Tragedia w Chełmnie, matka i dzieci nie żyją. "Człowiek ma wrażenie, że to jakiś film"
Matka i troje jej dzieci zmarli wskutek zatrucia tlenkiem węgla w kamienicy w śródmieściu Chełmna. Służby zaalarmowała siostra ofiary. Sąsiedzi i okoliczni mieszkańcy są głęboko wstrząśnięci tragedią. Zgodnie twierdzą, że nie przypominają sobie takiej sytuacji w Chełmnie w ostatnich latach. - To się wierzyć nie chce. Człowiek ma wrażenie, że to jakiś film, ale to niestety prawda. Taka fajna rodzina, kobieta dobrze się tymi dzieciakami opiekowała - powiedział jeden z mężczyzn.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były okoliczności tragedii w Chełmnie.
- Co podejrzewa się jako przyczynę zgonów w Chełmnie.
- Jak zareagowali mieszkańcy na tragedię w Chełmnie.
Tragedia w Chełmnie. Nie żyje matka i troje dzieci
Do tragedii doszło na parterze dwukondygnacyjnego budynku. Zmarła 31-letnia matka, a także syn w wieku 2 lat i córki w wieku 7 i 12 lat. Tragicznego odkrycia dokonali strażacy. Interweniowali po zgłoszeniu rodziny, która była zaniepokojona brakiem kontaktu z krewną.
- Służby zawiadomiła siostra kobiety, która nie miała z nią kontaktu od poniedziałku. Dzieci miały nie być w szkole też od tego dnia. Kiedy jednak doszło do tragedii? Tego w tym momencie nie wiemy - powiedziała PAP rzeczniczka prasowa policji w Chełmnie mł. asp. Agnieszka Stankiewicz.
Mieszkańcy wstrząśnięci po tragedii w Chełmnie
Dom, w którym doszło do tragedii, to mała kamienica na obrzeżach chełmińskiej Starówki. Mieszkańcy okolicy, z którymi rozmawiał reporter PAP, są wstrząśnięci tragedią.
- Znaliśmy tę rodzinę bardzo dobrze. Ta kobieta sama wychowywała te dzieci. Na parterze po prawej mieszkali. W tym domu żyje kilka rodzin, ale wie pan, jak to jest. Szczególnie teraz, gdy było zimno, to ludzie z domów nie wychodzili, nie interesowali się pewnie szczególnie - powiedziała kobieta w średnim wieku, sąsiadka mieszkająca parę budynków dalej. - Powiedzieć, że to tragedia, to nic nie powiedzieć. Przecież to się płakać chce na samą myśl - podkreśliła.
Mężczyzna w średnim wieku, też mieszkający nieopodal, przyglądał się przez dłuższy czas działaniom służb. - To się wierzyć nie chce. Człowiek ma wrażenie, że to jakiś film, ale to niestety prawda. Taka fajna rodzina, kobieta dobrze się tymi dzieciakami opiekowała - powiedział.
Przyczyny i okoliczności zdarzenia będą szczegółowo wyjaśniane w czasie śledztwa z udziałem biegłych. Wszystko wskazuje na to, że przyczyną zaczadzenia był ulatniający się gaz z instalacji przepływowego podgrzewacza wody, tzw. piecyka gazowego.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET