„To populistyczne zmiany. Resort liczy, że ciemny lud to kupi”
Czy zmiany proponowane przez Ministerstwo Zdrowia doprowadzą do osłabienia szpitali powiatowych i odpływu lekarzy do sektora prywatnego? Takie obawy wyraża prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej Dariusz Samborski, krytykując kierunek reform.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak zmiany w ochronie zdrowia wpłyną na dostępność lekarzy.
- Dlaczego mniejsze szpitale mogą ucierpieć na nowych regulacjach.
- Co oznacza brak możliwości negocjacji wynagrodzeń dla dyrektorów.
- Które działania resortu mogą prowadzić do prywatyzacji opieki zdrowotnej.
Zmiany w ochronie zdrowia. „Narracja, że ciemny lud to kupi"
Planowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w systemie ochrony zdrowia budzą coraz większe emocje. Projekt przygotowany przez resort zakłada m.in. limit maksymalnie 320 godzin pracy miesięcznie w zawodach medycznych. Co więcej, jeśli szpital nie dostosuje się do wytycznych, NFZ nie zapłaci za wszystkie świadczenia.
- Zacznijmy od tego, że to, co próbuje wprowadzić ministerstwo, nadal nie jest do końca wyjaśnione. Mamy pewne populistyczne hasła, które niewiele mówią o tym, jak mają wyglądać te wszystkie zmiany - mówi Radiu ZET prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej Dariusz Samborski.
Podkreśla, że trudno oprzeć się wrażeniu, że ministerstwo stara się wypchnąć lekarzy do sektora prywatnego. - To jest przede wszystkim nierówne traktowanie pacjentów. Na pewno te limity czasowe dadzą oszczędności NFZ, bo dostęp pacjenta do opieki będzie jeszcze bardziej wydłużony i ludzie świetnie to widzą - twierdzi.
- To są populistyczne założenia i prowadzenie narracji, że ciemny lud to kupi. To się nie sprawdza. Pacjent widzi, że dostępność świadczeń, lekarzy, będzie dla niego trudniejsza - ocenia Dariusz Samborski.
Zmiany uderzą w mniejsze szpitale
Prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej zwraca też uwagę, że na zmianach najbardziej ucierpią mniejsze szpitale. - Brak możliwości negocjowania przez dyrektorów takich kwestii jak wynagrodzenia spowoduje, że kadra lekarska, której od lat jest za mało, nie będzie się przemieszczać i funkcjonować w mniejszych szpitalach powiatowych. To może doprowadzić tak naprawdę do zamknięcia tych szpitali - ocenia.
- Do tej pory to środowisko, pracując w kilku miejscach, dyżurując w kilku szpitalach, tak naprawdę utrzymywało ten system. Te limity czasu pracy spowodują, że taką aktywność będzie można zawiesić, a szpitale, szczególnie powiatowe, nie będą mogły obsadzić dyżurów - dodaje.
Potrzebny jest dialog
W ocenie Dariusza Samborskiego konieczne jest znalezienie złotego środka. - To należy zrobić przez rozmowę, przez ustalenie planu zmiany systemu nie tylko w ograniczonej części. Bo zmiany wymaga cały system ochrony zdrowia, i to zmiany ponad podziałami, która zapewni funkcjonowanie przez 10 czy 20 lat. Wtedy będzie można spróbować postawić ten system na nogi - twierdzi.
- Dialog i rozmowa, zarówno z lekarzami, dyrektorami, ale i z pacjentami, da możliwość wprowadzenia zmian, które pacjent, czy właśnie system ochrony zdrowia, realnie odczuje - dodaje prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej.
Kary dla szpitali to „kuriozum"
Nasz rozmówca wprost ocenia, że wymuszenie zmiany funkcjonowania szpitali poprzez nakładanie kar jest pewnym kuriozum. - My jako grupa zawodowa niesiemy ze sobą odpowiedzialność za to, co robimy. Więc straszenie nas karami wydaje się śmieszne - mówi.
- My dzisiaj, pracując w wielu miejscach sprawiamy, że te szpitale powiatowe czy kliniczne mają możliwość funkcjonowania. To wszystko jest efektem naszej ciężkiej pracy - dodaje. Podkreśla, że zmiany proponowane przez resort mogą w perspektywie czasu doprowadzić do prywatyzacji ochrony zdrowia.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET