiłku na odbudowę i remont. Rzeczoznawca wycenił straty na 45,5 proc. – Kwota wydaje się duża, ale remont i wyposażenie samej kuchni będzie kosztować 40 tysięcy. A gdzie podłogi, ściany, łazienka, meble? – pyta kobieta. – Razem z mężem będziemy się zastanawiać, od czego zacząć i na co wydać te pieniądze. Ale już wiemy, że nam nie wystarczy i będziemy musieli gdzieś pożyczyć.
Problem tkwi w procedurze opracowanej przez rząd
Okazuje się, że problem zaniżonej wyceny, na którą w rozmowach z Radiem ZET zwracają uwagę powodzianie, tkwi w procedurze opracowanej przez rząd. W formularzu szacowania strat zarezerwowano 15 proc. na zniszczenia dachu i aż 20 proc. na uszkodzenia stropów. – Takie uszkodzenia mają budynki zniszczone przez huragan, a nie powódź – słyszymy w jednym z ośrodków pomocy społecznej. Zalane w powodzi mieszkania i domy najczęściej mają nienaruszone dachy i stropy. Ale po odliczeniu 35 proc. na dach i strop zostaje 65 proc. Czyli nie 200 tysięcy złotych, a maksymalnie 130 tysięcy.
Powodzianie, z którymi rozmawiał reporter Radia ZET Przemek Taranek, mówią, że zamierzają skarżyć wysokość przyznanych zasiłków. Od decyzji Ośrodka Pomocy Społecznej o przyznaniu zasiłku można się odwołać w ciągu 14 dni do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
Źródło: Radio ZET