„Użył broni, bo musiał”. Mieszkańcy Bystrzycy Kłodzkiej murem za Borysem B.
Dwie wersje zdarzeń i śmiertelny postrzał z karabinka. Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla Borysa B., który w Bystrzycy Kłodzkiej zabił jednego z trzech napastników. Śledczy badają, czy był to akt desperackiej obrony przed agresywną grupą. Sprawa budzi ogromne emocje w środowisku strzeleckim i wśród lokalnej społeczności, która od dawna skarżyła się na bierność policji wobec terroryzujących miasto chuliganów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Borys B. został aresztowany po postrzeleniu 26-latka.
- Jakie są argumenty obrony i społeczności wspierającej Borysa B.
- Co twierdzi prokuratura na temat okoliczności zdarzenia.
- Jakie działania podjęto na rzecz pomocy prawnej dla Borysa B.
Areszt dla Borysa B. z Bystrzycy Kłodzkiej po śmiertelnym postrzeleniu 26-latka
Sąd w Kłodzku zdecydował we wtorek o tymczasowym areszcie dla Borysa B. z Bystrzycy Kłodzkiej. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa po tym, jak śmiertelnie postrzelił 26-latka. Sprawa jest jednak skomplikowana, bo ofiara wraz z grupą innych osób miała - od długiego czasu - zachowywać się agresywnie, zaczepiać przechodniów. Mieszkańcy mówią nawet o brutalnych pobiciach.
Pod sądem pojawili się bliscy i znajomi Borysa B., którzy uważają, że ten działał w obronie własnej i nie powinna go spotkać kara. - To jest niesamowita niesprawiedliwość. Po Bystrzycy chodzą chuligani z nożami, a policja na to nie reaguje. Straż miejska jest tylko do 16 i tylko rozdaje mandaty, nic poza tym - słyszymy od jednej z kobiet.
- Ludzie się boją, nie ma nawet po co tego zgłaszać na policję, bo nie reagują. Ja tego 26-latka nie znałam osobiście, ale słyszałam, że ludzie uciekali przed nim na drugą stronę ulicy. Słyszałam też, że kogoś pobił. Człowiek się boi wyjśc z domu i tyle - dodaje.
O samym Borysie B. kobieta mówi, że był „bardzo dobrym człowiekiem". - On nikomu w życiu krzywdy nie zrobił. A to, że się bronił, to co, miał się dać zabić? Zamknęli człowieka, moim zdaniem, niewinnego. Każdy człowiek ma prawo się bronić, ja myślę, że tak jest - słyszymy.
„Młody, opanowany człowiek"
Pod sądem był też jeden z mężczyzn, który pomaga w organizacji internetowej zbiórki na pomoc prawną dla Borysa B., na której udało zebrać już ponad 300 tys. złotych. - To młody, opanowany człowiek, wywodzący się ze służb mundurowych. Wszyscy jego koledzy są w szoku po tym, co się stało - mówi.
- Nie znamy faktów, nie wiemy, jak było. Dla nas najważniejsze jest to, żeby zapewnić temu chłopakowi jak najlepszą pomoc prawną. Środowisko strzeleckie się zjednoczyło, aby udzielić wsparcia. Do mnie dzwonią nawet ludzie, którzy mają zupełnie odmienne poglądy na temat posiadania broni. Wszyscy stanęliśmy ponad podziałami i chcemy, żeby organy ścigania dotarły do prawdy - dodaje.
Internetowa zrzutka na pomoc prawną dla Borysa B.
Na wspomnianej zbiórce możemy przeczytać, że Borys B. w dniu zdarzenia wyszedł z domu na chwilę. „Na swojej drodze spotkał trzech agresywnych mężczyzn w kapturach. Tego samego wieczoru terroryzowali już innych ludzi w okolicy. Było ciemno. Osiedle rozdzierały krzyki, przekleństwa, narastająca agresja, jak sie później okazało, skierowana wprost w stronę jednego człowieka. W stronę Borysa" - pisze założycielka zbiórki.
„To, co się wydarzyło później, to koszmar, który trwał kilka sekund, ale jego konsekwencje mogą trwać całe życie. Napastnicy ruszyli na niego. Trzech na jednego. Borys oddał strzał ostrzegawczy. Nie po to, by skrzywdzić. Po to, by przeżyć. To nie zatrzymało agresorów. Wręcz przeciwnie - tylko już rozwścieczyło. Padły kolejne strzały. Jeden z napastników odniósł obrażenia, które okazały się śmiertelne. Pozostali uciekli" - dodaje autorka zbiórki.
W dalszej części czytamy, że Borys B. zadzwonił później na numer 112. „Borys nie wyszedł tej nocy z zamiarem odebrania życia komukolwiek. Posiada legalne pozwolenie na broń. Każdy kto go zna wie jedno - użył jej bo musiał. On się bronił" - widnieje w opisie zbiórki.
Prokuratura mówi o innej wersji zdarzeń
Odmienną wersję zdarzeń przedstawia prokuratura. Mariusz Pindera z prokuratury Okręgowej w Świdnicy powiedział w rozmowie z Radiem ZET, że Borys B. wyszedł z domu z psem, na osiedlu doszło do kłótni, po której mężczyzna wrócił z półautomatycznym karabinkiem.
Borys B. najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie. Sąd i prokuratura nie komentują tej decyzji. Mężczyzna nie przyznaje się do winy i zapewnia, że działał w obronie własnej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET