Tragiczna śmierć 4-latka pod tramwajem. Oto co robił motorniczy w trakcie jazdy
Nowe fakty ws. tragedii na warszawskiej Pradze-Północ. Motorniczy tramwaju, pod którym zginął chłopiec, usłyszał zarzut umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przepisów Instrukcji dla pracowników Tramwajów Warszawskich oraz nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym - podała prokuratura.
Do tragedii doszło w połowie sierpnia ubiegłego roku. Śmiertelny wypadek wydarzył się na linii 18 na ul. Jagiellońskiej przy przystanku Batalionu "Platerówek" w momencie, kiedy dziecko wysiadało razem z babcią z ostatniego wagonu. Uczestniczył w nim tramwaj starego typu - Konstal 105 - jadący w kierunku pętli Żerań FSO. 4-letnie dziecko zostało pociągnięte przez tramwaj wzdłuż torowiska. Prawdopodobnie zostało przytrzaśnięte drzwiami. Chłopiec zmarł.
Praga-Północ. 4-latek zginął pod tramwajem. Prokuratura podała nowe informacje
W piątek prokuratura podała nowe informacje w sprawie. - 13 kwietnia w Prokuraturze Rejonowej Praga-Północ przedstawiono kierującemu tramwajem mężczyźnie zarzut z art. 177 par. 2 kk (wypadek komunikacyjny - red.). Zarzucono mu umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przepisów Instrukcji dla pracowników Tramwajów Warszawskich i nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym - poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Katarzyna Skrzeczkowska.
Według ustaleń śledczych mężczyzna w trakcie jazdy korzystał z telefonu i słuchawek. - Nieprawidłowo obserwował zdarzenia zachodzące w obrębie ostatnich drzwi, a po zamknięciu drzwi nie upewnił się, czy ruszenie z przystanku nie spowoduje zagrożenia dla pasażerów wysiadających i znajdujących się na przystanku - wyjaśniła Skrzeczkowska. - Na ocenę sytuacji wokół tramwaju poświecił zbyt mało czasu - podsumowała.
Jak informował wtedy rzecznik Tramwajów Warszawskich Maciej Dutkiewicz, wagon jest sprawny technicznie, ma ważny przegląd techniczny. Sprawne były też systemy zapobiegające przytrzaśnięciu pasażera i ruszenia z otwartymi drzwiami. Prawidłowo zadziałał hamulec bezpieczeństwa. - Z analizy zapisu urządzeń rejestrujących tramwaju wynika, że zahamował po użyciu hamulca bezpieczeństwa na dystansie 28 metrów w około 4 sekundy - powiedział Dutkiewicz.
Podejrzany nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień. Motorniczy ma za sobą 14 lat doświadczenia w pracy.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET