Tragiczna śmierć posła Litewki. Kierowca przerwał milczenie. „Chyba stuknąłem faceta”

2 min. czytania
06.08.2026 07:06
Obserwuj nas na Google

Po wypadku z 23 kwietnia zmieniło się całkowicie życie Sławomira K. i jego żony. Kierowca z Sosnowca potrącił śmiertelnie posła Lewicy Łukasza Litewkę. 57-latek opowiedział w rozmowie z „Faktem” swoją historię.

Miejsce wypadku Łukasza Litewki
fot. AGENCJA SE/East News/Beata Zawrzel/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do wypadku z udziałem posła Łukasza Litewki.
  • Co Sławomir K. i jego żona mówią o przyszłości po wypadku.
  • Które działania podjęto w celu wyjaśnienia okoliczności tragedii.

Sławomir K. o potrąceniu posła

23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej doszło do tragicznego wypadku, w którym kierowca Mitsubishi potrącił posła Lewicy Łukasza Litewkę. 57-letni mieszkaniec Sosnowca opowiedział swoją historię dziennikarce „Faktu”. - Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby - relacjonował Sławomir K.

- Mąż wstawał do pracy o czwartej rano. Tego dnia wstał tak jak zwykle, a po zmianie miał mnie odwieźć do pracy - powiedziała dziennikarce pani Magdalena, żona 57-latka. - Chyba stuknąłem faceta - przekazała kobieta słowa swojego męża w chwili po wypadku. Przez znaczne spóźnienie postawiła pojechać do pracy autobusem. Sławomir K. wracał ze swojej zmiany przed 13.00. Relacjonował, że gdy ocknął się po wypadku, widział ofiarę. Dopiero na przesłuchaniu jednak dowiedział się, kim była. Nie wiedział, jak doszło do tego zdarzenia.

Redakcja poleca

Obawy kierowcy Mitsubishi

Sławomir K. od pewnego czasu zmagał się z problemami w pracy. Cztery dni poprzedzające tragedię minęły mu pod znakiem roztrzęsienia z obawy o utratę zatrudnienia. Pracował w firmie, która zajmuje się sprzątaniem ulic. Wcześniej pracował dla Poczty Polskiej, do momentu, w którym wdrożono tam program redukcji pracowników. 57-latek to absolwent ekonomii w Akademii Górniczo-Hutniczej. Po tym, jak zwolniono go z poczty podejmował się różnych zawodów. Od magazyniera, po pracownika na taśmie w hucie szkła samochodowego.

Po wypadku ostatni pracodawca nie przedłużył umowy Sławomirowi K. Wraz z żoną obawiają się o przyszłość, gdyż 57-latkowi grozi więzienie za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. - Skażą go choćby na rok, a mąż nie zabiłby muchy. Społeczeństwo będzie domagało się surowego wyroku, mąż na pewno pójdzie do więzienia. Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka - powiedziała dziennikarce „Faktu” żona kierowcy.

Mężczyzna odpowiedział też na zarzuty rzekomego zamachu na posła. - Szanowałem Łukasza Litewkę. Znałem go, bo kto go nie znał. Moja rodzina na niego głosowała. Dobry człowiek - powiedział 57-latek. Według ustaleń prokuratury 23 kwietnia przy ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej Sławomir K. zjechał autem na przeciwległy pas ruchu z nieznanej przyczyny i miał doprowadzić do czołowego zderzenia z jadącym w sposób prawidłowy politykiem Lewicy. Mimo godzinnej akcji reanimacyjnej poseł zmarł. W sprawie powołano biegłego, który ma dokonać rekonstrukcji wypadku i wyjaśnić przyczyny tragedii. Sławomir K. przyznał się do tego, że spowodował wypadek, jednak nie potrafi wyjaśnić okoliczności. Mężczyźnie grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Źródło: Radio ZET/„Fakt”

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET