Szybsza reakcja, 800 syren i szkolenia. Ujawniamy zmiany w systemie ostrzegania po upadku rakiety
Trzy tygodnie po incydencie z rosyjską rakietą wojewoda lubelski Krzysztof Komorski w rozmowie z RadioZET.pl wylicza jakie zmiany wprowadził, żeby szybciej ostrzegać mieszkańców o zagrożeniach. MSWiA zapowiada ogólnopolskie szkolenia. Tymczasem okazuje się, że w części podlubelskich gmin nie ma dziś nawet jednej sprawnej syreny alarmowej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego w niektórych gminach powiatu lubelskiego nie działają syreny alarmowe.
- Jakie działania podjął wojewoda lubelski, by poprawić system ostrzegania.
- Które zmiany w systemie bezpieczeństwa zaplanowano na terenie woj. lubelskiego.
- Na czym mają polegać szkolenia organizowane przez MSWiA.
- To jest dramat! W Borzechowie czy Strzyżewicach nie ma ani jednej syreny alarmującej mieszkańców o zagrożeniu. W innych gminach jest jedna lub dwie. W mojej Konopnicy, przyklejonej do Lublina są dwie syreny, oddalone od siebie o 700 metrów. Wszyscy, którzy są po drugiej stronie obwodnicy miasta, w razie zagrożenia nie usłyszą absolutnie nic – mówi RadioZET.pl Piotr Sawicki, radny powiatu lubelskiego z Koalicji Obywatelskiej.
Po incydencie z rosyjską rakietą manewrującą Ch-101, która spadła w Tarnawie-Kolonii napisał interpelację do starosty lubelskiej. Chciał wiedzieć ile syren jest rozmieszczonych na terenie powiatu okalającego Lublin. Mieszka w nim ponad 165 tys. osób. Informacje, które otrzymał, go przeraziły. Dlatego proponuje konkretne rozwiązania.
Z kolei wojewoda lubelski Krzysztof Komorski (także KO) w rozmowie z naszym portalem zapewnia, że już podjął działania, które mają poprawić bezpieczeństwo mieszkańców. Co się zmieniło?
Problem z syrenami alarmowymi. Albo ich nie ma, albo są niesprawne
Alarm ogłoszony w czwartek 30 lipca o godz. 3.50 wiele osób postawił na nogi. Słychać było go m.in. w Lublinie. Ale w wielu miejscach mieszkańcy spali, bo syren nie włączono w aż 10 z 17 powiatów województwa lubelskiego. Powody były prozaiczne. Jak informowała Wirtualna Polska w powiecie tomaszowskim, tuż przy granicy z Ukrainą, dyżurny nie zdążył dojechać do radiostacji. W powiecie puławskim nie usłyszał SMS-a. W ponad 50-tysięcznym Zamościu bezskutecznie próbował się dzwonić do prezydenta, żeby dostać potwierdzenie, że należy włączyć syreny.
Były jednak miejsca, gdzie alarmów, mimo ich włączenia, słychać i tak nie było. Zwracali na to uwagę mieszkańcy południowych dzielnic Lublina, czy powiatu lubelskiego. Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski przekonywał, że na terenie powiatu syreny wybrzmiały. Dlaczego więc nie było ich słychać?
Tłumaczy to starosta lubelska Sylwia Pisarek-Piotrowska w odpowiedzi na pytania radnego Sawickiego. Wynika z niej, że w gminach Borzechów i Strzyżewice nie ma żadnej syreny alarmowej. Garbów i Wólka mają po jednej syrenie. Tak jak Niedrzwica Duża. We wspomnianej już Konopnicy są dwie syreny, a Jaskowie i Niemcach – trzy.
Dla porządku. W praktyce syren jest więcej. Na przykład w gminie Borzechów w sumie 11. Problem w tym, że żadnej z nich nie można wykorzystać do alarmowania mieszkańców, bo nie przekazują one sygnału modulowanego, a takim zapowiada się zagrożenie. W innych gminach włodarze tłumaczą, że sprzęt jest uszkodzony lub wymaga zwiększenia głośności. Efekt jest taki, że alarmu nie da się ogłosić lub go dnie słychać. Dane dotyczą tylko jednego powiatu, ale podobna sytuacja może być w wielu innych miejscach kraju.
Nawet wójtowie nie wiedzą, gdzie słychać syreny
Kolejny problem to konieczność ręcznego uruchamiania syren. W niektórych powiatach dyżurny z centrum zarządzania kryzysowego musi dojechać do siedziby urzędu i ręcznie włączyć sygnał. To zajmuje cenne minuty. Starostowie tłumaczą, że brakuje pieniędzy, by zwiększyć liczbę dyżurnych, którzy mają też inne zadania.
- Według mnie trzeba ustalić, czy Polsce powinien funkcjonować system informowania mieszkańców w sytuacjach kryzysowych wyłącznie poprzez np. alerty RCB (Rządowe Centrum Bezpieczeństwa – przyp. red.) na telefony, czy uznajemy, że powinny to być sygnały akustyczne. Jeśli decydujemy się na pierwsze rozwiązanie, które moim zdaniem nie jest do końca dobre to trzeba zainwestować w RCB i rozwiązania elektroniczne. Jeśli nie, to należy pilnie przyjrzeć się temu jak działają syreny. Dziś żadna z gmin nie ma analizy obszarów oddziaływania akustycznego urządzeń alarmowych. Wójtowie nie wiedzą czy i w których wsiach słychać alarm, a w których nie – tłumaczy Piotr Sawicki.
Radny uważa, że środki na ten cel powinno znaleźć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. I przypomina sytuację sprzed półtora roku, kiedy go gmin popłynęły pieniądze na realizację zadań w zakresie zarządzania kryzysowego. - Wójtowie kupowali motopompy, prądnice i dodatkowe samochody. Nie zawsze potrzebne. Może teraz trzeba teraz się zastanowić nad budową sensownego systemu alarmowania. Dać gminom pieniądze na badania akustyczne, inwentaryzację syren i doposażenie tam, gdzie są niesprawne. Bo jak spadnie kolejna rakieta będziemy znowu się zastanawiali, co nie zadziałało – dodaje radny powiatowy KO.
Wojewoda lubelski: Skrócimy czas reakcji na zagrożenia
O to, jakie zmiany w systemie ostrzegania mieszkańców wprowadzono po 30 lipca zapytaliśmy wojewodę lubelskiego Krzysztofa Komorskiego. To on jest przedstawicielem rządu na Lubelszczyźnie. I to on, w poniedziałek 3 sierpnia, więc kilka dni po incydencie przyznawał, że nie wszystko zadziałało jak trzeba. Tłumaczył też, że wyciągnięto pierwsze wnioski. - Rządowe Centrum Bezpieczeństwa po każdym odwołaniu alarmu będzie wysyłało dodatkową informację drogą SMS-ową do każdego obywatela. Skrócimy też czas reakcji: część decyzyjności w kontekście włączania alarmu przeniesiemy na poziom wojewódzki. Zwiększymy liczbę syren. Jeszcze w tym roku będzie to dodatkowe 200 sztuk – wyliczał Komorski.
Które ze wspominanych zapowiedzi udało się już wcielić w życie? - Musiałem jak najszybciej podjąć konkretne decyzje, które spowodują skrócenie czasu reakcji między informacją o alarmie a faktycznym włączeniem syren. Obecny model, w którym samorządy w dużej mierze za to odpowiadały okazuje się nieefektywny – przyznaje w rozmwowie z portalem RadioZET.pl wojewoda Komorski.
I wylicza: - Podjąłem decyzję o natychmiastowym przeniesieniu systemu uruchamiania 164 syren pozostających w dyspozycji Komendy Wojewódzkiej PSP w Lublinie do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. To rozwiązanie zostało wdrożone w ubiegłym tygodniu i przetestowane cichym alarmem. Syreny we wszystkich powiatach zadziałały poprawnie. Zdecydowałem też o przeniesieniu nasłuchu oraz systemu uruchamiania syren alarmowych z powiatowych i miejskich centrów zarządzania kryzysowego do komend powiatowych i miejskich Państwowej Straży Pożarnej. Chodzi przede wszystkim o skrócenie ścieżki reakcji w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. W sytuacji kryzysowej liczą się minuty, dlatego system powinien być skonstruowany tak, aby ograniczać liczbę ogniw pośrednich i zapewniać możliwość natychmiastowego działania przez służby, które są do tego profesjonalnie przygotowane i funkcjonują całodobowo.
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski (w środku)
Do tej pory procedura wyglądała tak, że wojsko wysyłało do wojewody sygnał, żeby uruchomić nasłuch na specjalnych radiostacjach. Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego przekazywało informację do powiatowych centrów. I to do nich szła komenda, żeby włączyć syreny.
Dodatkowe syreny i szkolenia dla mieszkańców
To nie koniec zmian. 400 syren znajdujących się w dyspozycji Ochotniczych Straży Pożarnych i nie miały funkcji wczesnego ostrzegania zostanie dostosowane tak, żeby móc alarmować mieszkańców. - Ten temat zamkniemy do października – przekonuje RadioZET.pl Krzysztof Komorski.
Wojewoda lubelski dodaje, że wkrótce zostanie rozstrzygnięty przetarg na rozbudowę sytemu ostrzegania. Na terenie Lubelszczyzny pojawi się 220 nowych syren. - Na ten cel w tym roku zabezpieczyliśmy 15 milionów złotych. Chcę jednak zaznaczyć, że nie jest to nasze ostatnie słowo w kwestii bezpieczeństwa mieszkańców. Już na tym etapie dostrzegam możliwość dalszej rozbudowy i modernizacji systemu, o czym mam nadzieję poinformować w najbliższym czasie. Do końca roku chcemy mieć w województwie minimum 800 sprawnych syren (obecnie ok. 360 - przyp. red.) – podsumowuje Komorski.
Natomiast MSWiA w sobotę 29 sierpnia ma uruchomić punkty edukacyjne w ramach Krajowego Treningu Reagowania. „Mieszkańcy będą mogli w praktyce nauczyć się, jak właściwie reagować w sytuacji zagrożenia.” - informuje resort. W ramach szkoleń można będzie dowiedzieć się jak rozpoznawać sygnały alarmowe i odróżniać je od lokalnych syren OSP, weryfikować informacje (alerty RCB, czy komunikaty służb) i unikać dezinformacji, jak postępować i gdzie szukać schronienia oraz jak przygotować plecak ewakuacyjny. Punkty edukacyjne mają działać w miastach, miejscowościach turystycznych, przy remizach OSP i domach kultury.
MSWiA przekazuje też, że wiceministrowie Wiesław Leśniakiewicz, Magdalena Roguska i Czesław Mroczek spotkali się z wojewodami ze ściany wschodniej oraz strażakami. Rozmowy dotyczyły usprawnienia systemów alarmowania i ostrzegania ludności. Szczegółów jednak nie podano.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET