`

„To było trzepanie kasy”. Nowy prezes ma uratować szpital w Miastku

2 min. czytania
08.07.2026 11:11
Obserwuj nas na Google

Szpital w Miastku ma nowego prezesa, który stanie przed trudnym zadaniem wyprowadzenia placówki z kryzysu finansowego. Zadłużony na około 40 mln zł szpital ma zostać połączony z Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym w Słupsku.

Szpital Miastko
fot. Szpital Miejski w Miastku

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były przyczyny zadłużenia szpitala w Miastku.
  • Dlaczego współpraca ze spółką 'Spine' była problematyczna.
  • Które problemy finansowe zmusiły szpital do połączenia z większą placówką.
  • Co ujawniła kontrola zlecona przez wojewodę pomorską.

Szpital w Miastku z nowym prezesem. Będzie miał ważne zadanie

Szpital w Miastku ma nowego prezesa. Przypomnijmy, że wokół placówki wybuchła poważna afera, gdy na jaw wyszło, że lekarze ze spółki „Spine" zarabiali tam gigantyczne pieniądze na zabiegach neurochirurgicznych. Z medialnych doniesień wynika, że było to nawet 300 tys. zł za dzień pracy. 

Sam szpital ma poważne problemy z płynnością finansową - jego zadłużenie sięga nawet 40 mln zł. 1 lipca w placówce zawieszono funkcjonowanie oddziału wewnętrznego. Jedną z przyczyn takiej sytuacji są właśnie kolosalne faktury wystawiane przez spółkę „Spine". Dlatego właśnie jednym z zadań nowego prezesa będzie połączenie placówki z dużo większym Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym w Słupsku.

Co przyczyniło się do ogromnych długów placówki?

W ocenie dyrektora Wydziału Zdrowia Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Jerzego Karpińskiego „główną przyczyną zapadłości tego szpitala i ogromnych długów, które ma, to jest przede wszystkim brak doświadczenia kadry zarządzającej".

- Zmieniło się tam 10 prezesów, większość z tych osób nie miała żadnego doświadczenia w zarządzaniu szpitalami. Wielokrotnie apelowaliśmy, że należy zatrudnić osobę, która ma doświadczenie - powiedział Radiu ZET.

Redakcja poleca

Wyraził też przekonanie, że cała sprawa związana ze spółką „Spine" zaczęła się od tego, że jeden z prezesów został namówiony na podjęcie takiej współpracy. - Nie mając doświadczenia, uwierzył, że to może być kura znosząca złote jajka. I była, ale nie dla szpitala, tylko dla prywatnych podmiotów - dodał. 

Sprawę bada prokuratura i CBA

Zwrócił uwagę, że zabieg termolezji - wykonywane przez spółkę „Spine" - miał być wykonywany nawet 70 razy dziennie. - On trwa od 5 do 10 minut, a wyobraźmy sobie, jak to wygląda. Sala operacyjna musi zostać przygotowana, to jest nierealne do wykonania - powiedział. 

- Ponad rok temu zlecona została przez wojewodę pomorską kontrola, która ujawniła to wielkie nadużycie, przestępstwo generalnie. W efekcie złożony został wniosek do prokuratury w tej sprawie - podkreślił Jerzy Karpiński. Sprawę bada też CBA.

Dodał, że wycena zabiegu termolezji jest faktycznie gigantyczna, pod warunkiem, że jest wykonywana w specjalistycznych szpitalach. - Tu ten zabieg był uproszczony. To było, mówiąc potocznie, trzepanie kasy. To jest rzecz dla mnie skandaliczna - powiedział. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET