Tyle zarobił lekarz z Zamościa w rok. Ujawniono kwotę. „Gigantyczne pieniądze"
W ubiegłym roku jeden z lekarzy zatrudnionych w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Wojewódzkim w Zamościu zarobił ponad 2 mln 700 tys. zł – wynika z ustaleń Interii. Okazuje się, że jego zarobki wyraźnie odbiegają od pozostałych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zarobki lekarzy w Zamościu wzbudziły kontrowersje.
- Dlaczego wynagrodzenia niektórych lekarzy są tak wysokie.
- Co planuje Ministerstwo Zdrowia w ramach zmian w ochronie zdrowia.
Lekarz w szpitalu w Zamościu zarobił ponad 2 mln 700 tys. zł w rok
Jak ustaliła Interia, specjalista w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej zarobił w 2025 roku dokładnie 2 741 513,36 zł. Taką informację przekazał w rozmowie z dziennikarzami dyrektor w Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego w Zamościu Adam Fimiarz. Z danych, które udostępnił, wynika, że jest to jedyny zatrudniony tam medyk, którego zarobki przekroczyły 2,7 mln zł. Jednocześnie wyraźnie odbiegały od pozostałych – na tyle mocno, że dzieliła je właściwie płacowa przepaść.
Drugim najlepiej wynagradzanym lekarzem jest tam specjalista w dziedzinie okulistyki. W ubiegłym roku zarobił łącznie 1 186 279,39 zł. Na ostatnim stopniu podium stanął specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Kwota: 1 113 163,40 zł. Do ujawnionych przez Interię informacji odniósł się dr Jerzy Gryglewicz, lekarz i specjalista w zarządzaniu w ochronie zdrowia. – Takie zarobki są nieuzasadnione pod względem ekonomicznym dla szpitala. Należałoby postawić pytanie, jakie przychody dany lekarz generuje dla placówki i czy jego działalność jest rentowna – ocenił.
„Gigantyczne, społecznie nieakceptowalne pieniądze"
Ekspert wyjaśnił, że NFZ bezpośrednio finansuje świadczenia z zakresu tomografii i rezonansu. Placówka otrzymuje za te procedury pieniądze, następnie wypłaca wynagrodzenie lekarzowi (najczęściej na podstawie umowy cywilnoprawnej). W teorii tego typu procedury powinny być rentowne. – Jeśli jednak lekarz jest w stanie zarobić tak gigantyczne, społecznie nieakceptowalne pieniądze, jest to sygnał dla NFZ, że wycena tych świadczeń być może jest przeszacowana – wskazuje dr Jerzy Gryglewicz w rozmowie z Interią.
Z kolei rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Piotr Pisula, odnosząc się do przypadku lekarza z Zamościa, wskazał na specyfikę tej dziedziny. – Radiologia jest obszarem dobrze wycenionym, a umowy – poza etatami w szpitalu – to często kontrakty rozliczane od wykonanego opisu badania – przyznał w rozmowie z Interią. Istotne są także małoinwazyjne procedury wykonywane pod kontrolą rentgena czy tomografii – czyli radiologia zabiegowa.
– Są to zabiegi wysokospecjalistyczne, takie jak embolizacje tętniaków mózgu czy trombektomie w udarach niedokrwiennych. W Polsce wykonuje je niewielka grupa ekspertów. Jeśli lekarz pracował na kontrakcie zadaniowym i otrzymywał procent od wartości tych procedur, to przy dużej ich liczbie suma staje się zrozumiała. Szpitalowi również się to opłaca, ponieważ zarabia na zrealizowanych świadczeniach – wyjaśnił. Podkreślił jednak, że trudno oceniać ten konkretny przypadek bez znajomości szczegółów – których szpital nie chciał podać. Dyrektor placówki zaznaczył jednak, że „wymienione kwoty wynagrodzeń wynikają z dużej ilości udzielonych świadczeń zdrowotnych, co znajduje potwierdzenie w sprawozdawczości statystycznej kierowanej do NFZ".
Będzie szereg zmian w systemie ochrony zdrowia?
Przypomnijmy, że pod koniec lipca MZ opublikowało projekt ustawy, która wprowadza szereg zmian w systemie ochrony zdrowia, w tym wprowadzenie „maksymalnego łącznego wymiaru czasu pracy pracownika medycznego u wszystkich zatrudniających go świadczeniodawców, który nie będzie mógł przekraczać równowartości dwukrotności pełnego wymiaru czasu pracy/równoważnika czasu pracy”. W części dotyczącej wysokości wynagrodzeń projekt przewiduje zakaz ustalania wynagrodzenia jako procentu. Maksymalna stawka godzinowa wyniesie 240 zł brutto.
– Ustawa prowokuje do poszukiwania sposobów na jej obejście. Jest to papierek lakmusowy intencji resortu, który chce szybko wykazać się jakimkolwiek działaniem. W rzeczywistości może to pozostać jedynie fikcją na papierze – ocenił w sierpniu Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej podczas spotkania z dziennikarzami. Reformę planowaną przez MZ Jankowski porównał do pacjenta z zapaleniem płuc, który jednocześnie ma gorączkę. – Ministerstwo proponuje podawanie leków przeciwgorączkowych z nadzieją, że gorączka spadnie i nikt nie zauważy, że choroba dalej trawi organizm – powiedział.
Źródło: Radio ZET/Interia/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET