`

Szkoła pęka w szwach, lekcje nawet w gabinecie pielęgniarki. „Doszliśmy do kresu"

3 min. czytania
21.05.2026 12:46
Obserwuj nas na Google

Lekcje na korytarzu, w stołówce, a nawet w gabinetach dyrektora i pielęgniarki. Szkoła Podstawowa w Owińskach pod Poznaniem pęka w szwach, a nauczyciele alarmują: doszliśmy do kresu możliwości. Choć gmina ma już pozwolenie na budowę nowego skrzydła, barierą pozostają pieniądze. Inwestycja może kosztować nawet 20 milionów złotych.

Budynek szkoły w Owińskach
fot. Adam Kaźmierczak

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są główne problemy szkoły w Owińskach związane z przepełnieniem.
  • Dlaczego nauka w piwnicach szkoły została wstrzymana.
  • Co planują władze gminy Czerwonak, aby rozwiązać problem szkoły.
  • Które koszty planowanej inwestycji mogą stanowić największe wyzwanie.

Szkoła w Owińskach przepełniona. „Doszliśmy do kresu możliwości"

Szkoła w Owińskach pod Poznaniem dosłownie pęka w szwach - alarmują pracownicy i dyrekcja. Do placówki uczęszcza 350 uczniów, a do dyspozycji jest zaledwie 11 sal dydaktycznych. Efekt? Dzieci uczą się na stołówce, korytarzach, a nawet w gabinecie dyrektora i pielęgniarki. 

- Nasza mała szkoła od co najmniej kilkunastu lat potrzebuje rozbudowy, bo po prostu się tu nie mieścimy. Doszliśmy właśnie do kresu możliwości i nie jesteśmy w stanie wygospodarować żadnego rozsądnego kątka, w którym mogłyby odbywać się zajęcia - mówi Radiu ZET nauczycielka historii Jolanta Chlebowska-Kasztelan.

Podaje też przykład sali komputerowej, gdzie musi prowadzić zajęcia. - Ona jest przygotowana do pracy w grupach, a więc uczniowie siedzą tyłem do mnie, więc za każdym razem, jak coś piszę na tablicy, to muszą się odwracać - mówi nauczycielka. 

Potrzeby dzieci i przeszkody logistyczne

Do szkoły uczęszczają też dzieci z niepełnosprawnościami, dla których potrzebny jest szereg różnego rodzaju zajęć. - Udało się wykroić na ten cel dwie małe salki, w których odbywają się zajęcia logopedyczne czy rewalidacyjne, ale żeby tam dojechać, trzeba pokonać przeszkody, chociażby w postaci bardzo wąskiego korytarza. Mamy ucznia na wózku i w jego przypadku jest to problem - mówi Jolanta Chlebowska-Kasztelan.

Cała sytuacja powoduje ogromną presję logistyczną, a już samo rozpisanie planu zajęć staje się prawdziwym wyzwaniem dla nauczycieli. - To jest czasem podejmowanie decyzji z minuty na minutę - słyszymy. Co więcej, od września problem może się jeszcze nasilić, bo zwiększa się liczba godzin w edukacji wczesnoszkolnej. 

Szatnia na korytarzu. Nauczyciele boją się wypadków

Kolejny problem to piwnice, w których zorganizowane były szatnie dla uczniów. Obecnie są one zamknięte, ponieważ - mimo remontu, który pochłonął 750 tys. zł - nie udało się zapobiec ponownemu zawilgoceniu ścian. W efekcie szafki z butami i kurtkami dzieci są porozkładane po całym korytarzu. 

Redakcja poleca

- W momencie, gdy te małe dzieciaczki wychodzą, a starsi uczniowie idą do swoich szatni, które są częściowo tam poukrywane przy hali, to tutaj jest jeden wielki tumult. Tylko dlatego, że mamy naprawdę fajną atmosferę i starsze dzieci są uwrażliwone na to, żeby zwracać uwagę na te maluchy, które plączą się tam gdzieś pod nogami, nikomu nic się nie stało. Bo my najbardziej boimy się właśnie, że zdarzy nam się tu jakiś wypadek - mówi Jolanta Chlebowska-Kasztelan.

Szatnie na korytarzu
Fot. Radio ZET
Szkoła w Owińskach

W planach jest nowy budynek

Władze gminy Czerwonak, pod którą podlega szkoła, zdają sobie sprawę z problemów, z jakimi boryka się placówka. Wójt Marcin Wojtkowiak zapewnia, że słyszy głosy mieszkańców. - Już kilka lat temu zapadła decyzja o rozbudowie, dopiero w tym roku dostaliśmy pozwolenie na budowę, co jest warunkiem koniecznym - mówi. 

Plany są ogromne, powstać ma bowiem drugi budynek połączony z obecną szkołą bezpiecznym przejściem. - De facto będą to dwa osobne budynki, ale połączone ze sobą, a więc będzie to tak naprawdę jeden organizm - dodaje Marcin Wojtkowiak. 

Na inwestycję potrzeba pieniędzy

Plany i pozwolenia to jedno, zanim jednak wykonawca wbije pierwszą łopatę na placu budowy, trzeba zorganizować pieniądze na dużą inwestycje. Szacunkowo może chodzić nawet o 20 mln zł, a na taki wydatek budżet gminy nie może sobie pozwolić. - Chyba, że zrezygnujemy z innych inwestycji, które również są oczekiwane przez mieszkańców - mówi wójt. 

- W planie mamy rozmowy z radnymi. Na tym spotkaniu na pewno nie zapadną jednoznaczne decyzje, bo to wymaga dłuższej dyskusji. Wiążące decyzje będziemy podejmować pod koniec tego roku, gdy będziemy procedować nad przyszłorocznym budżetem - wyjaśnił.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET