`

"Usłyszeliśmy bardzo jasno". Zandberg ujawnia kulisy odejścia Razem z klubu Lewicy

4 min. czytania
29.10.2024 07:45
Obserwuj nas na Google

Lider Razem Adrian Zandberg ujawnił, że ostateczną kwestią, która poróżniła jego partię z władzami Nowej Lewicy, był projekt budżetu na 2025 rok. Jak przekonywał, Nowa Lewica - wbrew ustaleniom - chciała narzucić dyscyplinę ws. głosowania. - Byliśmy umówieni na koalicję, a nie relację wasalną - podkreślił, dodając, że jego ugrupowanie i tak zamierza złożyć poprawki do propozycji budżetu.

Razem
fot. Jacek Domiński/REPORTER

Razem opuszcza klub Lewicy. Zandberg: będziemy opozycją racjonalną, nie totalną

Kongres partii Razem zdecydował w niedzielę o opuszczeniu parlamentarnego klubu Lewicy i utworzeniu koła poselskiego. Posłowie ugrupowania zapowiedzieli, że jeszcze w tym tygodniu złożą wniosek o utworzenie koła, by na pierwszym listopadowym posiedzeniu występować już samodzielnie jako partia Razem. Decyzję skomentował m.in. europoseł Łukasz Kohut (KO), który w przeszłości był członkiem Nowej Lewicy.

"Razem jak zwykle osobno i mało odpowiedzialnie. Już raz - w 2015 r. otworzyli PiS-owi drogę do władzy" - napisał na platformie X. Wówczas Zjednoczona Lewica (SLD, Twój Ruch, PPS, Unia Pracy, Zieloni) oraz Razem, które wystartowały w wyborach parlamentarnych jako oddzielne komitety, znalazły się poniżej progu wyborczego. W rozmowie z Polską Agencją Prasową przewodniczący Razem, poseł Adrian Zandberg nie zgodził się z tym zarzutem.

 - W 2015 roku władzę PiS przyniosły słabe rządy PO. Donald Tusk dał im tę władzę na tacy, wyjeżdżając do Brukseli i zostawiając kraj w rękach nieudolnej premier Ewy Kopacz - ocenił. W jego opinii rządząca wtedy PO nie może zrzucać odpowiedzialności na lewicę za przegrane wybory. Jednocześnie Zandberg podzielił obawy Kohuta. - Rządzący nie dotrzymują obietnic złożonych przed wyborami, dlatego rozczarowują ludzi. Jeśli rząd będzie tracić zaufanie w takim tempie, w jakim działo się to dotychczas, to ta historia faktycznie może się powtórzyć - ocenił. Razem nie dopuści do sytuacji, w której jedyną reprezentacją dla ludzi zawiedzionych tym rządem jest Konfederacja i PiS - dodał.

Będzie prospołeczny, racjonalny, opozycyjny głos w parlamencie. Tym głosem będzie partia Razem. Będziemy opozycją racjonalną, nie totalną. W Polsce, niestety, się utarło, że opozycja to ci, którzy mówią "nie, bo nie", bez względu na to, co rząd zaproponuje. Tak robiło KO, a PiS teraz wskoczył w dokładnie te same buty. Moim zdaniem takie podejście nie ma sensu - Adrian Zandberg

- Jeśli rząd przynosi coś sensownego, to należy to poprzeć. Jeżeli jest coś, co wymaga poprawek, to zaproponujemy poprawki. Jeśli rząd przynosi coś głupiego albo szkodliwego, to otwarcie powiemy, że jest to głupie i szkodliwe, będziemy głosować przeciw - wyjaśniał. Zdaniem Zandberga partia Razem udowodniła, że chce prowadzić politykę inną niż reszta opozycji, deklarując złożenie poprawek do budżetu państwa na 2025 rok. - PiS zapowiedział, że nie chce w ogóle pracować nad budżetem, tylko odrzuci go od razu, niemalże bez czytania. My podchodzimy do tego inaczej i złożymy poprawki - stwierdził.

"Umówiliśmy się na koalicję, a nie relację wasalną"

Razem domaga się co najmniej 20 mld zł na wsparcie systemu ochrony zdrowia i 10-proc. podwyżki ponad inflację dla państwowej sfery budżetowej. Zandberg zaznaczył, że partia będzie szukała poparcia dla złożonych przez nią poprawek podczas posiedzeń komisji i zespołów parlamentarnych. - Uważamy, że ten budżet ma poważne problemy. Chcemy je naprawić, przynosimy rozwiązania. Jeśli nasze poprawki zostaną przyjęte, będziemy zadowoleni, a jeżeli zostaną odrzucone, to oczywiście tego budżetu nie poprzemy - dodał.

Zandberg przyznał, że to właśnie projekt budżetu był ostateczną kwestią, która poróżniła Razem i Nową Lewicę. - Usłyszeliśmy bardzo jasno od władz NL, że chcą nam narzucić, jak mamy głosować w sprawie budżetu. Na to nie mogło być zgody. Kiedy powstał rok temu koalicyjny klub Lewicy, w którego skład weszły NL, Razem, PPS i Unia Pracy, to umówiliśmy się na bardzo prostą zasadę: każda z partii, która go tworzy, podejmuje samodzielnie decyzję o tym, jak głosuje nad projektami ustaw i nikt nie może nikomu narzucić dyscypliny. Byliśmy umówieni na równą koalicję, a nie na relację wasalną - oznajmił.

Redakcja poleca

Jak podkreślił lider Razem, NL oczekiwała od posłów ugrupowania, że poprą projekt budżetu, niezależnie od jego ostatecznego kształtu. - To doprowadziło do oczywistych konsekwencji - dodał.  Jednocześnie zapewnił, że Razem w każdej chwili jest gotowe "wziąć odpowiedzialność za władzę wykonawczą". Warunkiem - tak samo, jak wcześniej - miałaby być renegocjacja umowy koalicyjnej. - Chcę wejść do rządu, po to, żeby móc w nim dokonać realnych zmian. Ale wejść do rządu bez narzędzi do działania, tylko po to, żeby dostać ładną wizytówkę i limuzynę, a potem uśmiechać się i mówić, że jest dobrze, kiedy nie jest dobrze - nie, tym nie jestem zainteresowany - podsumował.

Posłanki, senatorki i radne odchodzą z Razem. Co dalej?

W czwartek wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat, senatorka Anna Górska oraz posłanki: Joanna Wicha, Dorota Olko i Daria Gosek-Popiołek zdecydowały o opuszczeniu partii Razem. Parlamentarzystki przekazały, że pozostaną w klubie Lewicy, ale nie zapisują się do żadnej partii. "W partii Razem dzieliła nas fundamentalnie wizja tego, jak chcemy działać w polityce. Uważamy, że trzeba robić wszystko, żeby zmieniać otaczającą nas rzeczywistość tu i teraz. Nie za rok, nie za dwa, nie w kolejnej kadencji - dziś" - podkreśliły we wspólnym oświadczeniu, opublikowanym w mediach społecznościowych. Nie podpisali się pod nim posłowie: Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Maciej Konieczny i Marta Stożek, a także Paulina Matysiak, wobec której toczy się postępowanie dyscyplinarne.

Partia Razem - w odpowiedzi na oświadczenie parlamentarzystek - wystosowała wówczas własny komunikat. "Razem była, jest i będzie partią lewicy społecznej. Niezależną i demokratyczną" - napisano. Według komunikatu ugrupowanie opuściło łącznie 27 osób. "Pozostają w niej (partii) blisko trzy tysiące członkiń i członków, którzy nadal wierzą, że program, który obiecaliśmy wyborcom, jest ważniejszy niż stanowiska i osobiste kariery" - podkreślono.

Po wyborach parlamentarnych w 2023 roku Rada Krajowa Razem podjęła decyzję o poparciu nowego rządu koalicyjnego, choć członkowie partii nie weszli w jego skład. Jak podkreślili wówczas w rozmowie z PAP liderzy: Adrian Zandberg i Magdalena Biejat, nie udało się przekonać pozostałych partii (KO, Polski 2050, PSL), aby kluczowe dla ich formacji postulaty zostały wprowadzone do umowy koalicyjnej.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET