„To buractwo". Zdjęcie z hotelu nad Bałtykiem wywołało burzę. Lawina komentarzy

2 min. czytania
02.06.2026 15:33
Obserwuj nas na Google

Jedno zdjęcie z nadmorskiego kurortu wystarczyło, aby wywołać lawinę emocji i otworzyć dyskusję o wakacyjnych nawykach Polaków. Michał Cessanis, znany dziennikarz i podróżnik, opublikował fotografię tabliczki z restauracji w Krynicy Morskiej, która bezlitośnie uderza w osoby wynoszące jedzenie ze śniadań.

Jedzenie, szwedzki stół
fot. Andrzej Zbraniecki, Facebook/Michał Cessanis

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak czytelnicy reagują na zakaz wynoszenia jedzenia z hotelu.
  • Co znajduje się na tablicy informacyjnej w hotelowej restauracji.
  • Dlaczego niektórzy internauci zgadzają się z polityką hotelu.
  • Które sytuacje internauci uważają za wyjątkowe w kontekście wynoszenia jedzenia.

Dziennikarz pokazał zdjęcie z hotelu. Posypały się komentarze

W sieci rozgorzała burzliwa dyskusja, a wszystko zaczęło się od opublikowania zdjęcia z jednego z hoteli w Krynicy Morskiej. Wpis i fotografię w mediach społecznościowych zamieścił Michał Cessanis - podróżnik i dziennikarz National Geographic. 

Na zdjęciu widać tablicę informacyjną z hotelowej restauracji. „Szanowni państwo, śniadanie serwowane jest w formie bufetu szwedzkiego, co oznacza, że możesz jeść, ile chcesz, ale nie możesz wynieść. Przygotowanie przez państwa posiłków na wynos traktowane będzie jako suchy prowiant w odpłatności 80 zł/osoba" - informuje tabliczka. 

Redakcja poleca

Autor posta napisał: „Przyznaję, że zdarzyło mi się kilka razy przyjść na śniadanie w hotelu, zrobić sobie kanapkę i zabrać ją na drogę zamiast jeść na miejscu. Jestem ciekaw Waszego zdania w tym temacie". Pod jego wpisem rozgorzała dyskusja, a lwia część komentujących zgadza się z podejściem hotelu. 

Potrzebny jest złoty środek?

„Wynoszenie jedzenia to buractwo. Najedz się do syta i nie rób złej opinii rodakom" - pisze jeden z komentujących. Inny zauważa, że hotel musi oszacować, ile jedzenia powinien przygotować: „Jeden się zadowoli tostem i kawą, drugi zje śniadanie na bogato, trzeci wypije tylko herbatę, ale to można jakoś uśrednić, jeśli zaczną wynosić duże ilości jedzenia, to mamy problem" - dodaje. 

Pojawiły się też komentarze internautów, którzy sugerowali, że potrzebny jest złoty środek. „Czasem zdarzyło się, że dziecko nie zjadło nic w czasie śniadania, to chociaż bułkę wzięłam na później. Uważam, że to przegięcie, bo dlaczego jakiegoś słodkiego rogalika nie można zabrać. Rano może akurat nie być na niego ochoty bądź czasu" - czytamy. „Słusznie. Aczkolwiek za przesadę uważam odebranie dziecku banana przy wyjściu z sali śniadaniowej" - pisze kolejny z internautów.

Źródło: Radio ZET 

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET