Porzuciła noworodka w reklamówce. Ślady po porodzie tłumaczyła menstruacją

2 min. czytania
24.04.2020 10:17
Obserwuj nas na Google

Przez całą ciążę nadużywała alkoholu. Kiedy dziecko przyszło na świat, porzuciła je w reklamówce na ogródkach działkowych. Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko 37-letniej kobiecie podejrzanej o usiłowanie zabójstwa swojej nowo narodzonej córki - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga Marcin Saduś. Kobiecie grozi dożywocie.

Ogródki działkowe
fot. KAROLINA MISZTAL/REPORTER (zdjęcie ilustracyjne)

37-letnia Wiktoria Z. dziewczynkę urodziła na początku listopada ubiegłego roku. Zostawiła ją na terenie przyległym do ogródków działkowych przy ul. Głębockiej w Warszawie. "Oskarżona umieściła noworodka bez zaciśnięcia pępowiny w torbie plastikowej i porzuciła w zaroślach" - poinformował prokurator Marcin Saduś. Akt oskarżenia do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga został skierowany przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Praga-Północ 22 kwietnia.

Chcesz być na bieżąco z newsami z Warszawy? Dołącz do naszej grupy na FB

Dziewczynka przeżyła dzięki szybkiej reakcji lekarzy. Nazwano ją Zosia

Dziecko przypadkowo znalazł partner 37-letniej kobiety Stanisław O., który natychmiast zgłosił się do pracowników ochrony ogródków działkowych. Załoga pogotowia ratunkowego zawiozła dziecko do szpitala. Jak mówił prokurator, dzięki niezwłocznej pierwszej pomocy oraz specjalistycznej interwencji lekarskiej dziecko przeżyło.

Nowo narodzoną dziewczynką zajął się personel Szpitala Bródnowskiego, który dał jej na imię Zosia. Jak wtedy informował PAP rzecznik Szpitala Bródnowskiego Piotr Gołaszewski, od początku stan porzuconej dziewczynki był dobry.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga wskazał, że kobieta została zatrzymana tego samego dnia, w którym znaleziono noworodka. W trakcie zatrzymania była wśród bezdomnych. Piła alkohol.

Oskarżona w trakcie zatrzymania wypierała się porodu. Posiadane zakrwawienia w okolicach krocza tłumaczyła menstruacją

- podał prokurator.

Podróżowałe/aś tym autobusem? Zgłoś się do sanepidu. Pasażer z SARS-CoV-2 - Nie masz uprawnień do wyświetlania tego obiektu.

Nie przyznała się do winy. "Miała lekceważące podejście do ciąży"

Podczas przesłuchania Wiktoria Z. nie przyznała się do stawianego zarzutu i złożyła obszerne, sprzeczne wyjaśnienia. Początkowo kobieta usłyszała zarzut usiłowania dzieciobójstwa, który jest zagrożony karą do 5 lat więzienia. W toku śledztwa prokurator zmienił kwalifikację karną czynu i przedstawił 37-latce zarzut usiłowania zabójstwa. 

Z wyjaśnień kobiety wynika, że wiedziała o ciąży i nie skorzystała z pomocy, które oferowały jej organizacje pozarządowe oraz instytucje kościelne. Natomiast jak wynika ze zgromadzonych dowodów, oskarżona miała lekceważące podejście do ciąży oraz brak oznak troski o macierzyństwo

- poinformował dodając, że według ekspertyzy biegłych psychiatrów, kobieta w chwili popełnienia przestępstwa była w pełni poczytalna.

Z opinii innego biegłego wynika, że dziewczynka urodziła się przedwcześnie, bez wad rozwojowych mimo "szkodliwego oddziaływania matki na płód". Według śledczych kobieta miała przed porodem nadużywać alkoholu. Prokuratorzy ustalili, że również dzień przed rozwiązaniem miała pić ze swoim konkubentem wino. "Natomiast sam poród bez pomocy medycznej zagrażał dziecku w aspekcie realnej niewydolności krążeniowo-oddechowej" - dodał prokurator.

Podejrzana nie była wcześniej karana. Jak ustaliła PAP, w przeszłości urodziła dwójkę dzieci, ale zrzekła się do nich praw rodzicielskich od razu po porodach.

37-latce może grozić nawet dożywocie.

Uszkodził radiowóz, bo policjanci zapytali, dlaczego nie nosi maseczki

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET