`

"Tykająca bomba". Gmina chce interwencji rządu ws. żwirowni, firma odpowiada na zarzuty

4 min. czytania
06.03.2025 12:18
Obserwuj nas na Google

Władze gminy Pszczółki na Pomorzu piszą do rządu z apelem o wsparcie w walce ze żwirownią, na której składowane są odpady. Zdaniem wójta, proszącego o interwencję Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Prokuratora Generalnego, właściciel terenu gromadzi tam substancje, na które nie ma pozwolenia. Już raz skończyło się to dużym pożarem składowiska. Do tego są podejrzenia, że wydobycie żwiru odbywa się poza granicami wydanego pozwolenia.

Żwirownia
fot. Maciej Bąk/Radio ZET
  • Władze gminy Pszczółki na Pomorzu piszą do rządu z apelem o wsparcie w walce ze żwirownią, na której składowane są odpady
  • Zdaniem wójta właściciel terenu gromadzi tam substancje, na które nie ma pozwolenia. Już raz skończyło się to dużym pożarem składowiska
  • Żwirownia również zajęła już stanowisko w tej sprawie

Władze i i mieszkańcy gminy Pszczółki piszą do rządu. Chodzi o żwirownię

Żwirownia zajmuje ogromny teren pomiędzy miejscowościami Skowarcz i Ostrowite w powiecie gdańskim (woj. pomorskie). Przed laty były to niewielkie wsie, ale dziś wprowadza się tu coraz więcej ludzi z Trójmiasta, poszukujących cichej przestrzeni na postawienie domu. Jeszcze w 2017 roku miejsce nie budziło żadnych kontrowersji, dla wielu osób było wręcz osobliwą atrakcją turystyczną, dobrym miejscem na jogging czy łowienie ryb. Władze gminy Pszczółki miały nawet w planach budowę w wyrobiskach żwirowni kąpieliska albo siedliska dla ptaków.

Jednak nowy właściciel terenu postanowił zrobić tam wysypisko śmieci. Działkę otoczył hałdami i ogrodził płotem. Nikt nie ma wglądu w to, co jest składowane w miejscach po wydobytym żwirze. W lipcu 2024 roku czara goryczy się przelała. Na wysypisku wybuchł pożar, który zaangażował duże siły strażaków i zmusił ludzi do zostania w domach przy pozamykanych oknach. Zdjęcia pogorzeliska nie pozostawiły złudzeń - w żwirowni składowane były nie tylko odpady budowlane, na które firma ma pozwolenie, ale też inne, szkodliwe dla środowiska substancje.

Żwirownia
Fot. Słuchacz Radia ZET
Żwirownia

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Gdańsku nałożył na właściciela składowiska pół miliona złotych kary, ale ten kontynuuje swoją działalność. - Mieszkamy pod miastem, w miejscu obcowania z naturą. Tymczasem okazuje się, że za miedzą znajduje się tykająca bomba, która w każdym momencie może ponownie wywołać pożar i zagrożenie dla naszego zdrowia - mówi reporterowi Radia ZET jeden z mieszkańców Skowarcza.

- Jako samorząd, jako wspólnota czujemy się już nieco bezsilni. Od kilku lat zgłaszamy sprawę do instytucji wszelkiej maści i problem wciąż pozostaje nierozwiązany - mówi Radiu ZET wójt gminy Pszczółki Maciej Urbanek. I pokazuje listę swoich działań dotyczących żwirowni z ostatnich lat. Zawiadomienia na policję, do prokuratury, zażalenie na odmowę wszczęcia śledztwa, pisma do WIOŚ, pisma do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, do Okręgowego Urzędu Górniczego w Gdańsku. Kompleks żwirownia-składowisko nadal działa, dlatego Urbanek właśnie wysłał listy do minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski i Prokuratora Generalnego Adama Bodnara.

Pszczółki
Fot. Urząd Gminy Pszczółki
Pszczółki

- Jako samorząd gminny nie dysponujemy odpowiednimi narzędziami prawnymi ani zasobami, które pozwalałyby nam skutecznie zlikwidować nielegalne wysypisko - pisze w pismach wójt Urbanek i prosi o pomoc centralne instytucje państwa. Samorządowiec zwraca uwagę na to, że żwirownia generuje dwa problemy. Pierwszy: środowiskowy. Obawa przed kolejnym pożarem wciąż jest u mieszkańców żywa, nie zgadzają się oni na degradację terenu, obawiają się skażenia okolicy oraz fetoru. Ale jest też drugi aspekt: geologiczny. Maciej Urbanek podejrzewa, że w żwirowni odbywa się wydobycie żwiru poniżej poziomu lustra wody.

- W naszej ocenie może to zagrażać zachwianiem stosunków wodnych i zaburzeniem naturalnego biegu wody w przyrodzie. Dla właścicieli terenów oznacza to bardziej wyjałowione gleby. Rolnicy narzekają, że jest coraz trudniej uprawiać cokolwiek w obszarze oddziaływania żwirowni - podkreśla wójt gminy Pszczółki.

Firma NOBTRANS odpowiada Radiu ZET na zarzuty gminy

Zapytaliśmy o te zarzuty zarząd firmy NOBTRANS. Jej pełnomocnik Jacek Staroszik zapewnia, że firma ma aktualne pozwolenie na magazynowanie i częściowe przetwarzanie odpadów i są to głównie odpady pobudowlane, gruz czy ceramika. - Jeśli w odpadach pobudowlanych firmy lub osoby fizyczne zlecające odbiór odpadów umieszczą bez naszej wiedzy i zgody inne odpady z remontów typu plastik, drewno pobudowlane lub folie, staramy się te odpady oddzielić, składować osobno i przekazać innym firmom wyspecjalizowanym w zagospodarowywaniu tych odpadów - zaznacza pełnomocnik.

Redakcja poleca

Co do pożaru, jaki wybuchł na terenie dawnej żwirowni, firma tłumaczy że ogień pojawił się na odpadach, które zostały im podrzucone. -  Niestety dość powszechnym procederem jest podrzucanie rozmaitych śmieci przez osoby trzecie bezpośrednio na cały teren. To kilkadziesiąt hektarów i niemożliwe jest skuteczne uniemożliwienie tego procederu. W miarę możliwości staramy się ukrócić ten proceder. Pożar, jaki zdarzył się na terenie magazynowania odpadów, dotyczył tych „niechcianych” odpadów i nie był wynikiem złego zabezpieczenia z naszej strony, były efektem aktu wandalizmu, podpalenia dokonały osoby trzecie - przekonuje pełnomocnik NOBTRANS-u.

NOBTRANS dodaje, że na chwilę obecną na terenie żwirowni nie prowadzi żadnych prac wydobywczych, bo firma od siedmiu lat czeka na decyzję środowiskową w zakresie dalszego wydobycia złoża. Firma twierdzi też, że na jej terenie nie dochodzi do zanieczyszczenia środowiska. - W zbiornikach wodnych żyją ryby i raki, niektórzy z okolicznych mieszkańców i pracowników naszej firmy regularnie wędkują na zbiornikach. W jednym ze zbiorników przez pewien czas przebywała także foka, co było przedmiotem kontroli pracowników Fokarium z Helu i zarówno kondycja foki, jak i próbki wody były prawidłowe - zaznacza Staroszik.

Źródło: Radio ZET/Maciej Bąk

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET