Terapeuta zaproponował jej 9 lat wspólnego milczenia. Kto dziś może prowadzić terapię? Niemal każdy

11 min. czytania
05.12.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

– Na kolejnych sesjach słyszałam tylko: „pani jest super”, „niech się pani nie przejmuje” – wspomina Paulina. Michałowi na każdym kroku terapeutka powtarzała, że ona „ma sto razy gorzej”. To na kogo się trafi, szukając psychoterapeuty, wciąż jest loterią. Ustawy, która w pełni regulowałaby, kto właściwie może wykonywać ten zawód, wciąż brak.

kobieta siedzi na sofie u psychologa
fot. East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co może wpłynąć na skuteczność terapii według psychologów.
  • Jakie sytuacje mogą wpłynąć na negatywne doświadczenia z terapii.
  • Co warto sprawdzić przed wyborem psychoterapeuty.
  • Które czynniki decydują o skuteczności relacji terapeutycznej.

– To był czas pandemii, więc nosiliśmy maseczki. Usiadłam daleko od terapeuty. Opowiadam, co mnie do niego sprowadza, a ten zaczął na mnie krzyczeć. Okazało się, że maseczka zsunęła mi się z nosa. Nawet tego nie poczułam. Mówił, że ma po mnie innych pacjentów, że chcę wszystkich pozarażać, że narażam jego i pozostałych. To była właściwie nasza pierwsza wymiana zdań – opowiada Monika. – Zaraz potem miałam mu opowiedzieć o swoich największych lękach.

Kinga życie dzieli między dwa miasta, więc zdalne spotkania ze specjalistką wydawały jej się dobrym rozwiązaniem. – Odbiło mi się to czkawką. Zdarzało się, że terapeutka odwoływała spotkanie z godziny na godzinę, musiała je przerywać, bo dziecko płakało – wspomina z grymasem. Nie to jednak zdecydowało o rezygnacji z sesji. – Miałam poczucie, że rozmowy nic mi nie dają. Czułam się tak, jakbym rozmawiała z koleżanką, która tylko przytakuje. Często słyszałam zdania typu: „pani jest super”, „niech się pani nie przejmuje”, „wszystko będzie dobrze”, „jest pani taka śliczna, mądra” – opowiada. Po pół roku zrozumiała, że to nie jest rodzaj wsparcia, jakiego szuka. – Szkoda tylko, że zmarnowałam czas i pieniądze – dodaje z niesmakiem.

Paulina na terapii wytrzymała niespełna rok. – Doszłam do momentu, w którym wydawało mi się, że nasze spotkania można byłoby stopniowo ograniczać – wspomina. Gdy powiedziała o tym terapeucie, stanowczo zaprzeczył, podniesionym głosem stwierdził, że dobrze byłoby, gdyby spotykania odbywały się dwa razy częściej. – Wyjaśniłam, że tematy, które mieliśmy „przerobić”, właściwie się skończyły. Odpowiedział, że możemy po prostu posiedzieć i pomilczeć – mówi Paulina. Dodał, że istnieje niepisana zasada, według której terapia powinna obejmować przynajmniej jedną trzecią życia, które spędziło się bez niej. W przypadku Pauliny to oznaczałoby jeszcze 9 lat regularnych spotkań. – Każda wizyta kosztowała 200 złotych – dodaje z uśmiechem.

Do dobrego psychoterapeuty trudno trafić…

66 proc. Polaków uważa, że psycholog to zawód zaufania społecznego – tak wynika z badania wizerunku psychologów przeprowadzonego przez Instytut Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego oraz Komitet Naukowy XXXVII Kongresu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Osoby, które wykonują ten zawód cieszą się wyjątkowo dobrą opinią. Polacy uważają ich za: cierpliwych (81 proc.), uważnych (79 proc.), rozumiejących (79 proc.) i kompetentnych (75 proc.).

Michała nie dziwią przytoczone wyniki badania – sam ma podobne zdanie na temat psychologów. Jakiś czas temu skończył proces psychoterapeutyczny. Twierdzi, że psychoterapia może być wyjątkowo przydatna. Sam jest tego doskonałym przykładem. Zaznacza jednak, że na dobrego specjalistę wcale nie jest łatwo trafić. Doskonale pamięta, jak wyglądało jego pierwsze zetknięcie z tą formą pomocy. – Gdy dziś o tym myślę, czuję dreszcz zażenowania – przyznaje.

— Gabinet mieścił się w zwykłej kawalerce przerobionej na miejsce pracy. W rogu był aneks kuchenny, czajnik. Obok łazienka – Michał pamięta każdy szczegół, mimo że od tej wizyty minęło już kilka lat. — Nie było żadnej poczekalni, więc stałem w korytarzu i czekałem aż z gabinetu wyjdzie poprzedni pacjent — wspomina. To była jego pierwsza wizyta u psychoterapeuty w życiu. Stresował się, nie wiedział, czego się spodziewać.

Terapeutka zaraz po wejściu zaczęła zadawać pytania. — Jakby mnie przesłuchiwała. Powiedziała, że robi mi test na  depresję, chociaż nie z tym przyszedłem do gabinetu — opowiada. Potem nie było lepiej.

— Od razu zaczęła pytać mnie o: dom, rodziców, relacje z nimi, rodzeństwo. Widziałem ją pierwszy raz w życiu. Nie byłem gotowy na takie szczegóły na „dzień dobry” — wspomina. Na jego wątpliwości terapeutka odpowiadała w sposób, który dziś Michał uważa za kompletnie nieprofesjonalny. – Powtarzała na przykład, że „ona miała sto razy gorzej”, że nie mam się czym przejmować, bo „to kiedyś minie”. Cały czas porównywała swoje doświadczenia do moich – mówi.

Chociaż Michał nie był zadowolony z pierwszej wizyty, planował kolejne. Pod koniec spotkania zapytał o stały, cotygodniowy termin. — Usłyszałem wtedy, że ona tak nie pracuje i mam po prostu umawiać się przez „Znanego Lekarza” z wizyty na wizytę. Dodała, że jeśli kolejny termin będzie bardzo odległy, mogę zapisać się na listę rezerwową i liczyć, że „wskoczę” na czyjeś miejsce — wspomina.

Wtedy Michał postanowił zrezygnować. — Pomyślałem, że jeśli pójdę do tej kobiety po miesięcznej przerwie, nawet nie będzie pamiętać, kim jestem, a co dopiero, z czym przyszedłem – tłumaczy.

Redakcja poleca

Kilka terapii i nic

Agnieszka Juroszek, psycholożka, psychotraumatolożka i psychoterapeutka, wylicza, że mniej więcej połowę jej obecnych klientów stanowią osoby, które nigdy wcześniej nie korzystały z terapii. Pozostali to ci, którzy mają już takie doświadczenia. – Wśród osób z historią terapeutyczną ponad połowa wspomina swoje poprzednie doświadczenia negatywnie lub raczej negatywnie. Część z nich przyznała, że były one wyraźnie złe, a dla innych po prostu niesatysfakcjonujące.

Juroszek zdarza się również pracować z klientami, którzy opisują swoje wcześniejsze terapie jako udane i satysfakcjonujące. Czasami jednak – z jej perspektywy – wygląda jakby pewnych rzeczy w niektórych procesach zabrakło. – Na przykład terapeutka była miła i ciepła, próbowała zgodnie z oczekiwaniami pomóc w opanowaniu złości, ale nie wsparła w zrozumieniu, że ta złość może wynikać z przekraczania granic, którego osoba doświadczała w domu. 

Podobne doświadczenia ma Izabela Żurawska, psycholożka i wykładowczyni akademicka. Zaznacza, że zajmuje się głównie leczeniem zaburzeń osobowości, a pacjenci, którzy należą do tej grupy często mają za sobą wiele prób poszukiwania pomocy.

– Zdarza się, że uczestniczyli w kilku terapiach. Czasem bywa tak, że ktoś rozpoczął proces, ale nie miał odpowiednich warunków, gotowości lub był na etapie życia, który nie pozwalał mu w pełni z tego procesu skorzystać – tłumaczy. Właśnie dlatego, już na etapie konsultacji, Żurawska pyta pacjentów o wcześniejsze formy pomocy.

– Interesuje mnie: z czego korzystali pacjenci, jak przebiegała terapia, co im odpowiadało, a co nie i dlaczego zdecydowali się zakończyć poprzednią relację terapeutyczną – wymienia. Dodaje, że osoby, które już mają doświadczenia terapeutyczne często wchodzą do gabinetu z pewnym zestawem oczekiwań i przekonań. – Czasem ten obraz staje się ramą, w którą próbują wstawić nowego terapeutę – wyjaśnia i zaznacza, że to bywa problematyczne.

Czerwona lampka

Michał przyznaje, że przed pierwszą wizytą u terapeutki w żaden sposób nie przygotowywał się do tej rozmowy, ale Paulina miała konkretne wymagania. – Zależało mi na tym, żeby to była terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym. Wcześniej trochę poczytałam. Ten nurt wydawał mi się najbardziej odpowiedni – tłumaczy.

Obdzwoniła kilka przychodni, ale nie udało się jej zapisać „od ręki” do żadnego psychoterapeuty. W kilku miejscach powiedziano, że istnieją listy rezerwowe. Jeśli ktoś rezygnuje z terapii albo kończy proces, następna osoba z listy może zająć jego miejsce. Chociaż Paulina zapisała się na jedną z takich list, dotąd nie dostała odpowiedzi. – I tak minął prawie rok – zaznacza.

W ten sposób znalazła się na terapii w zupełnie innym nurcie. – Tuż obok mojego mieszkania znajduje się gabinet psychoterapeutyczny. Postanowiłam podejść i zapytać, czy jest możliwość rozpoczęcia terapii. Okazało się, że jeden terapeuta ma wolny termin – opowiada. Paulina dowiedziała się, że terapeuta pracuje w nurcie psychodynamicznym. – Może powinnam już wtedy zrezygnować – zastanawia się dziś na głos. Była wówczas zniechęcona długimi poszukiwaniami terapeuty poznawczo-behawioralnego, więc postanowiła spróbować. – Zresztą specjalista powiedział, że jego zdaniem ten nurt może przynieść mi więcej korzyści, że jest stworzony dla osób takich jak ja – dodaje.

– Porównałabym terapię do sytuacji, w której dwie osoby płyną jedną łodzią – tłumaczy Izabela Żurawska. – Jeśli obie wiosłują w tę samą stronę i w podobnym rytmie, mogą dopłynąć naprawdę daleko. Gdy jednak jedna z nich przestaje wiosłować albo sama łódź ma jakieś defekty, trzeba się zatrzymać, zobaczyć, co się dzieje, nazwać to i spróbować naprawić.

Redakcja poleca

Zauważa, że z odpowiednimi warunkami, strukturą i uważnością wiele relacji terapeutycznych da się zbudować i utrzymać. – Kluczowa jest nie tyle konkretna szkoła czy metoda, ile relacja. To ona w dużej mierze decyduje o skuteczności terapii. A dobrą, wspierającą relację można stworzyć z terapeutą pracującym w praktycznie każdym nurcie – podkreśla, jednocześnie przyznając, że istnieją realne ograniczenia, których nie można pomijać.

Żurawska przypomina, że terapeuta wchodzi w relację jako specjalista, ale jest również człowiekiem – ma konkretne przekonania, ograniczenia, swoją historię. – Dlatego tak ważna jest jego własna praca nad sobą: stałe szkolenie, regularna superwizja i świadomość własnych reakcji – zaznacza. Dodaje, że to fundament tego zawodu i warunek bezpiecznej, odpowiedzialnej pracy z drugim człowiekiem.

– Jeśli ktoś twierdzi, że jest tak doświadczony, że nie potrzebuje superwizji, w głowie klienta powinna zapalić się „czerwona lampka” – zgadza się Agnieszka Juroszek. – Brak superwizji może oznaczać, że terapeuta nie ma wsparcia w przyglądaniu się procesom terapeutycznym pod kątem diagnozy, dziejących się zjawisk, własnych emocji, a dodatkowo może mieć niezdrowe przekonanie o własnej omnipotencji.

Ograniczone zaufanie do terapeuty

Jednak do tanga trzeba dwojga. Kluczowe jest nie tylko to, czy specjalista działa etycznie i profesjonalnie, ale też to, jakie są oczekiwania klienta.

– Każdy z nas ma swój wewnętrzny model relacji, czyli sposób, w jaki wchodzi w bliskość. Kształtuje się on już we wczesnych latach życia i później przenosi się na kolejne relacje, również te terapeutyczne – zauważa Izabela Żurawska.

Zarówno Izabela Żurawska, jak i Agnieszka Juroszek są zdania, że wcześniejsze doświadczenia terapeutyczne mogą wpływać na kolejne procesy pomocowe. – Mogą działać zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, w zależności od tego, jakie konkretnie były – dodaje Juroszek.

Zdaniem Żurawskiej jeśli poprzednia relacja terapeutyczna była raniąca lub trudna, pacjent może podchodzić do nowej terapii z dużą ostrożnością. – To trochę tak jakby powoli zbliżał dłoń do ognia, sprawdzając, czy znowu się nie sparzy – porównuje.

Ale jest też druga strona. – Jeśli wcześniejsze doświadczenia były bardzo dobre, może pojawić się wyidealizowany obraz terapeuty i próba odtworzenia relacji, która była dla pacjenta ważna – tłumaczy specjalistka. To z kolei nie zawsze jest możliwe i słuszne.

Ekspertki zaznaczają, że mimo podobieństwa niektórych historii, czynniki indywidualne zawsze mają decydujące znaczenie. – Jeśli osoba, która doświadczyła niesprawiedliwego potraktowania w terapii, wciąż ma wysoki poziom zaufania do świata, łatwiej jej zaufać kolejnemu specjaliście, widząc, że ten zachowuje się inaczej – przyznaje Agnieszka Juroszek.

Z jej doświadczeń wynika, że często wystarczy rozmowa o tym, co się wydarzyło, aby oddzielić przeszłość od teraźniejszości i wejść w nowy proces w sposób komfortowy.

Osoby bez wykształcenia psychoterapeutami

Agnieszka Juroszek radzi, by przed pierwszą wizytą u terapeuty zwrócić uwagę także na to, czy podejście specjalisty jest oparte na rzetelnych podstawach. – Czasami trafiają do mnie osoby po doświadczeniach ustawień hellingerowskich, które nie wiedziały, że nie jest to forma psychoterapii poparta badaniami naukowymi. Trudno w ogóle nazwać te działania psychoterapią, choć osoby prowadzące je często właśnie tak je określają – zauważa.

Dodaje, że niestety wciąż zdarza się, że w prywatnych gabinetach osoby bez wykształcenia psychologicznego ani psychoterapeutycznego bezkarnie nazywają się psychoterapeutami. – Dlatego należy upewnić się, czy dany specjalista posiada dyplom wydany przez istniejącą uczelnię. Jeżeli nie jest psychologiem, dobrze, by miał wykształcenie pokrewne – na przykład psychiatryczne – tak, aby dysponował przynajmniej podstawową wiedzą o zdrowiu psychicznym – podkreśla.

Zarówno Agnieszka Juroszek, jak i Izabela Żurawska uważają, że dla klienta najkorzystniej jest, gdy specjalista jest psychologiem, który ukończył szkołę psychoterapii lub przynajmniej jest po drugim roku takiej szkoły.

– W szkole psychoterapii uczymy się przede wszystkim konkretnej metody, ale często brakuje tam przestrzeni na rozwijanie szerszych umiejętności i kompetencji psychologicznych, które są równie ważne – zauważa Izabela Żurawska. Zaznacza, że jeśli specjalista ma pracować zgodnie z określoną metodą, powinien robić to w odpowiednich warunkach i z pełnym zrozumieniem procesu.

Podobnego zdania jest prof. dr hab. Eleonora Bielawska-Batorowicz, kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej i Psychopatologii w Instytucie Psychologii Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego.

– Psychoterapeuci z wykształceniem psychologicznym lub psychiatrycznym (czyli z wykształceniem medycznym ze specjalizacją w psychiatrii) dysponują odpowiednią wiedzą na temat funkcjonowania psychiki człowieka – zarówno w obszarze procesów normatywnych, jak i różnego rodzaju zaburzeń oraz psychopatologii analizowanych przez psychologię i medycynę. Jest to podstawowy zakres wiedzy, który w najbardziej naturalny sposób przygotowuje do tego zawodu – tłumaczy.

– Jeśli uznamy psychoterapię za formę leczenia wykorzystującego niebiologiczne metody, to wydaje się, że osoby wywodzące się z tych dwóch dziedzin mają najlepsze podstawy do wykonywania tego zawodu, oczywiście po uzupełnieniu ich o dodatkowe, praktyczne umiejętności – dodaje.

Fot.

Psycholog, psychiatra czy psychoterapeuta?

Nie każda osoba korzystająca z usług terapeutycznych ma świadomość, że obecnie w Polsce nie ma ustawy, która w pełni regulowałaby, kto właściwie może wykonywać ten zawód. Certyfikat ukończenia 4–5-letniego szkolenia w uznanej szkole psychoterapii mogą zdobyć także osoby, które nie ukończyły psychologii. – W przypadku np. kardiologii oczekujemy, że kardiolog w pierwszej kolejności będzie lekarzem, bo to specjalizacja osadzona w konkretnej dziedzinie nauki. Nikt nie zakłada, że można zostać kardiologiem po innym kierunku studiów niż medycyna. Podobnie profesjonalne przygotowanie, zdobywane w trakcie studiów psychologicznych lub medycznych, stanowi najlepszą bazę do rozwijania dalszych kompetencji i umiejętności psychoterapeutycznych – komentuje prof. Bielawska-Batorowicz.

W sejmie trwają prace nad regulacją zawodu psychologa i psychoterapeuty. Zakładają one m.in. określenie wymogów kwalifikacyjnych i utworzenie rejestru psychoterapeutów. Projekty jednak budzą liczne kontrowersje – zwłaszcza w samym środowisku.

– Jednym z możliwych źródeł tych obaw jest zastana sytuacja, kwestie praw nabytych oraz to, kto dotychczas wykonuje zawód psychoterapeuty i w jaki sposób do niego wszedł – tłumaczy prof. Eleonora Bielawska-Batorowicz.

Środowisko nie jest jednomyślne, ale badania wizerunku psychologów przeprowadzone przez Instytut Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego oraz Komitet Naukowy XXXVII Kongresu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego wskazują, że Polacy chcą, by wykonywanie zawodu psychoterapeuty było możliwe tylko w przypadku osób mających wykształcenie psychologiczne lub psychiatryczne. Aż 71 proc. ankietowanych uważa, że to najlepsze rozwiązanie.

Eleonora Bielawska-Batorowicz zaznacza, że nie można zagwarantować, że zmiany wyeliminują terapie nieudane lub niesatysfakcjonujące, bo to zbyt złożona kwestia, ale w kodyfikacji zasad określających, kto może prowadzić terapie, dostrzega wyłącznie korzyści. To jej zdaniem uporządkowałoby terminologię, ujednoliciło standardy oraz pozwoliło na monitorowanie wykonywania zawodu zarówno psychologa, jak i psychoterapeuty.

Według ekspertki zagwarantowanie dostępu do zawodów psychologa i psychoterapeuty tylko osobom z odpowiednim wykształceniem to sposób na zapewnienie klientów, że otrzymają pomoc na optymalnym, możliwie najwyższym poziomie, bo usługi będą realizowane zgodnie z aktualną wiedzą naukową i potwierdzonymi wynikami badań. – Klienci będą czuli się bezpiecznie – podkreśla Bielawska-Batorowicz i dodaje, że takie właśnie wnioski płyną ze wspomnianego badania dotyczącego wizerunku psychologów.

300 złotych za nieudaną wizytę...

Michał mówi, że z kolejną terapeutką mu się „poszczęściło”. – Przede wszystkim traktowała mnie po partnersku. Mówiła w przystępnym języku, ale jednocześnie była bardzo profesjonalna - tłumaczy. Cały proces trwał osiem miesięcy. Po tym czasie czuł się znacznie lepiej. Podkreśla, że chociaż zakończenie terapii było jego inicjatywą, terapeutka zgodziła się z nimi i decyzję ostatecznie podjęli wspólnie.

Paulina nie czuję potrzeby, by wrócić na terapię. Zaznacza, że stanowczo za dużo pieniędzy zostawiła w poprzednim gabinecie. Przeraża ją też to, że musiałaby zacząć proces od nowa. Znów przechodzić przez sesje zapoznawcze.

Monika przyznaje, że wrogie nastawienie pierwszego specjalisty mocno ją zraziło, ale także otrzeźwiło. – Wspominałam, że za nieudaną sesję zapłaciłam 300 złotych? – pyta i dodaje, że ta forma pomocy chyba po prostu nie jest dla niej. – Przynajmniej nie teraz. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET