`

Tych kilka sekund może uratować życie. Medycy chcą stworzenia specjalnej mapy

2 min. czytania
17.04.2026 10:58
Obserwuj nas na Google

Ratownicy medyczni apelują o stworzenie ogólnopolskiej mapy defibrylatorów AED. Tragedie w Warszawie i Choroszczy pokazały, że brak wiedzy o lokalizacji sprzętu lub jego niesprawność mogą kosztować życie. Resort zdrowia daje „zielone światło” dla projektu, który ma zrewolucjonizować dostęp do urządzeń ratujących serce. Na przeszkodzie mogą jednak stanąć pieniądze.

Na zdjęciu widać ratownika medycznego obok karetki oraz defibrylatora AED.
fot. Wojciech Olkusnik, Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego medycy chcą stworzenia rejestru defibrylatorów AED.
  • Jakie korzyści przyniesie rejestr dla lokalizacji defibrylatorów.
  • Co uniemożliwia szybki dostęp do defibrylatorów w nagłych sytuacjach.
  • Jakie tragiczne wydarzenia wywołały debatę o dostępności AED.

Medycy podnoszą problem braku defibrylatorów. Chcą specjalnego rejestru

Ratownicy medyczni wystosowali specjalny apel - chcą stworzenia ogólnopolskiego, publicznego rejestru defibrylatorów AED oraz ich zmapowania. Inicjatorzy akcji podkreślają, że obecnie niewiele osób wie, gdzie dokładnie znajdują się takie urządzenia, ile ich jest i czy w ogóle działają. 

Szef pogotowia ratunkowego w Sosnowcu Klaudiusz Nadolny mówi, że dzięki takiemu rozwiązaniu defibrylatory byłyby łatwiejsze do znalezienia w aplikacjach mapowych. - System byłby tak skonstruowany, aby uruchomił urządzenia, które są najbliżej miejsca zdarzenia - dodaje. 

- To jest konieczne, żebyśmy wiedzieli, ile jest takich urządzeń w Polsce, gdzie one są, w jakich godzinach są czynne i czy są sprawne. To nie jest tylko kwestia kupna takiego sprzętu, bo trzeba go cały czas sprawdzać, upewniać się, czy baterie nie są rozładowane, albo nie występują inne problemy techniczne - wyjaśnia Klaudiusz Nadolny. 

Projekt trafił już do Ministerstwa Zdrowia, które dało zielone światło do pracy nad nim. Problemem mogą okazać się pieniądze - dlatego medycy proponują wpisanie rejestru do ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej, co ułatwi jego funkcjonowanie. 

Zmarł znany fotograf. W pobliżu nie było defibrylatora

Dyskusja na temat dostępu do defibrylatorów AED w Polsce rozgorzała po tragedii, do której doszło na początku marca. Podczas spotkania w galerii Związku Polskich Artystów Fotografów zmarł Adam Chełstowski - znany i ceniony w środowisku fotograf. 

Redakcja poleca

Obecny na miejscu fotograf Jan Wojciech Łaski informował, że natychmiast po tym, jak Adam Chełstowski zasłabł, rozpoczęła się reanimacja. "Jedni walczyli o jego życie, podczas gdy inni bezskutecznie szukali automatycznego defibrylatora AED w okolicy. W centrum europejskiej stolicy, w miejscu odwiedzanym codziennie przez tysiące ludzi, nie było dostępnego urządzenia, które mogłoby zwiększyć jego szanse na przeżycie" - napisał. 

Tragedia w Choroszczy. Ktoś ukradł baterie z defibrylatorów

Wcześniej, bo w styczniu 2026 roku, do podobnej tragedii doszło w Choroszczy, gdzie nagle zasłabł 78-letni ksiądz. Obecni na miejscu ratownicy próbowali skorzystać z dwóch okolicznych defibrylatorów AED - urzadzenia były jednak niekompletne. Okazało się, że ktoś ukradł z nich baterie i elektrody. Ostatecznie duchowny trafił do szpitala, gdzie zmarł.

Władze miasta po dramatycznych wydarzeniach wprost mówiły o "chamskim złodziejstwie". - Ale to było działanie bardzo precyzyjne. Skradzono wyłącznie baterie i elektrody, a nie całe urządzenia - dodał burmistrz Choroszczy Robert Wardziński. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET