Tragedia w Mławie rok później. „W moim życiu nie będzie już szczęścia”
Rok po brutalnym morderstwie 16-letniej Mai z Mławy, jej rodzice wciąż czekają na sprawiedliwość. Jeszcze w tym miesiącu biegli mają zdecydować, czy podejrzany o tę zbrodnię Bartosz G. stanie przed sądem. W poruszającej rozmowie z Radiem ZET matka i ojciec zamordowanej dziewczyny opowiadają o traumie, której nie uleczy czas, i walce o najwyższy wymiar kary.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak ocena poczytalności wpłynie na proces Bartosza G.
- Dlaczego rodzice Mai domagają się najwyższej kary.
- Co czuje matka Mai odwiedzając miejsce zbrodni.
- Dlaczego ojciec Mai nie może zapomnieć widoku córki.
Rok po zabójstwie Mai z Mławy
Mija rok od brutalnego morderstwa 16-letniej Mai z Mławy. Podejrzany o dokonanie zbrodni jest - 18-letni dziś - Bartosz G. Jeszcze w maju biegli mają przedstawić sądowi opinię na temat poczytalności mężczyzny. To od niej będzie zależało, czy będzie można przedstawić mu akt oskarżenia i postawić przed sądem.
Rodzice zamordowanej nastolatki domagają się, by zabójca ich córki otrzymał najwyższy wymiar kary. W tym przypadku jest to 30 lat, bo w momencie, w którym Bartosz G. miał dokonać zbrodni, był jeszcze niepełnoletni - a to oznacza, że nie można go skazać na dożywocie.
- Gdyby ten człowiek stanął przede mną, to sama nie wiem, czy byłabym w stanie spojrzeć mu w oczy. Wiem, że kara boska go dosięgnie tam na górze, ale myślę, że też tutaj. Jeśli dostanie te 30 lat, to tak się stanie. To jest młody człowiek, myślę, że nie ma takiej mocnej psychiki, żeby siedzieć tyle lat w więzieniu - słyszymy od mamy Mai, pani Sylwii.
Rodzice domagają się najwyższego wymiaru kary
Ojciec dziewczyny mówi Radiu ZET, że „za tak brutalną zbrodnię odpowiednia byłaby kara śmierci". - Przyjąłem sobie za cel doprowadzenie do sprawiedliwości. Ja nie chcę zemsty, tylko właśnie sprawiedliwości. Ja żądam, żeby on usłyszał karę 30 lat pozbawienia wolności - mówi pan Jarosław.
Dodaje, że był jedyną osobą, która widziała córkę i to, co zrobił z nią oprawca. - Pękło mi serce. W najstraszniejszych horrorach nie ma takich scen, proszę mi uwierzyć. W moim życiu nie będzie już szczęścia, nie zaznam spokoju - słyszymy z ust rozżalonego ojca.
Żałoba rodziców Mai. „To wtedy widzieliśmy się po raz ostatni"
Dążenie do sprawiedliwości to jedno, drugą sprawą jest żałoba, która w przypadku takiej zbrodni jest jeszcze bardziej bolesna. - Ból jest nie do opisania, nie do zniesienia. Ona powinna być dzisiaj z nami, z rówieśnikami, ale ktoś jej to odebrał. Czas może wyleczyć rany, jeżeli dziecko zginie w wypadku, albo w wyniku choroby, ale nie, gdy ktoś odbierze mu życie. Młode, piękne życie - mówi pani Sylwia.
Kobieta wspomina też moment, w którym po raz ostatni widziała córkę. - Majeczka wyszła o 19:40, mówiła, że niedługo wróci. Po wyjściu z bloku spojrzała jeszcze na balkon. To wtedy ostatni raz się widziałyśmy - słyszymy od kobiety.
Pani Sylwia każdego dnia przychodzi w miejsce, w którym znaleziono ciało jej córki. - Tu jest taka cisza, spokój. Lubię tu przychodzić. To miejsce jest też okrutne, ale tu mam czas na rozmowę z nią. Mówię, że tęsknię, że kocham, i że jeszcze się spotkamy - dodaje.
Determinacja mimo bólu. „Winni muszą zostać ukarani"
O ogromnym bólu mówi też ojciec zamordowanej Mai. - W ciągu tego roku bardzo dużo płaczę, tak naprawdę co wieczór łzy same cisną się do oczu, ale postanowiłem, że dla córki muszę być twardy i doprowadzić do tego, żeby winni zostali ukrani - słyszymy.
- Wiele razy zastanawiałem się, co powiedziałbym zabójcy mojej córki. Zawsze dochodzę do jednego punktu. Ten człowiek, o ile można go tak nazwać, nie zasługuje na to, żebym skierował do niego jakiekolwiek słowa. On nie zasługuje na nic - mówi pan Jarosław.
Dodaje też, że widok ciała córki zostanie z nim do końca życia. - Ten obraz nigdy nie zginie. To, co zwierzę zrobiło z moją córką. Nigdy tego nie zapomnę, do ostatnich moich dni - opowiada mężczyzna, który od roku dwa razy dziennie przychodzi na grób córki.
- Nie ma zajęcia, które by mnie w jakiś sposób, chociażby na chwilę, odciągnęło od tej sytuacji. Ja jestem pod stałą opieką zespołu psychiatrów. Mówi się, że czas leczy rany. Tak może być w przypadku śmierci w wypadku samochodowym, ale nie w taki sposób. Tu ten czas po prostu mija i nie gra żadnej roli - słyszymy
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET