To koniec znanego klubu muzycznego we Wrocławiu. Po 10 latach kończy działalność
X-Demon to jeden z najpopularniejszych i największych klubów muzycznych we Wrocławiu. Funkcjonował przez około 10 lat. Pod koniec grudnia jego przedstawiciele poinformowali o zakończeniu działalności. "X-Demon Wrocław niedługo przejdzie do historii polskiego clubbingu, grając dla was po raz ostatni" - napisano w oświadczeniu z 29 grudnia.
X-Demon Wrocław kończy działalność
X-Demon to ogólnopolska sieć klubów tanecznych. Lokal znajduje się nie tylko we Wrocławiu, ale i w Zielonej Górze i Poznaniu. "O muzyczne zaspokojenie duszy dbają najlepsi DJ-e z Polski oraz specjalnie zaproszone gwiazdy muzyki klubowej z całego świata. Każda z trzech sal - oprócz powalającego minimalistycznego wyglądu i krystalicznie czystego dźwięku - reprezentuje zupełnie inny styl muzyczny, dzięki czemu, każda osoba znajdzie coś dla siebie i wpadnie w wir tańca" - czytamy na oficjalnej stronie obiektu.
29 grudnia przedstawiciele wrocławskiego klubu muzycznego X-Demon wydali oświadczenie, w którym poinformowano o zakończeniu działalności. "Jeszcze kilka miesięcy temu nikt z nas nie spodziewał się, że ten moment nadejdzie, lecz czasy, w których obecnie znajduje się polski rynek klubowy, frekwencja w lokalach, sytuacja ekonomiczna w kraju, olbrzymie czynsze i wiele więcej - nie sprzyjają funkcjonowaniu klubów oraz dyskotek" - napisano. "Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, poprzez światowe bookingi, imprezy tematyczne czy też inne akcje marketingowe, aby utrzymać się i przezwyciężyć trudne czasy. Niestety - wszystko ma swój początek i koniec" - dodano.
Kontrowersyjny klub we Wrocławiu
Klub X-Demon wielu osobom kojarzy się z całonocnymi imprezami, jednak o obiekcie zrobiło się głośno również za sprawą pewnych tragicznych wydarzeń. We wrześniu 2020 roku zaginął Maciej Aleksiuk, który właśnie tam widziany był po raz ostatni. Ciało 20-latka znaleziono w Odrze na Kozanowie. Według świadków młody chłopak miał zostać tam pobity. Prokuratura w listopadzie tego samego roku postawiła zarzuty ochroniarzowi i menadżerowi klubu. Pierwszemu z nich zarzucono pobicie, do którego się przyznał. Drugiemu utrudnianie postępowania i zacieranie śladów. Mężczyzna nie przyznał się do winy.
Do niebezpiecznego incydentu w klubie doszło również w 2023 roku. Wówczas para, która się tam bawiła, miała zostać pobita i spryskana gazem pieprzowym. Z relacji pani Katarzyny wynikało, że około godz. 2:30 udali się odebrać kurtki z szatni. Osoba z obsługi nie mogła ich znaleźć, więc wpuściła ich za ladę, żeby sami ich poszukali.
- I nie mam pojęcia, co się stało, czy ci ochroniarze pomyśleli, że mój chłopak się tam wdarł czy co. Wbiegło kilku za ladę i zaczęli go szarpać w stronę wyjścia, jeden zaczął go bić - opowiadała kobieta w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". - Ja tego chłopaka, co bił, zaczęłam szarpać i krzyczałam, żeby zostawił mojego partnera, bo go zabije. Oni wtedy Łukasza wyciągnęli na dwór, wyrzucili za drzwi i rzucili na ziemię. Mnie ochroniarz odepchnął chyba za to, że szarpałam jednego z nich. Też upadłam. Na zewnątrz mocno spryskali nas gazem - dodała. Wersja menedżera zdecydowanie różniła się od relacji poszkodowanych. Zapewniali, że nie byli agresywni ani pijani.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET